Pułkownik Edmund Klich (ten drugi, nie psychiatra od obrony narodowej i spadającej CASY oraz Tu-154) najwidoczniej musi uważać, że pewne kompetencje wynikają z nazwiska, bo bez mrugnięcia okiem postawił godną wspomnianego Bogdana diagnozę, że przygotowana przez PiS biała księga w sprawie katastrofy smoleńskiej jest „pięknym studium przypadku” i że „studenci psychologii przez wiele lat będą mieli to na ćwiczeniach. Tu jest pięknie pokazane jak można zmanipulować fakty, żeby wytworzyć w słuchających wrażenie, że rzeczywistość jest inna."
Nie wiemy wprawdzie, czy faktyczny specjalista od dolegliwości głowy w randze tuskowego ministra pogląd ten podziela, ale możemy być raczej pewni, że taka narracja jest mu bliska. W końcu co jak co, ale szalony pomysł, że za katastrofę smoleńską mogą być współodpowiedzialni Rosjanie jest najwyraźniej członkom tego gabinetu obrzydliwa i przykra. Taka to właśnie elita – nieustająca chęć ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny ciągłe piętno na ich działaniach odciska.
Dlatego też my – widzowie tego fascynującego widowiska – jednego możemy być pewni: Już niedługo pełnym sukcesem zakończą się te heroiczne starania strony polskiej, by przyjąć na klatę winę za spowodowanie zniszczeń smoleńskiego lotniska.
W związku z tym ja - bardziej* historyk niż psychiatra - mogę z przekonaniem stwierdzić, że jest to piękne studium przypadku na którym kiedyś studenci nauk społecznych będą udowadniać, że wystarczy mieć do dyspozycji zaprzyjaźnione stacje, a każdą bajkę jako prawdę objawioną można bezkarnie elektoratowi wciskać.
*nieznacznie



Komentarze
Pokaż komentarze (8)