W ten sposób, przedstawiwszy dwie skrajności – przyjętą spolegliwość vs pieniacze wymachiwanie szabelką– jako jedyne możliwości dochodzenia do prawdy w sprawie Smoleńska, premier Tusk mógł już skupić się na udowadnianiu, że jego metoda była najlepsza. Bez dwóch zdań zresztą słusznie, bo skoro alternatywą była wojna z Rosją, argumentacja taka musiała trafić do każdego wychowanego na Szkle Kontaktowym wykształceńca.
Tak więc zupełnie nieważne, że na zdrowy rozum musiały istnieć umiarkowane, niewymagające klęczenia ani wygrażania pięścią sposoby rozmów z Rosją i prowadzenia śledztwa – Premier Milionów Polaków powiedział, że taka zerojedynkowa wizja jest jedyną możliwą, więc sprawa zamknięta.
Ustawiwszy sobie w ten sposób oponenta, Tuskowi nie pozostało już nic innego, jak odgrywając bezsilnego wobec okoliczności zewnętrznych realistę, walić śmiało w Kaczora, który sieje nienawiść, jątrzy i chce wojnę rozpętać. Przy wsparciu lewicy głoszącej, że prawda leży pośrodku i winny nieszczęścia jest nie tylko pijany polski generał, ale także troszkę obsługa lotniska, medialnie debata już na starcie została rozstrzygnięta.
Dzięki temu wspomniany kilkakrotnie w tym wystąpieniu cel, jakim jest „wygrywanie prawdy” został osiągnięty: Bezdyskusyjne przyjmowanie rosyjskich metod prowadzenia śledztwa było objawem zdroworozsądkowego realizmu, gdyż alternatywą była wojna. Cieszcie się więc Polacy i dziękujcie Bogu, że nie rządzi już Kaczyński, bo ten by ją na pewno rozpętał.
A prawda w sprawie przyczyn katastrofy? Później. Teraz nie róbmy polityki! Przecież Polska nadal zasługuje na cud gospodarczy, musimy o tym pamiętać!



Komentarze
Pokaż komentarze (15)