Kiedy miałem naście lat i zacząłem uczyć się historii, pamiętam jakie zdziwienie wywoła u mnie informacja, że Adolf Hitler doszedł do władzy już w 1933 roku. Nie wiem co dokładnie wtedy myślałem, ale wydawało mi się chyba, że to niemożliwe, by taki zbrodniarz przez tyle lat mógł spokojnie przygotowywać się do wojny i nikt nie reagował. Wiem na przykład, że mój dziadek w tym czasie z całym przekonaniem twierdził, że wejście Francuzów jest tylko kwestią czasu i potrzebny jest miesiąc, góra dwa, by zrobić porządek z Niemcami. Zapewne nie był w swych sądach odosobniony.
Musiało minąć trochę czasu zanim zrozumiałem, że ludzie żyjący w tamtych czasach nie mieli naszej wiedzy i w najgorszych nawet snach nie mogli przypuszczać, że dyktator III Rzeszy wywoła wojnę w której zginą miliony.
Zastanawiam się właśnie, co ja teraz myślę. Jak zareagowałbym słysząc w tefałenie na przykład taką informację, że huk rozgrzewanych czołgów stacjonujących w Okręgu Kaliningradzkim słychać aż w Kętrzynie, a rząd niespodziewanie wyjechał do Rumunii. Czy przeczuwałbym wtedy, że za chwilę może stać się coś tak przerażającego, że nie mieści się mi nawet w głowie?
Pewnie pomyślałbym tylko, że lada moment zjawią się elegancko ubrani panowie, pogrożą palcem i znowu będzie spokojnie. A jeżeli nawet nie, to miesiąc, góra dwa i wylądują u nas amerykańcy marines. No bo kurde mamy postęp, wszyscy się kochamy, a wojny są gdzieś hen daleko i misje humanitarne najwyżej tam wysyłamy.
Wygląda po prostu na to, że pomimo znajomości historii najzwyczajniej w świecie nie wierzę w wojnę, choć rozsądek podpowiada mi, że rozwój techniczny zmienił wprawdzie znowu świat, ale przecież ludzie pozostali tacy sami.
Piszę o tym w związku z obchodzoną dzisiaj rocznicą zakończenia II wojny światowej. Myślę, że warto przy tej okazji zastanowić się chwilę nad tym, kto rządzi nie tylko bliskimi nam mocarstwami i jak sami tych ludzi postrzegamy.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)