Na wstępie przypomnę, na czym polega tzw. "błąd Galtona". Błąd ten polega na sumowaniu do 100% składowych procentów, które nie mierzą tego samego... ale najlepiej wyjaśnić to na przykładzie z biologii - co ma silniejszy wpływ: natura czy kultura, geny czy środowisko, instynkty czy wychowanie.. - różnie formułuje się ten problem, ale wiadomo o co chodzi - chodzi o to, czy jesteśmy bardziej zwierzętami, czy ludźmi. Takie pytanie od razu zajeżdża manipulacją, ale na razie tylko zajeżdża...
Konkretne badanie: zbieranie danych na temat pokrewieństwa i koloru włosów. Konkretne pytanie: co ma silniejszy wpływ na kolor włosów: geny czy środowisko? Wyników tych badań nie pamiętam, poza tym, że były różne, np. w 60% decyduje natura a w 40% kultura. Zresztą nie warto ich pamiętać, gdyż to badanie obnaża absurd takich badań. Czujecie to?
Jeżeli blondynka - córka blondyna i blondynki - przefarbuje swoje włosy na rudo, to jaka jest interpretacja? Jeżeli badacze trafią na ludzi w chwili, kiedy mają przefarbowane włosy, to wyjdzie im, że wpływ genów jest niewielki - silniejszy jest wpływ środowiska. Ale kiedy tych samych ludzi zbadają wtedy, kiedy akurat nie mają farby na włosach, to im wyjdzie, że wpływ genów jest silniejszy.
Prawda jest jednak taka, że wpływ genów zawsze istnieje, tak jak zawsze istnieje wpływ środowiska. Włos blond ufarbowany na rudo nie jest włosem rudym, takim jak rudy włos z natury. Geny blond działają cały czas i nowe włosy odrastają jako blond, ale blondynka też działa cały czas i farbuje włosy regularnie, aby rudość zwyciężyła.
Teraz już czujecie? Rozumiecie już od czego bardziej zależy inteligencja? Od genów czy od środowiska? Odpowiedź jest tak prosta, jak odpowiedź na pytanie: co jest ważniejsze - metr czy sekunda? Kolor włosów, inteligencja i inne cechy zależą od genów i od środowiska, ale w każdym indywidualnym przypadku decyduje skuteczność. Geny inteligencji można często "zamalować" brakiem treningu umysłowego w domu i w szkole. Geny tępoty można często "zamalować" intensywnym treningiem. Ale wyciąganie z tego statystycznych wniosków procentowych jest błędem.
Ktoś mógłby powiedzieć, że decyduje jakość farby. Jeśli każdy włos potrafimy skutecznie przemalować na dowolny kolor, to możemy powiedzieć, że środowisko jest silniejsze od genów. Ale jeśli farby są kiepskie, a dobre farby są trudno dostępne, to wtedy geny okazują się silniejsze od środowiska - naturalny kolor się przebija. A więc jednak wyniki procentowe jakiś sens mają.
Odpowiedź na taki argument jest prosta - taki wynik odpowiada tylko na pytanie, jak dobrze mamy rozwinięty przemysł produkujący farby do włosów. Nie jest to odpowiedź na pytanie, czy geny są silniejsze czy środowisko. To jest pytanie bez sensu, jak pytanie czy silniejszy jest metr czy sekunda.
Taki właśnie błąd w metodologii statystyk biolodzy nazywają "błędem Galtona". Galton słynął z takich absurdalnych porównań, nie tylko w biologii... I ten błąd wciąż jest popełniany przez statystyków nierozumiejących niuansów swojej pracy.
Trzeba jednak podkreślić, że poza tym Galton sławny jest z pozytywnych dokonań i jest klasycznym wręcz przykładem wybitnego naukowca, który, jak wszyscy ludzie, czasem popełnia błąd. Nawet Einstein czasem się mylił... nawet superguru Bohr (jego słynne polemiki z Einsteinem - wygrał wszystkie) raz się pomylił - źle zinterpretował problem z promieniotwórczością beta. Tak więc "błąd Galtona" nie umniejsza w żaden sposób jego dokonań, a wręcz przeciwnie - użycie jego nazwiska do nazwania błędu sugeruje, że to jego jedyny błąd - że można go uważać za Bohra nauk statystycznych.
Troszkę się ten wstęp przeciągnął... Notka miała być o tym, że błędy (ten lub inne) wykorzystywane są przez statystyków do manipulacji politycznych, religijnych lub paranaukowych. Skupić się chciałem na statystykach porównujących mężczyzn z kobietami, ale notka zrobiłaby się zbyt długa, prawda?
Statystycznie kobiety wolniej biegają, mniej zarabiają, słabiej uderzają... geny czy środowisko? Jedni winą obarczą mizoginów u władzy, a inni obwinią kobiety za brak ambicji. Uczciwe statystyki nie powinny uogólniać danych w sposób dyskryminujący. Fakt, że mężczyźni w niektórych krajach rzadziej od kobiet noszą sukienki mówi nam co innego niż to, że mężczyźni rzadziej chodzą w szpilkach. Ile osób widziało Szkota w spódniczce i w szpilkach?
Uczciwe statystyki o zarobkach powinny uwzględniać staż i charakter pracy... a może nie "charakter" tylko po prostu "zawód" albo "stanowisko"? Chodzi mi o porównywalne czynności, funkcje, obowiązki... Najlepiej to wyjaśnić na konkretnych przykładach - porównajmy pilota wycieczki z kierowcą autobusu wycieczkowego albo masażystę z kasjerem salonu masażu. Nie ma sensu porównywać zarobków pilota i kierowcy, ani masażysty i kasjera. Jeżeli porównujemy zarobki kobiet i mężczyzn, to musimy porównać pilota z pilotem, kierowcę z kierowcą, masażystkę z masażystą, a kasjera z kasjerką. I w dodatku staż pracy powinni mieć podobny. Jaki ma sens porównywanie zarobków masażysty z 20-letnim doświadczeniem z masażystką z 5-letnim doświadczeniem? Badamy wpływ stażu pracy czy wpływ płci na zarobki?
Niektórzy mówią, że statystyki to wszystko uśredniają i sumaryczny wynik coś jednak pokazuje. To jednak nie jest prawda. Co nam wyjdzie z uśrednienia zarobków górników, górniczek, sprzątaczy i sprzątaczek? Wyjdzie nam, że w górnictwie kobiety zarabiają mniej. Dlaczego? Są mniej ambitne, czy gorsze z natury? A może górnicy je dyskryminują? Takie statystyki niczego nie wnoszą - są narzędziem manipulacji, dyskryminacji i szczucia.
Oczywiście nagie fakty i abstrakcyjne obliczenia bronią się same, a więc teoretycznie można je uczciwie wykorzystać. Można np. sformułować wniosek (jeśli jest prawdziwy) np. taki: "Przeciętne zarobki kobiet są o 10% niższe niż mężczyzn, co w przybliżeniu odpowiada różnicy w stażu pracy na danym stanowisku. Mężczyźni średnio dłużej pracują na danym stanowisku i dzięki większemu doświadczeniu lepiej zarabiają". To oczywiście tylko przykład wymyślony w celu pokazania, czym się różni uczciwa nauka od politycznych manipulacji. Tu można się zastanawiać, dlaczego mężczyźni statystycznie mają dłuższy staż pracy...
No i notka robi się za długa, prawda? Co dalej?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)