AI
AI
dzierzba dzierzba
220
BLOG

Order - historia prawdziwa

dzierzba dzierzba Polityka Obserwuj notkę 5
— Ja bym spróbował — uśmiechnął się chytrze i przebiegle rozmówca, wytrzymując spojrzenie szefa. — Pańscy wyborcy to lemingi, łykają wszystko — zanęcił. — Wiem, że łykają! Nie boję się ich, ale prawdziwego prezydenta Rafała! Wiedziałeś, że on walczył z rekinami w Chorwacji?! Co zrobimy, gdy powie: „Kłamiesz, Batyr!” i wyjedzie mi z czachy? — Na tę myśl aż zadrżał, czując się znów niczym mały, uczepiony spódnicy mamusi Karolek.

Więc, kochani, to było tak...


Prezydent Batyr wstał lewą nogą, której jako prawicowy ortodoks nie znosił, a tolerował wyłącznie dlatego, że czasem jednak przydawała się do kopania leżących podczas leśnych ustawek. Przywykłą do bycia zaciśniętą w pięść prawą dłonią sięgnął po rozmemłaną resztkę przyklejonego wieczorem pod nocnym stolikiem snusa. Z trudem rozluźnił palce — chętnie trzepnąłby kogoś w ucho.

Wsadzony pod dziąsło papierowy woreczek z tytoniem smakował paskudnie.

— Służba! — zawołał. — Chyżo ku mnie!

Jak na zawołanie pojawił się wystraszony członek ochrony osobistej.

— Muszę opowiedzieć ci swój sen... — Mówiąc to, popatrzył przenikliwie na mężczyznę, sprawdzając, czy ten się nie zaśmieje. Zgasiłby mu wtedy światło jednym szybkim strzałem. — Siadaj, słuchaj i notuj — rozkazał, oceniając, że podwładny zdał egzamin.

Gość przycupnął nieśmiało na brzeżku taboretu.

— Śniło mi się, że ten ukraiński komik podkupił mi kawalerkę od zaprzyjaźnionego alkoholika, którego upadek monitorują moje bojówki. Choć to tylko koszmar, wnerwiło mnie to okrutnie. Myślisz, że to może być sen proroczy? — zapytał, strzykając bez szacunku na pamiętający stopy samego Marszałka dywan brązowawą plwociną.

— Nie mam pojęcia, szefie — wzruszył ramionami facet.

— A mnie się zdaje, że trzeba chuchać na zimne — odpowiedział sam sobie Batyr. — Jak moglibyśmy profilaktycznie dopiec temu Kuczmie?

— Ehm... — chrząknął niepewnie powiernik prezydenckich sekretów. — Zełenski. On się nazywa Zełenski, panie prezydencie.

— Kuczma, Zełenski... Jak to mówią nasi mocodawcy: jednaja ptica — zaśmiał się złośliwie i paskudnie uzurpator. — Trzeba go jakoś poróżnić z Polakami! Ma tupet! Wychodzi do nas z sercem jak na dłoni, dałby się za nas pokroić! Uwierzysz, że chce nam nawet dać najlepszy kawałek tortu, pozwalając po wojnie odbudowywać ten uroczy Donbas? Ależ ja go nie znoszę! — wyrzucił z siebie, czując, że jeżeli zaraz komuś nie lutnie, przez cały dzień będzie nie w humorze.

— Może powiemy, że gloryfikuje Banderę i UPA? — wypalił ochroniarz, widząc gęstniejącą atmosferę. Jednocześnie poczuł, że jak zawsze w obecności prezydenta swędzi go ramię, na którym widniał skrzętnie skrywany przed mocodawcą tatuaż Morskiego Związkowego Klubu Piłkarskiego Arka Gdynia.

— Zwariowałeś? Nie łykną tego! On się odcina od Bandery na każdym kroku, a w rozmowach ze mną mówi wręcz: „upa-srupa-dupa”! — popatrzył na niego jak na idiotę.

— Ja bym spróbował — uśmiechnął się chytrze i przebiegle rozmówca, wytrzymując spojrzenie szefa. — Pańscy wyborcy to lemingi, łykają wszystko — zanęcił.

— Wiem, że łykają! Nie boję się ich, ale prawdziwego prezydenta Rafała! Wiedziałeś, że on walczył z rekinami w Chorwacji?! Co zrobimy, gdy powie: „Kłamiesz, Batyr!” i wyjedzie mi z czachy? — Na tę myśl aż zadrżał, czując się znów niczym mały, uczepiony spódnicy mamusi Karolek. — Poczekaj, mam pomysł! — wyszczerzył zęby. — Zabierzmy mu medal! Na pewno ma jakiś! — rozpromienił się uradowany.

