Słuchajcie, kochani! Czy zdarza się wam wstawać lewą nogą, mieć zły humorek? No pewnie, wszyscy tak czasem przecież mamy. Ja ostatnio nawet jakby częściej podle się czuję i gdyby nie jeden prosty sposób, którym się z wami za chwilę podzielę, nie wiem, jak w ogóle dawałbym radę. Jeżeli więc wy także jesteście smutasami zaniepokojonymi rosnącym zadłużeniem, bezczelnością tej władzy, jej szykanami, już nie psuciem państwa, ale jawnym waleniem młotem w jego fundamenty, kłamstwami tak grubymi nićmi szytymi, że medialna igła z coraz większym trudem przebija się przez materiał bredni i półprawd, by połączyć je w coś, co przyjmie za dobrą monetę ktokolwiek niebędący funkcjonalnym debilem – mimo wszystko uśmiechnijcie się, brygada.
Ja też dotąd myślałem sobie: cholera, źle to wygląda, bo pomijając – w sensie polemicznym, jej nigdy nie można tracić – wiarę, że Bóg nad nami czuwa, to mamy w zasadzie tylko Prezydenta, który na dodatek też nie ma lekko. Nie dość, że obszczekują go wściekle w obłąkańczym szale watahy naprawdę bezwzględne i szalone, to przecież dopiero co próbował go opluć ponoć nasz – znany z tego, że ma mentalnie Bolka w klapie i pisze teraz książki z Rachoniem – człowiek. Jak tu się więc nie przejmować, jednym słowem?
Ale okazuje się – zresztą nie od wczoraj – że można. Da się rżeć, rechotać, chichotać, boki zrywać, parskać, kręcić bekę i tak dalej – jakkolwiek by tego nie nazywać – opowiadając ludziom o tych wszystkich, ponurych przecież sprawach.
Zapytacie może: „Jak to?”. Ano tak to.
Umiejętność tę posiedli i do perfekcji doprowadzili gwiazdorzy dziennikarstwa niepokornego z telewizji Republika. O czym by nie mówili czołowi przedstawiciele Domu Wolnego Słowa, potrafią tak to obśmiać, że aż człowiekowi cieplej się na sercu robi i choćby nawet w pierwszym odruchu pomyślał: „oni muszą mieć gwarancje bezkarności, przecież bez nich aż tak jawnie by kraju nie demolowali”, to zaraz jeden z niepokornych podleje to szyderczym sosem i przestajemy się przejmować. I nie mówcie mi, proszę, że wcale nie zawsze, że bywa też całkiem serio. Owszem, ale całościowy wydźwięk tego przekazu jest taki, że może i się pali, ale najważniejsze, żebyśmy znów byli najweselszym barakiem obozu eurosocjalistycznego. Nie wątpię, że niektórych to pociąga, mnie jednak także z prawicowymi lemingami nie po drodze...
Po co ja to piszę? Czemu biadolę i się żalę?
Otóż to prywata. Zabezpieczam się na przyszłość. Po prostu nie chcę, żeby hipotetyczne wnuki kiedyś mi powiedziały: „Ale dziadku, ty też zęby jak idiota szczerzyłeś, gdy larum grać trzeba było!”. Dlatego ten tekst drukuję i chowam do skrzyneczki ze zdjęciami rodzinnymi, do której sięgnę w stosownej porze. Nie, wnusie kochane, spokojna wasza głowa. Dziadziuś treści dla ludzi z pogranicza normy intelektualnej łukiem szerokim omijał. Oto, proszę ja was, dowód.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)