Polska, jeszcze przed rokiem 1700, znalazła się w strefie wpływów Rosji. Wyprawa Sobieskiego po Wiedeń była pierwszym spektakularnym działaniem Polski w interesie rozkwitającego rosyjskiego imperium. W 1686, czyli trzy lata po zwycięstwie pod Wiedniem, Sobieski wziął od Rosji 146 000 rubli za Kijów i Ukrainę lewobrzeżną. Potem już było z górki. Wojna ze Szwecją w celu dalszej rozbudowy rosyjskiego imperium zakończona pełną okupacją Rzeczypospolitej w 1706... za wyjątkiem Zamościa, który poddał się Rosjanom dopiero w 1813 roku po 10-miesięcznym oblężeniu. Ale starczy tego wstępu.
Mamy więc około 300 lat rusyfikacji - to 10 pokoleń wg współczesnej miary lub 15 pokoleń wg rachuby z tamtych czasów. Rosyjska wersja historii, rosyjska wersja patriotyzmu, rosyjska propaganda i cenzura, a z wierzchu rosyjska frazeologia wrastająca głęboko w polskie dusze. Przykładem są "rozbiory" Polski, które nie były rozbiorami. Rosja miała Polskę całą, jak tort, z którego odkrawała kawałki i dawała je Prusom i Austrii w zamian za poparcie w ekspansji terytorialnej kosztem Szwecji i Turcji. Pierwszym rozbiorem Polski był rozbiór w 1939.
Ale subtelniejszym przykładem jest słowo "uważać". W języku polskim to pojęcie tworzy zgrabną całość: kierować na coś zmysły (czyli uwagę), być ostrożnym, opiekować się, zapewniać bezpieczeństwo lub pilnować. Jako kalka z języka rosyjskiego ma bardzo wiele różnych znaczeń - kompletne pomieszanie. Kiedy zrusyfikowany Polak mówi "uważam", może znaczyć to bardzo różne rzeczy: myślę, podejrzewam, przypuszczam, sądzę, wydaje mi się, twierdzę, wierzę... i to nie są puste słowa - taki ktoś często naprawdę nie wie, czy myśli, czy coś mu się zwiduje, czy po prostu wierzy. Wieloznaczność tego rosyjskiego słowa usypia umysł - upodabnia umysł polski do rosyjskiego.
Polska dusza i polski umysł cechują się żywością i zdecydowaniem. Kiedy Polak myśli, to wie, że myśli, a kiedy wierzy, to wie, że wierzy. Kiedy Polak coś twierdzi, to bierze za to odpowiedzialność: "tak twierdzę - moim zdaniem, to prawda - na mój rozum - jestem pewien, że to przemyślałem". A kiedy Polak coś podejrzewa, to mówi o tym zupełnie inaczej: "wydaje się, że chyba to możliwe, ale nie jestem pewien". Kiedy Polak w coś wierzy, często dodaje coś w rodzaju "gorąco", aby wzmocnić przekaz. Kiedy dzieli się swoimi przekonaniami, mówi "sądzę", aby różniło się to od "przypuszczam", którego używa do dzielenia się przeczuciami.
Co się dzieje w umyśle i duszy kogoś, kto zawsze "uważa"? Kiedy słyszę to słowo, to mam wrażenie, że to rodzaj opętania - że rosyjska dusza zastąpiła polską duszę. Oczywiście można by z pożytkiem wykorzystać tę kalkę, gdyby po prostu włączyć ją do języka polskiego, a nie zastępować nią całe bogactwo polszczyzny i myślenia. Gdyby np. zwrot: "uważam, że" - zdefiniować jako: "nie jestem przekonany, ale skłonny jestem poprzeć pogląd, że" - to byłoby użyteczne. To wydaje się bardzo rosyjskie - brak własnych poglądów, a zamiast nich poparcie udzielane poglądom, które warto poprzeć.
I tak doszliśmy do skali zrusyfikowania Polaków. Jak wielu Polaków nie ma własnych poglądów? Czym się kierują podczas wyborów? Uważają(!), że trzeba głosować na popis. Jakie argumenty trafiają do nich podczas dyskusji w towarzystwie? Jeśli usłyszą, że ktoś coś "uważa", to go popierają, bo podświadomie odbierają go jako tego, kto wie lepiej, czego oczekuje władza: "uważam, że powinniśmy być na tej manifestacji, bo warto". Daje w ten sposób do zrozumienia, że reprezentuje jakiś organ władzy.
Mam więc apel: Myślmy więcej i dzielny się, mamy w Polsce wolność słowa i sumienia. Nie musimy "uważać"


Komentarze
Pokaż komentarze (2)