— Faktycznie, ma Order Orła Białego... — potwierdził w zamyśleniu goryl. — Nasz wywiad mówi, że trzyma go na honorowym miejscu w specjalnej, strzeżonej jak oko w głowie, klimatyzowanej salce. Twierdzi, że to jego najcenniejszy skarb, bo przez przyjaciół nadany. Prezydencie, to zbyt okrutne. Złamałby mu pan serce!

Ostatnie zdanie powiedział złośliwie i z premedytacją, wiedząc, że zagra w ten sposób na wredności i małostkowości, z której słynie jego pracodawca. Przyszło mu to łatwo, gdyż — o czym doskonale wiedzą śledzący wolne media ludzie wykształceni — nie tylko Batyr, ale i całe jego otoczenie jest zdegenerowane.

— Pisz! — zakomenderował. — „Ja, głowa państwa, w imieniu Rzeczypospolitej i tak dalej, mocą moich prerogatyw oraz wolą narodu, odbieram Zełenskiemu Medal Orła Białego, bo azaliż...” Zaraz, zaraz... Jaki tu wymyślić powód... Wiem! „...bo gdyż nie jest go godzien!”. Wykrzyknik! — zakomunikował.

— A co, jeżeli on, rozgoryczony, w akcie zemsty, z bezsilności, nazwie jakiś oddział wojskowy imieniem na przykład „Bohaterów UPA”? — zapytał na wszelki wypadek ochroniarz. Wiedział bowiem, że jeżeli coś pójdzie nie tak, wina spadnie na niego.

— Nie no, gdzieżby tam, w życiu! — żachnął się prezydent, sięgając po świeżego snusa do kieszeni marynarki swojego goryla. — Gloryfikowanie zbrodniarzy nie leży w jego naturze polonofila i pacyfisty, kretynie! — żachnął się, dając mu solidnego kuksańca z bara.

— Mam nadzieję, że się pan nie myli. Gdyby tak się stało, mielibyśmy nie lada kłopot. Wybuchłby skandal, cały świat nie mówiłby o niczym innym, jak tylko o naszej niegodziwej niewdzięczności, a prawdziwie miłujące ojczyznę autorytety moralne z opozycji słusznie nie zostawiłyby na nas suchej nitki i pana notowania zapikowałyby— wydukał z trudem zbierając się z podłogi ochroniarz.

Ale prezydent już go nie słuchał. Dla niego temat był już zamknięty. Cmokając naprzemiennie naprężony raz lewy, raz prawy biceps, zadowolony wydzierał się na cały głos:

— Lechio ma, Lechio ma! Kto cię kocha całym sercem tak jak ja? Jesteś wielka i wspaniała! Abyś zawsze wygrywała, na kolana wrogów pokładała, la, la, la, la, lala-la!


To pisałem ja — Dzierzbądek Wacław. Inteligent drugiej klasy. Niech żyje nam Premier sto lat! 

dzierzba
O mnie dzierzba

"Dzierzba mimo bliskiego pokrewieństwa z wróblami, sikorami czy kanarkami, zachowuje się jak ptak drapieżny. Aktywnie poluje na duże bezkręgowce (głównie owady) oraz drobne płazy, gady, ssaki, a nawet inne gatunki ptaków. Po złapaniu zdobyczy często nie zjada jej od razu, lecz zawiesza na kolczastych krzewach, drutach lub wkład między rozwidlenia gałęzi drzew." Tak powstają tzw. spiżarnie dzierzb. ADRES E-MAIL - Czy już Ci pisałem, że to oto miejsce jest symbolem mojej niezależności i wiary w wolność jednostki? - Jakieś pięćdziesiąt razy... /Veszett a világ/ motto: Mówisz, że chcesz zostać pisarzem, to po prostu zwykły egoizm; chcesz wyróżnić się spośród marionetek i zostać ich animatorem. W istocie nie ma różnicy między tym, co chcesz robić, a malowaniem się kobiet... /Abe Kobo. Kobieta z wydm./ motto2: W każdej epoce, w każdym kraju zawsze istniały dwa stronnictwa: reakcji i postępu./Maurice Druon. Król z Żelaza/ Ludzie najczęściej stają się biegaczami, ponieważ tak ma być./O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu. Haruki Murakami/ spiritus flat ubi vult Zapraszam do zwiedzania mojej spiżarni

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka