Waldemar Pawlak jest żywą postacią nie tylko polskiej sceny politycznej ale też popkulturalnej. Szerszej widowni dał się poznać dzięki niezapomnianej roli w filmie Jacka Kurskiego „Nocna Zmiana”, gdzie u boku innej wschodzącej gwiazdy Donalda Tuska, w przekonujący sposób zagrał zatroskanego o losy młodej polskiej demokracji obywatela.
Niestety debiut niezauważony przez maintreamowe media przeszedł bez większego echa i gdyby nie serwis YouTube oraz utwór Kultu "Lewy Czerwcowy", mało kto o romansie z X muzą obecnego wicepremiera by pamiętał.
A naprawdę szkoda, bo choć porównanie do Bustera Keatona jest na pewno trochę przesadzone znać tam, że Pan Waldemar spory talent sceniczny posiada.
Długo można by opowiadać o licznych zaletach premiera rządu ocalenia antylustracyjnego; o drodze którą przeszedł od zestresowanego młodzieńca u boku zdecydowanie zgrabniejszej niż Jerzy Urban rzeczniczki rządu Ewy Wachowicz, po charyzmatycznego konserwatywnego liberała stawiającego odważnie czoła rozhisteryzowanym żonom protestujących górników.
Jego bardzo bogaty życiorys na pewno nie zmieściłby się w jednej teczce i nie ulega żadnej wątpliwości, że jest trochę takim naszym Strażakiem Samem ochoczo gaszącym sikawką ogniska zapalne wybuchające w coraz to nowych miejscach kraju.
Dlatego też z wielkim zaciekawieniem przeczytałem informację, że zielony wicepremier prawicowego rządu Tuska interesuje się również alternatywnymi źródłami energii i jego zdaniem poprzednie ekipy przywiązywały zbyt wielką wagę do dywersyfikacji źródeł dostaw gazu.
Stwierdził nawet, że "była skłonność do importu gazu z różnych kierunków, ale z zagranicy" i jak można mniemać, lepsze będą kierunki wewnętrzne. Dobre, bo Polskie innymi słowy.
Pawlak wyjaśnia dalej, że „"Gdyby te same pieniądze przeznaczyć na zgazowywanie węgla w Polsce - a jest to możliwe - to może się okazać, że mamy gazu pod dostatkiem z krajowych źródeł […]Bardzo jest ważne byśmy skupili się na rozwiązaniach, które nam dają rzeczywistą niezależność, rozwiązaniach wspierających także krajowe wydobycie”.
W każdym razie nie można już mieć wątpliwości, że bogate portfolio cudów obecnej ekipy nie obejmuje kontynuacji budowy terminala LNG w Świnoujściu i sprawy tzw. kontraktu norweskiego.
Słusznie, w końcu Polska węglem stoi i jak pisał niezapomniany i ponadczasowy Władysław Broniewski „Węgiel ogrzeje, węgiel nakarmi,/z węgla nasz Wspólny Dom,/węgiel - to siła Ludowej Armii,/droga ku jasnym dniom.”
Szkoda więc byłoby marnować wielowiekową tradycję jego wydobycia i trwonić energię na jakiś terminal tudzież umowę z Norwegią, która na dodatek nie należy do Unii Europejskiej.
Można też pójść dalej i pomyśleć o wiatrakach albo doskonale sprawdzających się przy produkcji etanolu krowich odchodach. Będzie modnie i ekologicznie, a w kraju rolniczym łajna na pewno nie zabraknie. Składowane na wzór węgla na hałdach sprawi, że Śląsk też stanie się choć trochę rolniczy.
Podsumowując, teraz już zupełnie poważnie: Radzę zapamiętać stanowisko Waldemara Pawlaka w sprawie dywersyfikacji źródeł dostaw energii. Jeżeli bowiem kiedyś tak się nieszczęśliwie złoży, że Rosja przykręci Polsce kurek, warto będzie spytać dzielnego strażaka na jakim etapie są prace z zagazowaniem węgla związane. Wprawdzie będzie już po tak zwanych ptokach, ale przynajmniej będziemy wiedzieć komu ten dobrobyt zawdzięczamy.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)