Z dzisiejszego wydania
Gazety możemy się dowiedzieć, że drożyzna będzie głównym tematem zbliżającej się kampanii wyborczej. Z tego powodu stratedzy miłościwie nam panującej partii zastanawiają się w jaki sposób wytłumaczyć swojemu (obecnemu i przyszłemu) inteligenckiemu elektoratowi, „
dlaczego - skoro jesteśmy "zieloną wyspą" - nie zarabiamy tyle co Niemcy.”
Ponieważ ograniczyłem się do przeczytania tylko początku wzmiankowanego tekstu nie wiem, czy zdaniem autorki wyjaśnienie owego niewiarygodnego fenomenu powinno być dla platformianych speców od marketingu trywialne i nieprzysparzające trudności. Niezależnie od diagnozy pani Renaty Grochal stawiam jednak w ciemno, że młodzi, dynamiczni i wykształceni na pewno dowolne tłumaczenie łykną. Byle tylko było podane w odpowiedniej formie, a więc okraszone „pisofobiczną” retoryką. Do głowy przychodzą mi dwie podstawowe, uzupełniające się narracje:
1. Jesteśmy zieloną wyspą, a to, że nie zarabiamy tyle co Niemcy, „zawdzięczamy” kaczystom.
2. Jesteśmy zieloną wyspą i wkrótce będziemy zarabiać tyle co Niemcy, jeżeli tylko nie pozwolimy dojść do władzy kaczystom.
Rzecz jasna można gdybać nad innymi wariantami, na przykład negującymi zieloność naszej wyspy (bo tę zbrukali kaczyści oczywiście), ale powyższe z pewnością będą najważniejsze. Pierwszy, dotycząc czasu przeszłego domyka zagadnienie z jednej strony, a drugi, kreśląc optymistyczną wizję na przyszłość, domyka go ze strony drugiej.
Dzięki takiej sprawdzonej i adekwatnie do inteligencji grupy docelowej retoryce z pewnością osiągnięty zostanie sukces wyborczy. Co więcej każdy, kto zaneguje jej prawdziwość, automatyczne zdemaskuje się jako kaczysta. Czyli ten, któremu zawdzięczamy to, że chociaż jesteśmy zieloną wyspą, nie zarabiamy tyle co Niemcy. Zrozumiałe samo przez się i przejrzyste.
Komentarze
Pokaż komentarze (2)