Gdy zastanawiałem się nad tematem dzisiejszej notatki, początkowo jedynym problemem było to, czy pastwić się nad raportem Julii Pitery z pozycji nieortodoksyjnego sympatyka PiS, czy może lepiej wydrwić go używając retoryki zblazowanego i z trudem silącego się na obiektywizm obserwatora polskiej sceny politycznej.
W pierwszym przypadku ryzykowałbym głęboko słuszną krytykę, że nawet złotówka wydana na prywatne potrzeby z publicznych pieniędzy jest złem, które z całą bezwzględnością należy tępić, a w drugim zapewne zapętliłbym się w analogiach dorsza za 8,16 zł do tuskowych kurczaków z debaty, i choć być może byłoby śmieszne, to jednak głównie strasznie przewidywalnie. Dlatego później postanowiłem sam raport żelaznej (LOL) Julii zostawić innym złośliwcom i skupić się raczej na zjawisku wyrzucania w błoto publicznych pieniędzy przez opłacane z naszych podatków indywidua.
W końcu jednak po raz trzeci zmieniłem zdanie dochodząc do wniosku, że również na to szkoda na to czasu, bo i tak wytresowani przez komunę i elity najlepszej z możliwych wersji transformacji ustrojowej doskonale wiemy, że ci co u władzy chcą się przede wszystkim nachapać i jest to nie tylko typowe, ale wręcz normalne, a moje pisanie nic tutaj nie zmieni.
Później chciałem napisać jeszcze coś innego, ale usłyszałem w TOK FM Chlebowskiego mówiącego o bizantyjskim przepychu poprzedniej władzy i niejako samoczynnie przełączyłem się na tryb „obojętność" i postanowiłem zakończyć szybko tę notatkę o niczym.
W końcu po co się wysilać na cokolwiek, skoro nawet pieniądze wpłacane na jakieś OFE nie są własnością obywatela i mało kogo w ogóle to obchodzi.



Komentarze
Pokaż komentarze