Dzisiejsza Gazeta Wyborcza donosi, że rozważano usunięcie siłą okupujących Kancelarię Premiera pielęgniarek. Sensacje zawarte w artykule opierają się na „dwóch niezależnych źródłach”, co zaznaczone jest jasno już na samym wstępie, chyba tylko po to, by nikt nie miał wątpliwości, że można mieć do Gazety zaufanie.
Nie rozumiem po co ta asekuracja, skoro powszechnie wiadomo, że Wyborczą interesuje prawda i gdyby nawet źródeł żadnych nie było, to i tak działałaby w najlepiej pojętym interesie obywateli.
W każdym razie wydźwięk tego tekstu jest dość jednoznaczny i naprawdę dobrze, że zdemaskowana została kolejna afera i wszyscy powinniśmy podziękować za to informatorom GW oraz szefowej prokuratury apelacyjnej, pani Marzenie Kowalskiej, która „się postawiła”.
Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że dzięki dzielnej prokuratorce nie doszło do tragedii. Znając bowiem nieudolność poprzedniego rządu, której ukoronowaniem była dramatyczna śmierć Barbary Blidy oraz rozwalenie młotkiem laptopa, nikt nie zdziwiłby się chyba, gdyby podczas próby usunięcia siłą pielęgniarek doszło do podobnego nieszczęścia i na przykład część doprowadzonych do rozpaczy kobiet nie wyskoczyłaby przez okno kancelarii lub z premedytacją połknęła po 100 tabletek espumisanu na wzdęcia.
Tak, zdecydowanie byliśmy o krok od nieszczęścia z cyniczną obojętnością zaplanowanego przez mściwego Kaczora i jego popleczników. Dobrze, że ludzie ci już nie rządzą i dzięki temu niezależne źródła mogą bez lęku dawać równie niezależnym jak one dziennikarzom kolejne świadectwo tych dramatycznych i bolesnych dla Polski dni.
Nie rozumiem tylko jednego, a mianowicie tłumaczenia się z tych oskarżeń ludzi Jarosława Kaczyńskiego. Przecież te zarzuty ewidentnie należą do kategorii palikotowego „czy pan pije panie prezydencie” i wszelka polemika z nimi skazana jest z góry na porażkę, bo inteligencki elektorat PO i LiD i tak wie swoje.
Czy nikt z pomawianych tego nie widzi? Po co Gosiewski zaprzecza twierdząc: „Premier, a ja za nim, byliśmy przeciwko rozwiązaniom siłowym.”? Brakuje mu wyobraźni, by zauważyć, że to nie żadnego sensu?
Szczególnie, że rozważanie takiego rozwiązania nie było niczym niezgodnym z prawem, bo naprawdę można chyba jeszcze dyskutować sobie swobodnie o różnych sposobach załatwienia czegokolwiek, a nielegalnej okupacji kancelarii przez pielęgniarki w szczególności.
Zwłaszcza, że tłumaczy się winny więc zapewne coś jest na rzeczy. Tym bardziej Kaczyński powinien przestać kopać się z koniem i powiedzieć wprost: „Tak, rozważaliśmy siłowe usunięcie protestujących pielęgniarek. No i…?”
A ktoś, najlepiej Kurski, mógłby dodać, że rozważano również użycie czołgów, a także prowadzono rozmowy o możliwości zrobienia precyzyjnego podkopu, który spowodowałby zerwanie podłogi pod specjalnie w tym celu tuczonymi kanapkami siostrzyczkami.
Jakakolwiek bowiem bzdura byłaby lepsza niż idiotyczne udowadnianie, że nie jest się wielbłądem. Szkoda, że PiS mimo tylu doświadczeń nadal tego nie rozumie.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)