W mojej pierwszej notatce zatytułowanej "Wesoły Romek, co miał w rządzie stołek", dość dobrze zdemaskowałem wesołe usposobienie, wydawałoby się że ponurej z definicji ikony LPR. Giertych na mównicy sejmowej dał wczoraj dowody na to, że potrafi być ujmująco wręcz zabawny i jeżeli ktoś chciałby nadal z jego wyglądu lub poglądów złośliwie żartować, to nie powinnien zapomnieć też o ciepłych słowach, którymi można już cierpkie reprymendy kierowane pod adresem niedawnego ksenofoba okraszać. To, co jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się niemożliwe, od czasu sprawy Kaczmarka staje się faktem. Roman - koń, antysemita, faszysta, urasta do rangi ulubieńca młodzieży i nie tylko. Wprawdzie nadal pochwalne dla niego epitety ozdobione są tzw. 'disclaimerem' w stylu: "nie sądziłem, że kiedyś to powiem", "nie wierzę, że to napiszę", ale znać już w nich szczerą nutkę sympatii.
I to chyba samo w sobie jest jednym z zabawniejszych elementów powieści, którą możemy śledzić na ekranach telewizorów. Bo czy ktokolwiek spodziewał się takiego zakończenia(?) kariery znienawidzonego przez zaczytującą się w Gombrowiczu młodzież Eduromana?



Komentarze
Pokaż komentarze (1)