Wczoraj miał miejsce bardzo nieprzyjemny incydent, który wprawdzie zapowiadał się całkiem interesująco, to jednak niestety przekształcił się szybko w niewartą wzmianki drobnostkę. Wszystko wydarzyło się podczas uroczystości wręczania przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego uczestnikom wydarzeń Marca '68 Orderów Odrodzenia Państwa.
Jeden z uhonorowanych, niejaki Bogdan Czajkowski odmówił przyjęcia odznaczenia. Do tego momentu było świetnie, zanosiło się bowiem na fascynujący protest wobec kaczystowskiego reżymu, którego symbolem jest nadal urzędujący prezydent, brat Jarosława. Ale im dalej w las, tym było gorzej.
W przedstawianych na gorąco newsach z tego incydentu czuć było atmosferę skandalu. W powietrzu zdawało się wisieć pytanie: „Co on mu powiedział? Spieprzaj dziadu? Oby...".
Ach, jakież byłoby to symboliczne! Pan Czajkowski nie jest wprawdzie bezdomnym, a tylko bezrobotnym, tym niemniej słowa takie na pewno dodałyby otuchy wszystkim oczekującym na cuda. Tak, zdecydowanie człowiek ten miał wczoraj szansę stać się nowym Hubertem H., idolem inteligenckiego elektoratu Platformy Obywatelskiej.
Niestety, szansę na swoje medialne pięć minut paskudnie zaprzepaścił. Zamiast bowiem wyjaśnić, że swoim odmownym gestem chciał pomścić zbezczeszczoną godność menela z dworca centralnego, albo przynajmniej zaprotestować przeciw niezaproszeniu na uroczystość Adama Michnika, to wolał beknąć coś o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.
Stwierdził bowiem mniej więcej, że nie odbierając odznaczenia od prezydenta chciał także zaprotestować wobec ignorowania opinii znacznej Polaków, którzy podobnie jak on domagają się referendum na temat przyjęcia Traktatu Lizbońskiego.
Ani słowa o kaczystach, Rydzyku, Macierewiczu. Nic. Z dużej chmury mały deszcz i tyle. A przecież powszechnie wiadomo, że sprawa ratyfikacji traktatu jest już przesądzona i naprawdę są ważniejsze sprawy w tym państwie, którymi mogą zająć się roztropnie i nowocześni obywatele. Eutanazja, in vitro, ekologia, prawa gejów. Do wyboru, do koloru. Takie są skutki tego, że Czajkowski jest bezrobotny, więc pewnie nie ma telewizora.
W każdym razie naprawdę szkoda, że mając szansę stać się sławnym, nieodpowiednim doborem słów tak ją zaprzepaścił i nie będzie miał już raczej okazji tak jak Hubert H. gościć w programach tefałenu. No cóż, sam sobie taki los zgotował.
Szkoda tylko, że nie pomyślał o zwykłych ludziach, którzy nie mogą przecież żyć tylko lekturą Niezbędnika Inteligenta i potrzebują od czasu do czasu idola zwyczajnego, a zarazem jak Hubert H. szczerego i prawdziwego.
PS Zupełnie poważnie i dla przypomnienia: „Prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że Traktat Lizboński "będzie jeszcze na pewno przedmiotem bardzo poważnej dyskusji". Podkreślił, że klub PiS nie podjął jeszcze decyzji, "co do głosowania w sprawie traktatu."
Tak więc Panie Jarosławie: Niech Pan nie robi z siebie Donalda i dotrzyma słowa.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)