Dbający o dobre samopoczucie premiera Donalda Tuska „Dziennik" opublikował sondaż z którego wynika, że 71% społeczeństwa chce ratyfikowania traktatu lizbońskiego, a przynajmniej taka jego ilość byłaby za, gdyby teraz odbyło się w tej sprawie referendum. Jest to dość ciekawe, choć raczej niezaskakujące i przede wszystkim nie najważniejsze, bo wydaje mi się, że przy tej okazji warto głównie przypomnieć, co dotychczas o referendalnej formie demokratycznego głosu w dyskusji sądzili prominentni politycy miłościwie nam rządzący.
Na przykład znany menadżer i dobroczyńca gminy Żarów - Zbigniew Chlebowski tak mówił w tej sprawie: „To jest nieodpowiedzialne, niepotrzebne. Przypomnę, że niecałe dwa miesiące temu Polacy wybrali nowy parlament, parlament, który otrzymał mandat zaufania obywatelskiego." Dodał jeszcze, że niska frekwencja spowodowałaby nieważność referendum, „A Polska byłaby tym krajem, który rozbiłby poważny kompromis osiągnięty w Lizbonie.".
Natomiast szef komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski (PO) zauważał błyskotliwie, że przyjęcie traktatu przez parlament jest o tyle mądre, że jest to bardzo złożony dokument i obywatele na pewno go nie przeczytają.
Sam wielki zwolennik polityki zaciskania pasa i przeciwnik wyrzucania publicznych pieniędzy w błoto, czyli pryncypał nieposiadającej nawet laptopa Julii Pitery i premier milionów Polaków w jednym nie krył zadowolenia w związku wybraniem parlamentarnej drogi ratyfikacji TL, bo „referendum w tej sprawie byłoby zbędnym wydatkiem."
Tak czy inaczej Irlandzka niespodzianka pokazuje, że sugerując przewagę mądrości partyjniaków nad przypadkowym społeczeństwem, panowie owi mieli racje. Trzeba jeszcze w tym miejscu uczciwie przyznać, że przedstawiciele partii rządzącej w opinii swej nie byli odosobnieni, bo również politycy Prawa i Sprawiedliwości nie mieli nic przeciwko wzięciu na własne barki ciężaru odpowiedzialności za podpisanie traktatu, skoro aż 87 z nich w 4 dnia 01 kwietnia 2008 roku oddało głos na „tak".
Tak czy inaczej uważam, że warto o tych głosach w dyskusji pamiętać, bo już niedługo może się okazać, że referendum wcale nie jest takie złe i zmuszone okolicznościami elity zaczną mówić coś zupełnie innego.
Oczywiście najbardziej prawdopodobne jest to, że tego typu sondaże mają pokazywać, że Polacy są za i w związku z tym wszelkie wygibasy interpretacyjne prowadzące do przyjęcia traktatu lizbońskiego są wprawdzie niezgodne z prawem, ale czynione dla dobra obywateli uzasadnione i w gruncie rzeczy powinniśmy się cieszyć, że vox populi, vox Brukseli.
Bo chociaż pewne jest tylko to, że sprawa niesubordynacji Irlandczyków nie zostanie sama sobie zostawiona, to z polskiego punktu widzenia istotne jest na ten moment to, że perspektywy sondażowych sukcesów Platformy są nadal świetne, skoro aż 71% społeczeństwa gotowe jest poprzeć dokument, którego w życiu nawet na oczy nie widziało. Tak więc premier Tusk może spać spokojnie, bowiem dzisiejszy sondaż „Dziennika", choć zupełnie innej dotyczy sprawy, dobitnie pokazuje, że stopień zidiocenia społeczeństwa osiągnął już ten poziom, że do wyborów prezydenckich dobroczyńca Donald na pewno doczłapie zdrowy i cały.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)