Ponoć wielkie oburzenie wywołały słowa Jarosława Kaczyńskiego, że nie jest entuzjastą oddawania głosów w wyborach przez Internet. Napisałem „ponoć", ponieważ nie mam dzisiaj nastroju na czytanie komentarzy zamieszczanych pod tą informacją na różnego rodzaju portalach na czele z Onetem. Tym niemniej nie mam wątpliwości, że stwierdzenie to musiało wywołać wrzask w środowisku tzw. „Internautów".
Każdy, kto czyta tę notatkę, a więc ma dostęp do sieci, musiał zetknąć się kiedyś z tą specyficzną formą vox populi, którą najlepiej charakteryzują emotikonki, wykrzykniki, równoważniki zdań i zakamuflowane na użytek moderatorów bluzgi.
Nie chciałbym brzmieć jak stary pryk biadolący nad upadkiem obyczajów, ale naprawdę uważam, że poza „elitarnym" ze względu na techniczną barierę wejścia Usenetem, trudno znaleźć fora, które trzymałyby jakiś poziom. A już na pewno nie można do takich zaliczyć tych głównych: Wirtualnej Polski, Gazety, czy przysłowiowego już Onetu.
Z tego powodu niezmiennie bawi mnie powoływanie się różnego rodzaju publicystów na tzw. "Internautów". Gdyby bowiem zastanowić się kim jest ta enigmatyczna grupa i w tym celu przeprowadzić badania, które przecież nie mogłyby pomijać wymienionych wyżej portali, okazałoby się zapewne, że najlepszym ich podsumowaniem są słowa śp. Stanisława Lema: „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.".
Nie jest to oczywiście specyfika tylko polskiej części sieci, chociaż niewątpliwie ogólne zapóźnienie daje znać o sobie również i w tym względzie, ale jestem przekonany, że najaktywniejsza część uczestników internetowych „debat" nie jest w najmniejszym nawet stopniu reprezentatywna dla ogółu nie tylko polskiego społeczeństwa.
Po prostu taka jest specyfika dostępu do sieci i wbrew temu, co często wydaje się korzystającym z niej nieomal codziennie, zdecydowana większość ludzi naprawdę ma tylko blade pojęcie czym jest google.
Dlatego też uważam, że zanim Internet stanie się równie dostępny jak radio czy telewizja, a będzie to miało miejsce najprawdopodobniej dopiero wtedy, gdy płatny będzie kontent, a nie sam dostęp, nie ma w ogóle sensu rozpoczynać debaty na temat możliwości głosowania za jego pomocą.
To podstawowa sprawa i naprawdę nie mogę zrozumieć po co Kaczyński wdaje się w taką dysputę. Dowodzi to tylko tego, że w dalszym ciągu niczego się nie nauczył, a jego doradcy żyją w bardziej wirtualnym od Internetu świecie.
Nie trzeba bowiem być specjalistą od mediów by domyślić się, że stwierdzenie: „Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota." wywoła ostry odzew wywołanych do tablicy Internautów. A ich wrzask podchwyci prasa, radio i w świat pójdzie informacja, że Kaczyński to zacofany przeciwnik postępu. Niewielu przecież będzie zastanawiać się nad tym, że w sumie ma trochę racji, a poza tym i przed wszystkim na ten moment taki sposób głosowania jest zupełną abstrakcją.
Dlatego abstrahując już zupełnie od prawdziwości wygłoszonej przez Kaczyńskiego teorii, po raz kolejny muszę pogratulować doradcom byłego premiera. Jesteście niezrównanymi mistrzami w tworzeniu w mediach negatywnego obrazu PiS-u.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)