W dzisiejszym wydaniu Gazety Wyborczej Paweł Wroński sili się na żart. Opisując sprawę posłów Prawa i Sprawiedliwości, których na Cyprze oskarżono o zniszczenie pod wpływem alkoholu wózków golfowych i w konsekwencji skazano na dość wysoką grzywnę, stosuje patriotyczno-nadęto-oburzony język, który w założeniu ma chyba kojarzyć się z tym stosowanym przez utrzymujących, że raport MAK nie jest dziełem objawionym.
To jednak tylko tło, bo w pierwszej kolejności pracownik Gazety przedstawia w swoim artykule (w środowiskach zbliżonych do miłośników „Szkła Kontaktowego” na pewno mogącą uchodzić za niesamowicie zabawną) analogię rozwalanego wózka golfowego do prezydenckiego Tupolewa. Tak więc „obwinia” pracowników hotelu, że nie zamknęli posłom w odpowiednim momencie terenu i „nie naprowadzili ich na ścieżkę wiodącą bezpiecznie na hotelowy parking”, „domaga” się międzynarodowego śledztwa, cypryjski wyrok nazywa policzkiem w twarz Polski i rządu Donalda Tuska, wreszcie wskazuje na brak dowodów, że posłowie PiS znajdowali się pod wpływem alkoholu. Jednym słowem bawi się świetnie swoim porównaniem potwierdzając, że humor inteligencki - wytrawny niczym Krzysztofa Daukszewicza śledzik i fryzura - ma się świetnie. Z pewnością lektura ta niejeden serdeczny rechot wywoła na salonach.
Sam zresztą musze przyznać, że tekst ten doceniam i daleki jestem od oburzenia się i na red. Wrońskiego. Zastanawiam się tylko, czy gdybym zapominał zupełnie mądrość ludową p.t. „Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie” i pozwolił sobie na zbudowanie podobnej opowiastki w oparciu o na przykład Jedwabne, czy jeszcze aktualniejsze „polskie hieny” szabrujące żydowskiego groby, byłoby to równie dowcipne? Słowo daję, że potrafiłbym napisać coś w tym stylu. Zapewne udałoby mi się zbudować utrzymaną w poetyce gazetowych doniesień o antysemickich wyskokach jakichś idiotów analogię – parodiującym tonem przedstawić w ten sposób przychylne książkom Grossa recenzje. Na przykład porównać opartą na zdjęciu opowieść o Polakach okradających groby z doniesieniami o kręgach na polu mających świadczyć o lądowaniu kosmitów. Coś tam wymyśliłbym. Mniej lub bardziej udolnie potrafiłbym sklecić coś równie zabawnego, jak opisywane porównanie sprawy zniszczonych wózków golfowych z katastrofą Tupolewa.
Nie zrobię jednak tego. Z jednego prostego powodu: Wprawdzie nie zawsze mi to wychodzi, ale przynajmiej jednak staram się trzymać jakiś poziom. Choć przyznaję, że czasem krew mnie zalewa. Poza tym ktoś z Gazety mógłby "Hańba!" zawołać.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)