Szpital na Pomorzu zgłosił upadłość. Zaczyna się dramat dla pacjentów

Redakcja Redakcja Służba zdrowia Obserwuj temat Obserwuj notkę 31
Do sądu trafił wniosek o ogłoszenie upadłości Szpitala Miejskiego w Miastku. Placówka ma aż 40 mln złotych zadłużenia, wygasły jej kontrakty z NFZ, a pacjenci wymagający hospitalizacji są kierowani do innych miast. Na lecznicę nałożono dodatkowo karę w wysokości 13,2 mln złotych po kontroli rozliczeń zabiegów neurochirurgicznych. Sprawą zajmują się CBA i prokuratura.

Upadek pomorskiego szpitala 

O złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości Szpitala Miejskiego w Miastku poinformował burmistrz miasta Jerzy Wójtowicz. Jak podkreślił, była to trudna, ale w obecnej sytuacji konieczna decyzja. – W dniu dzisiejszym został złożony wniosek o ogłoszenie upadłości Szpitala Miejskiego w Miastku. To bardzo trudna, ale niezbędna decyzja, która musiała być podjęta – przekazał burmistrz.

Zadłużenie placówki przekracza obecnie 40 mln zł. Wójtowicz zapewnia jednocześnie, że upadłość spółki nie musi oznaczać końca opieki medycznej dla mieszkańców. – Wręcz przeciwnie, jest to krok niechciany, trudny, ale w obecnej sytuacji niezbędny, aby możliwe było dalsze realizowanie świadczeń medycznych bez zakłóceń i bez dalszego obciążania finansowego gminy Miastko – stwierdził. Zdaniem burmistrza takie rozwiązanie ma pozwolić na uporządkowanie sytuacji finansowej i stworzenie warunków do zachowania ciągłości świadczeń dla mieszkańców. 


Burmistrz odpowiada na zarzuty. Tak się tłumaczy

Decyzja wywołała również polityczny spór. Burmistrz Miastka odpowiedział na zarzuty Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk z PiS, która krytycznie odniosła się do działań władz miasta. Wójtowicz odrzucił sugestie, że samorząd nie podjął wystarczającej walki o utrzymanie placówki. – Sugestia, że burmistrz "nie chciał walczyć o szpital”, jest nieuczciwa. Burmistrz walczył o szpital od 2,5 roku. W tym czasie żaden z posłów nie przejawiał jakiegokolwiek zainteresowania trudną sytuacją szpitala – napisał.

Samorządowiec twierdzi, że problemy finansowe lecznicy narastały przez lata. Obecnie placówka nie jest w stanie regulować wszystkich swoich zobowiązań, ma zaległości w wypłatach wynagrodzeń i generuje kolejne straty. Burmistrz zaznaczył, że w takiej sytuacji władze mają obowiązek podejmować działania zgodne z prawem i zabezpieczające interes gminy, zamiast kierować się politycznym odbiorem swoich decyzji.

Sytuacja pacjentów zmieniła się już na początku sierpnia. Rzeczniczka pomorskiego NFZ Monika Kierat poinformowała o wygaśnięciu umów ze szpitalem na świadczenia szpitalne, specjalistyczne i rehabilitacyjne.

Kontrakty w ramach Systemu Podstawowego Szpitalnego Zabezpieczenia oraz fizjoterapii ambulatoryjnej wygasły 1 sierpnia 2026 roku. Umowa dotycząca ambulatoryjnej opieki specjalistycznej wygasła natomiast 4 sierpnia. Zarząd szpitala wcześniej poinformował NFZ o braku odpowiedniej kadry medycznej. 


Szpital w Miastku nie przyjmuje pacjentów 

Pacjenci wymagający leczenia szpitalnego są obecnie kierowani do innych placówek w regionie. Najbliższe znajdują się w Bytowie, około 43 km od Miastka, oraz Człuchowie, oddalonym o około 54 km. Pomoc można uzyskać również w Słupsku – około 58 km od miasta, Chojnicach – około 67 km oraz Kościerzynie – około 79 km.

Osoby, które wcześniej leczyły się w Szpitalu Miejskim w Miastku, mogą na miejscu odbierać swoją dokumentację medyczną. W mieście nadal funkcjonuje ratownictwo medyczne. Stacjonują tam dwa zespoły ratownictwa. Problemy placówki dotknęły również jej pracowników. Pielęgniarkom i pielęgniarzom zatrudnienie zaoferował Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Słupsku. Spotkanie informacyjne w tej sprawie odbyło się 13 sierpnia w miasteckiej filii Powiatowego Urzędu Pracy w Bytowie.

Pomoc zadeklarował także Urząd Miejski w Miastku. Pracownicy mogą skorzystać ze wsparcia prawnego dotyczącego m.in. dochodzenia roszczeń i rozwiązania stosunku pracy. Dostępna jest również pomoc pracownika socjalnego i psychologa.

Kara od NFZ. CBA sprawdza wydatki

Na trudną sytuację finansową szpitala nakłada się sprawa rozliczeń zabiegów neurochirurgicznych. Pod koniec lipca NFZ nałożył na placówkę 13,2 mln zł kary za nieprawidłowości dotyczące świadczeń wykonywanych przez zewnętrznego podwykonawcę. Według wyników kontroli lekarze mieli wykazywać wykonanie nawet 77 zabiegów w ciągu jednej doby, a dzienne rachunki wystawiane przez zewnętrzną spółkę sięgały 300 tys. zł.

Szpital w Miastku nie posiadał oddziału neurochirurgicznego, dlatego około trzech lat wcześniej zawarł umowę z zewnętrznym podmiotem. Neurochirurdzy wykonywali m.in. zabiegi termolezji, czyli procedury polegające na oddziaływaniu na struktury nerwowe w celu leczenia bólu.

Według ustaleń kontroli pacjenci mieli przechodzić krótkie zabiegi wykonywane w znieczuleniu miejscowym, po których opuszczali szpital. NFZ wyceniał takie świadczenie na około 1,5 tys. zł. W dokumentacji miały być jednak wykazywane bardziej złożone procedury neurochirurgiczne, wymagające pełnej hospitalizacji, przygotowania sali operacyjnej i opieki pooperacyjnej, za które Fundusz płacił ponad 6,5 tys. zł. Skala nieprawidłowości może dotyczyć nawet 2,5 tys. zabiegów.

Sprawa jest przedmiotem postępowania prowadzonego od kwietnia przez bydgoską delegaturę Centralnego Biura Antykorupcyjnego pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Słupsku. Śledztwo prowadzone jest w kierunku oszustwa i poświadczenia nieprawdy w dokumentacji. Na obecnym etapie nikomu nie przedstawiono zarzutów.   


Fot. Szpital w Miastku

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj31 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (31)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo