Dawniej pojedynki były dozwolone, ale świat się zmieniał i z czasem coraz więcej państw wprowadzało zakaz. Już w 1215 roku Sobór Laterański IV zakazał duchownym udziału w pojedynkach. W 1563 Kościół nałożył ekskomunikę na uczestników i świadków pojedynków oraz na władców, którzy na nie pozwalali. Prawo to przez wiele wieków nie było egzekwowane (w końcu feudalizm to państwo bezprawia, jak socjalizm), ale nareszcie żyjemy w świecie, w którym prawo zalicza pojedynki do dwóch osobnych przestępstw:
1. Starcie 1 na 1 nie ma nazwy w języku prawniczym, więc prawnicy potocznie zwykle używają słowa "ustawka", rzadziej "bójka 1 na 1" lub śmieszniej "bójka jednoosobowa", gdy kontekst nie pozwala użyć słowa "ustawka".
2. Starcie liczniejsze nazywane jest "bójką" lub "ustawką" w zależności od kontekstu.
Z etycznego punktu widzenia pojedynki bez świadków są oczywistym złem, gdyż rzucają cień na zabójcę. Zabity nie może świadczyć o tym, że jego zabójca nie jest mordercą. Szczególnie wtedy, gdy jeden z nożowników wykonał zgrabna fintę i zadał śmiertelny cios. Ktoś taki jest naturalnie podejrzewany o popełnienie morderstwa z zaskoczenia. Dlatego o tym w ogóle nie warto dyskutować.
To, o czym warto dyskutować, nazwiemy po prostu "ustawką" - czyli zorganizowane starcie ze świadkami. Zapomnijmy więc o prawniczym rozróżnieniu pomiędzy ustawką 1 na 1 z neutralnymi sekundantami, a ustawką z udziałem sekundantów (nieneutralnych) lub innych osób. Warto być świadomym faktu, że z punktu widzenia etycznego nie ma znaczenia liczba uczestników - ważne jest, czy są świadkowie. Prawo stanowione popełnia błąd traktując pojedynek 2 na 2 z neutralnymi sekundantami, jako inne przestępstwo niż pojedynek 1 na 1 z neutralnymi sekundantami. Tak, wiem, że pojedynki deblowe nie mają takiej rangi jak pojedynki singlowe, ale żeby prawo zaliczało je do przestępstw różnej kategorii, to przesada, nieprawdaż?
Po tych wszystkich uściśleniach i zastrzeżeniach skupimy się już na meritum, czyli na ustawkach, zwanych czasem, przez zwolenników pleonazmów - "dżentelmeńskimi ustawkami". Jeszcze tylko drobne spostrzeżenie, że używanie pleonazmów czasem jest celowe - ma zwrócić uwagę na rysowane implicite granic gestaltu - niekoniecznie świadczy o naturalnej potoczności mowy.
Czego nauczył nas wirtual? Nauczył nas widzieć klarownie różnicę etyczną miedzy ustawka a bójką. W jaki sposób? O tym właśnie jest ta notka. Wirtualny świat jest źródłem analogii, która pokazuje klarownie pewien aspekt ustawek.
Każdy człowiek jest źródłem przyrodzonej godności i podmiotem praw człowieka. Ale postać wirtualna, wykreowana przez człowieka, jest nikim. Ja jestem nikim, ale mój Stwórca - ten co klepie teraz w klawisze - jest świętą osoba ludzką.
W wirtualu wolno nam obrażać postacie wirtualne, ale nie wolno nam obrażać żywych ludzi, którzy w realu są szanowanymi osobistościami, a w wirtualu grają role podłych hejterów, aby wystawiać się, jako tarcze, na strzały. Taki jest ten wirtualny świat - on jest m.in. właśnie po to, żeby ludzie mogli się obrażać w wirtualnych ustawkach.
Trochę to przypomina debaty polityków będących osobami publicznymi. Świat wirtualny uczy nas więc także lepiej rozumieć to, czym jest osoba publiczna. Osoba publiczna nie jest jaśnie panem, namaszczonym majestatem przez Boga. Osoba publiczna jest czymś przeciwnym - jest cenzurowana, atakowana i obrażana przez przeciwników politycznych. Obrażanie osoby publicznej jest akceptowane w cywilizowanym świecie, dopóki treść tych obelg jest merytorycznie uzasadniona i nie dotyka jej życia prywatnego ani aspektów osobistych czy osobowych. Polskie prawo wciąż jest na poziomie średniowiecza - jaśnie państwo (z majestatem) jest bronione przed obelgami mocniej niż ludzie. W cywilizowanym świecie osoby publiczne mają obowiązek świecić przykładem, bo nie świecą majestatem.
Trzymając się naszej analogii możemy powiedzieć, że debaty polityczne są rodzajem ustawek. W tym przypadku możemy łatwo dojść do rozróżnienia pomiędzy ustawkami dżentelmeńskimi a niedżentelmeńskimi. Dżentelmeńskie ustawki polityczne ograniczają się do krytykowania programów politycznych i ich realizacji, a niedżentelmeńskie zawierają np. wycieczki osobiste, np. w dyskusji o patriotyzmie interlokutor rzuca: "a pan jeszcze nie ochrzcił syna". W ramach dżentelmeńskiej debaty można nazwać premiera zdrajcą w kontekście podpisania przez niego wiernopoddańczej umowy z Rosją, ale nie wolno go tak nazywać dlatego, że kiedyś w młodości został przyłapany z kochanką. W tej sytuacji słowo "zdrajca" jest obelgą odnoszącą się do jego życia intymnego i cech osobistych. Kiedy jednak politykę polityka określamy jako zdradę, to jest to po prostu zaproszenie do merytorycznej polemiki. Taki premier powinien najpierw spokojnie wyjaśnić, dlaczego umowa, którą podpisał, jest korzystna dla narodu polskiego... i dopiero wtedy ma prawo żądać przeprosin za nazwanie go "zdrajcą".
Wiem, że nasza analogia jest kulawa, bowiem świat wirtualny nie istnieje, natomiast świat polityki istnieje... i powinniśmy o tym pamiętać. Ale kiedy już o tym pamiętamy, możemy porównać świat polityki do świata wirtualnego, aby odróżnić politykę od życia prywatnego. Podobnie odróżniamy życie zawodowe (relacje w pracy) od życia towarzyskiego i rodzinnego. I tak doszliśmy do odróżnienia ustawek od zwyczajnych bójek.
Z etycznego punktu widzenia można wyobrazić sobie ustawkę (dżentelmeńską), której nie można niczego zarzucić. Musi ona spełnić kilka warunków, np.: musi być zorganizowana w tajemnicy, do której dopuszczeni są tylko uczestnicy; uczestnikami mogą być tylko osoby dorosłe; arena ustawki musi być tajemnicą; arena ustawki musi być niedostępna dla osób postronnych: zranieni uczestnicy ustawek nie mogą korzystać z publicznego systemu opieki zdrowotnej do leczenia ran ani z systemowych zwolnień lekarskich itd.
Oczywiście, nadal takie ustawki łamią prawo i powinny być ścigane, bowiem spełniają znamiona przestępczości zorganizowanej. Prawo i moralność to nie to samo - istnieją czyny niemoralne, które nie są ścigane przez prawo, ale istnieją też czyny moralne, które są ścigane przez prawo. Nie ma więc żadnej sprzeczności w tym, że dżentelmeńskie ustawki są ścigane przez prawo.
Mamy jednak w prawie sytuacje, że sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia. Prawnicy lepiej niż ja wiedzą, jakie warunki powinna spełniać taka ustawka, więc tylko napomknę, że musi być naprawienie szkód, brak znamion okrucieństwa, brak niebezpiecznych narzędzi...
Nie chowajmy głowy w piasek - dżentelmeńskie ustawki są możliwe, ale warunkiem koniecznym jest odseparowanie świata ustawek od świata realnego, na podobieństwo odseparowania świata wirtualnego... i tak dochodzimy do zamknięcia kręgu tego rozumowania. Na czym polega to odseparowanie? Dlaczego świat wirtualny daje wartościową (choć kulawą) analogię. W jaki sposób świat wirtualny pozwala nam lepiej rozumieć ustawki dżentelmeńskie?
Największą zbrodnią w wirtualnym świecie jest przedłużanie i wyciąganie wirtuala na świat realny. Przykładem takiej zbrodni jest ogłoszenie (oczywiście nie popełnię tutaj zbrodni dla przykładu - ale pokażę szablon takiej zbrodni): "Wiedzcie, że hejter o nicku ohsdcg54osd jest mieszkańcem Pocieciupcinia i naprawdę nazywa się Alfons Wiemcijawszystko".
Zresztą wszyscy słyszeliście o publikowaniu zdjęć ludzi, którzy nie dali zgodny na ich publikację. To chyba najbardziej typowe przestępstwo wirtualne - to jak ujawnienie nazwiska kogoś, kto opublikował swoje zdjęcie bez ujawniania swojej tożsamości. Krzywda wywołana takim przestępstwem polega na tym, że bliscy i znajomi dowiedzieli się o tym zdjęciu.
Ustawki dżentelmeńskie muszą być tak zorganizowane i przeprowadzone, aby bliscy i znajomi uczestników nie dowiedzieli się o nich. Jeżeli uczestnik ustawki zdecyduje się ujawnić komuś swój udział, to nie może tego zrobić w taki sposób, żeby to mogło pomóc zdemaskować innych uczestników lub doprowadzić kogoś do tajnego miejsca ustawek.
Podsumujmy na koniec. Mamy analogię - ustawki porównałem do wirtuala. Dżentelmeńskie ustawki porównałem do wirtuala niełamiącego netykiety. Jeżeli ustawki mają jakiś kodeks honorowy podobny do netykiety, to w słowie "dżentelmeńskie" nie ma przesady - ten pleonazm przestaje być już rażący - mamy faktycznie do czynienia z dżentelmeńską bójką, dla której sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Docelowo powinniśmy mieć osobny artykuł w kk, który mógłby się kończyć formułką: "sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia".


Komentarze
Pokaż komentarze (1)