Była prezes Szpitala Południowego przerwała milczenie. Obciąża Kacprzyka i polityków

Redakcja Redakcja Służba zdrowia Obserwuj temat Obserwuj notkę 14
Anna Łukasik, była prezes Warszawskiego Szpitala Południowego, zdymisjonowana przez prezydenta stolicy, opowiedziała o kulisach pracy placówki i relacjach z Dawidem Kacprzykiem. W rozmowie z Onetem ujawniła, że już pierwszego dnia miał powiedzieć jej, iż "pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Była szefowa placówki odniosła się także do wysokich zarobków lekarza, konfliktu z sygnalistą Emilem Jędrzejewskim oraz nieprawidłowości w prosektorium.

"Nie pozwolę zrzucać na siebie odpowiedzialności"

Anna Łukasik przerwała milczenie po ujawnieniu nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym. Była prezes placówki wyjaśniła, że zdecydowała się zabrać głos, ponieważ sama jest oskarżana o odpowiedzialność za sytuację w szpitalu.

– Zajmuję się zarządzaniem w służbie zdrowia prawie 30 lat. Chcę opowiedzieć o tym, co zastałam w tym szpitalu. Wiem, za co ponoszę odpowiedzialność. I nie pozwolę zrzucać na siebie odpowiedzialności za błędy innych – powiedziała.

Łukasik objęła stanowisko 1 kwietnia 2025 roku. Dawid Kacprzyk był już wówczas związany ze szpitalem od 2023 roku. Początkowo pracował tam jako stażysta, później został koordynatorem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. 


"Pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”

Była prezes ujawniła, że już podczas pierwszego dnia pracy Kacprzyk miał przedstawić swoją rolę w nietypowy sposób. – Pierwszego dnia pracy powiedział mi, że „pilnuje szpitala w imieniu Rafała Trzaskowskiego”. Najpierw odebrałam to jako żart – relacjonowała. – Później zobaczyłam, że utrzymywał bliskie relacje z wiceprezydent Warszawy Renatą Kaznowską i innymi urzędnikami stołecznego ratusza, a w internecie pojawiały się zdjęcia wskazujące na jego aktywność polityczną – opisywała w Onecie. 

Łukasik twierdzi, że Kacprzyk proponował jej także udział w nieformalnych spotkaniach z osobami zarządzającymi miejskimi placówkami. – Kilka razy proponował mi udział w prywatnych kolacjach Kaznowskiej z prezesami i dyrektorami podległych miastu szpitali. Nigdy nie brałam w nich udziału – zapewniła. 

Wysoka stawka Kacprzyka? "To dużo, ale na rynku są stawki wyższe”

Afera wokół Szpitala Południowego wybuchła w czerwcu po ujawnieniu zarobków Dawida Kacprzyka. Lekarz w trakcie specjalizacji miał w ciągu roku zarobić 1,6 mln zł. Anna Łukasik przyznała, że wiedziała o jego znacznie wyższej stawce, ale tłumaczyła to dodatkowymi obowiązkami organizacyjnymi.

– Wiedziałam, że miał wyższą stawkę niż inni lekarze, ponieważ pełnił dodatkowo funkcję koordynatora SOR-u. Jego ostatnia umowa przewidywała 330 zł za godzinę. To dużo, ale na rynku są stawki wyższe, także w mniejszych miastach – od 450 do 600 zł za godzinę – wyjaśniła. – Kacprzyk był też użyteczny organizacyjnie: faktycznie obsadzał dyżury zespołem lekarzy – dodała.

Była prezes przyznała jednocześnie, że nie zauważyła wcześniej jego nieobecności w szpitalu, mimo że na wystawianych fakturach miały pojawiać się godziny pracy.

Pół miliona złotych trafiło na konto szpitala

Łukasik przekazała, że zaczęła podejrzewać poważne nieprawidłowości dopiero po pytaniach od dziennikarzy. – Po pierwszym e-mailu od dziennikarzy poprosiłam Kacprzyka o wyjaśnienia – powiedziała.

Według jej relacji lekarz początkowo utrzymywał, że tylko dwukrotnie opuszczał placówkę za zgodą przełożonych. – Mówił, że za zgodą przełożonych dwa razy wychodził ze szpitala. A później przelał na konto szpitala pół miliona złotych jako "wyrównanie wynagrodzenia” – relacjonowała była prezes.

To właśnie ten przelew miał przesądzić o podjęciu dalszych działań. – Wtedy zrozumiałam, że sprawa jest poważna i złożyłam na niego zawiadomienie do prokuratury. To było jeszcze, zanim sprawa stała się głośna – wspominała. 

