Po wygraniu przez Platformę Obywatelską wyborów parlamentarnych i objęciu fotela Premiera przez Donalda Tuska, liczba osób twierdzących, że jest on człowiekiem miałkim i nijakim zdecydowanie zmalała.
Głosy takie słyszało się jeszcze podczas kampanii, ale wynik wyborów mówi sam za siebie.
Oczywiście można się spierać na ile sukces ten był wynikiem jego charyzmy, tym niemniej jest to gdybanie jałowe, bo Donald Tusk skutecznie doprowadził do przejęcia władzy przez Platformę.
Poza wszelkim oczywistymi konsekwencjami z tego faktu wynikającymi, często w debacie pomijana jest pewna (bardziej zwyczajnie ludzka niż polityczna), a według mnie niezmiernie interesująca kwestia.
Mianowicie taka, że na polskiej scenie zabrakło polityka miałkiego, wręcz nijakiego, ale z aspiracjami.
Rzecz jasna nie można zapomnieć o Wojciechu Olejniczaku, który ma naturalne predyspozycje, by trwale w świadomości społecznej jako osobnik tego rodzaju się zapisać. Zapełnia on jednak tę niszę tylko po lewej stronie, bo prawa od czasu zwycięstwa Tuska pozostaje niezagospodarowana.
Mniejsza o plany, te mają to do siebie, że niekoniecznie się realizują.
Ważniejsze moim zdaniem jest to, że Marcinkiewicz prawdopodobnie wraca do polityki.
Jeżeli jest to prawdą, to na pewno będzie częstym gościem mediów, co biorąc pod uwagę jego emploi, na zasadzie kontrastu uwypukli niezbędną w polityce medialną charyzmatyczność premiera Tuska. A ta będzie konieczna by wygrać wybory prezydenckie.
Dlatego z wielką ciekawością będę obserwował ewentualny comeback dyrektora EBOiRu.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)