Wprawdzie gdzieś tam twierdziłem, że oddawanie spraw do sądu w trybie wyborczym jest działaniem krótkowzrocznym i szkodzącym jakości debaty, ale właśnie zmieniłem zdanie. Dochodzę bowiem do wniosku, że po pierwsze pisanie o jakiejś jakości debaty bez cudzysłowu jest śmieszne, a po drugie zarówno PO jak i PSL po prostu rozsądnie wykorzystały możliwości, które daje im tak szybkie postępowanie sądowe.
Jasne, w dalszym ciągu uważam, że lepiej byłoby, gdyby spory takie rozstrzygały się na przykład w studiu telewizyjnym, gdzie przyciśnięty do muru prezes pomawiającej partii wiłby się przyznając, że nie ma dowodów na swoje oskarżenia i widziałyby to miliony, ale trudno – mamy to, co mamy. Nie cieszy mnie to ani trochę, ale rozumiem szefów sztabów PO i SLD podejmujących decyzję o oddaniu sprawy do sądu. I nieważne, że w przypadku Platformy wyrok wydaje mi się mocno naciągany.
Fakty są takie, że w środku kampanii Prawo i Sprawiedliwość ma na swoim koncie dwa przegrane procesy, których szczegółów nikt nie będzie pamiętał. W świat poszedł tylko przekaz, że Kaczyński ma przeprosić za swoje słowa, a więc mówił nieprawdę. Dla partii, której głównym, choć nie zawsze wyrażanym dosłownie, mottem jest przekaz, że „my jesteśmy uczciwi” to jednak znaczący cios. Wprawdzie to tylko moje przypuszczenie, ale sądzę, że zaszkodzi to PiS-owi najbardziej w odniesieniu do wyborców jeszcze niezdecydowanych.
Dlatego też twierdzę, że zarówno prezes Kaczyński, jak i jego sztabowcy, nadal nie rozumieją, że wprawdzie kampania rządzi się swoimi prawami i wszystkie chwyty są dozwolone, to jednak nie mogą to być zagrania nieprzemyślane. Innymi słowy teraz już warto byłoby trzy razy się zastanowić, czy nowy super-hiper pomysł na kampanię nie może aby zakończyć się łatwo kolejnym przegranym wyrokiem sądowym.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)