Konflikt Dawida Kacprzyka z Emilem Jędrzejewskim

Anna Łukasik odniosła się również do postaci doktora Emila Jędrzejewskiego, który był jednym z sygnalistów ujawniających sytuację w placówce. – Miał potężny konflikt z Kacprzykiem już wtedy, gdy przychodziłam do szpitala – powiedziała. Spór miał dotyczyć m.in. tempa konsultacji chirurgicznych dla pacjentów SOR-u.

– Kacprzyk oczekiwał szybszych konsultacji chirurgicznych dla pacjentów SOR-u. Chirurdzy uważali, że zachowuje się wobec nich obcesowo – relacjonowała. – Kacprzyk twierdził też, że chirurdzy kierują na SOR pacjentów ze swoich prywatnych praktyk, żeby w ten sposób położyć ich w szpitalu. Nie badałam dokumentacji medycznej; należało to do kompetencji dyrektorki medycznej – dodała.

Była prezes przyznała, że sama również pozostawała w konflikcie z Jędrzejewskim. Miało do niego dojść po zapowiedzi zmiany lokalizacji oddziałów chirurgii i interny. – Pracownicy zaczęli mi sygnalizować, że Jędrzejewski bardzo emocjonalnie reaguje na ten plan i że mi grozi – tłumaczyła. 

Opisała także niezapowiedzianą wizytę lekarza w jej gabinecie. – Pewnego dnia pojawił się w moim gabinecie z wiceminister zdrowia Katarzyną Kacperczyk. Nie było to wcześniej umówione spotkanie – relacjonowała. – Pani minister powiedziała, że zna doktora od dzieciństwa, posiedziała kilka minut i wyszła. Odebrałam to jako pokaz siły oraz próbę wzmocnienia jego pozycji w szpitalu – dodała.

Nieprawidłowości w prosektorium i chłodnia na ciała

Jednym z najpoważniejszych wątków afery są podejrzenia dotyczące prosektorium. Anna Łukasik ujawniła, że już pierwszego dnia pracy zwróciła uwagę na dużą naczepę stojącą pod oknami jej gabinetu. – Zapytałam, co to. Usłyszałam, że to pozostałość po pandemii, chłodnia używana do przechowywania ciał – powiedziała.

W wywiadzie sugeruje, że szybko zaczęła mieć wątpliwości, ponieważ szpital dysponował własnymi chłodniami, a liczba zgonów nie uzasadniała istnienia dodatkowego magazynu. – Zastanawiało mnie to, bo szpital ma własne chłodnie, a liczba zgonów nie wskazywała na potrzebę dodatkowego magazynu – wyjaśniła.

Po sprawdzeniu dokumentacji miało się okazać, że z naczepy korzystały prywatne firmy pogrzebowe. – Sprawdziliśmy umowy i okazało się, że kilka firm pogrzebowych płaciło niewielkie ryczałty – rzędu kilkuset złotych miesięcznie – za korzystanie z naczepy do przechowywania ciał – wyliczała. – Czyli szpital ponosił koszty utrzymania chłodni, a oni sobie u nas trzymali zwłoki. Mieli nawet własne klucze! – zaznaczyła. 

Łukasik twierdzi, że zdecydowała o natychmiastowym zakończeniu takiego procederu. – Zdecydowałam o rozwiązaniu tych umów i przewiezieniu naczepy do innej placówki, gdzie miała służyć do przechowywania odpadów medycznych – poinformowała. 


Śledztwa prokuratury w sprawie Szpitala Południowego

Dawid Kacprzyk został zwolniony ze Szpitala Południowego po wybuchu afery. Zrezygnował także z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej i zrzekł się mandatu radnego dzielnicy Ursus.

Redakcje - począwszy od Zero.pl - informowały również o tzw. saloniku VIP, w którym politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki. Anna Łukasik stwierdziła, że pomieszczenie zostało przydzielone Kacprzykowi przez poprzedniego prezesa szpitala Artura Krawczyka.

Warszawski Szpital Południowy rozwiązał także umowę z koordynatorem prosektorium Arturem Habowskim. Placówka poinformowała, że doszło do tego bez wypowiedzenia, z winy pracownika i ze skutkiem natychmiastowym.

Prokuratura prowadzi dwa śledztwa związane ze szpitalem. Pierwsze dotyczy podejrzenia oszustwa na kwotę przekraczającą pół miliona złotych. Drugie odnosi się do możliwego nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Prowadzone jest też postępowanie sprawdzające dotyczące prosektorium. Śledczy analizują obecnie sprawę pod kątem możliwego łapownictwa menedżerskiego oraz znieważenia zwłok.   


Fot. Warszawski Szpital Południowy/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj14 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo