Temat państwa świeckiego „eksplodował" kilka dni temu dzięki nieprzejednanemu, nonkonformistycznemu i zapewne obiecującemu przewodniczącemu SLD Grzegorzowi Napieralskiemu. Znamienity syn swego ojca Brenarda, etatowego instruktora w szczecińskim Komitecie Wojewódzkim PZPR, wymyślił sobie, że nic tak nie przyciągnie elektoratu, a więc składnika niezbędnego by misję społeczną polityka na świeczniku z odpowiednią pompą wypełniać, jak program reklamowany sloganem brzmiącym z grubsza, mniej więcej i upraszczając: „Krzyże muszą odejść".
Realizacja tego postulatu przybliżyć ma Polskę do idealnego wzorca państwa neutralnego światopoglądowo, czyli wbrew pozorom nie nijakiego, a różnorodnego bogactwem wyznań, które nie mogąc swej wiary manifestować osiągając nirwanę wynikającą z poszanowania praw innych do identycznego ukrywania swych religijnych przekonań.
Napieralski nie wyjaśnia wprawdzie, jak daleko ma się posunąć to zeświecczenie, ale można przypuszczać że przynajmniej na razie nie będzie chciał zabronić ortodoksyjnym Żydom chadzać w charakterystycznych strojach i nosić ozdobione pejsami owłosienie i na przykład taki krakowski Kazimierz od tej tolerancji jednak nie zubożeje; to jednak dmuchając na zimne warto przy okazji przezornie zapytać kogoś z zaplecza intelektualnego SLD (posłankę Błochowiak?), czy granice postępu są aby na pewno dostatecznie jasno wytyczone.
Tak czy inaczej przewodniczący nowego i lepszego SLD-rezurekcja wydaje się mieć dość wszechobecnych symboli religijnych w miejscach publicznych, a że Polska jest krajem w większości katolickim zupełnie słusznie czepia się krzyży i księży w sutannach, a nie na przykład półksiężyców i Imamów. Liczy przy tym na to, że poprą go sami katolicy inteligentni czyli rozumiejący, że symbol ich wiary powodować może dyskomfort psychiczny nie tylko u niewierzących, ale paradoksalnie nawet u nich samych.
Rzecz jasna cała ta metamorfoza odbywać ma się w imię tolerancji, która jest religią wymagającą bezwzględnego przestrzegania jej niepisanych reguł oraz szacunku dla własnych symboli, w tym prawa do skrobanek, małżeństw homoseksualnych i gołych ścian ozdobionych ewentualnie tęczową tapetą, a nie jakimś drażliwym Kołem Dharmy czy Mezuzą.
Tak więc Napieralski wprawdzie koncentruje się na dominującym blichtrze katolickim, ale będąc człowiekiem niewątpliwie głęboko sprawiedliwym chce państwa neutralnego światopoglądowo w 100%, czyli nie tylko bez krzyży i facetów w sutannach, lecz również wszystkiego z jakąkolwiek wiarą się kojarzącego.
Ponieważ jednak Polska jest państwem w większości katolickim (wg CIA The World Factbook - Roman Catholic 89.8% (about 75% practicing)) rezultaty wdrożenia tej nie tyle świeckiej reformy, co po prostu faktycznego wyegzekwowania zapisu artykułu 25 Konstytucji dotyczyłyby głównie jej wyznawców i dlatego warto postawić sobie pytanie, czy aby na pewno miałoby to coś wspólnego z tolerancją.
Przyjrzyjmy się tylko niewierzącym. Jak sama nazwa wskazuje nie wierzą w Boga, więc symbol Jego syna ukrzyżowanego nic nie powinien dla nich znaczyć, a tym samym dlaczego niby miałby przeszkadzać? Podobnie z księżmi święcącymi nowe budowle. Co z tego, że sobie kropią i coś tam mamroczą, skoro zdrowy rozsądek podpowiada, że nic to nie daje i chyba tylko wariat mógłby twierdzić, że zwykła kranówa i jakaś mruczanka mogłaby budowli zaszkodzić.
Już tylko na tych dwóch przykładach widać, że osoba tolerancyjna powinna najwyżej uśmiechnąć się półgębkiem (ewentualnie z politowaniem) widząc takie czary-mary, a krzyż potraktować jak kolejną, mniej lub bardziej estetyczną ozdobę.
Oczywiście wymaga to wzajemności i każdy katolik powinien bez szemrania zgodzić się na miejsca publiczne bez krzyży oraz jazdę po niewyświęconych mostach i przebywanie w budynkach niepokropionych. Wiąże się to wprawdzie dla niego z pewnym dyskomfortem wynikającym ze strachu, że takie przybytki podatne są bardziej na nieszczęścia typu zawalenie, ale mówi się trudno, tolerancja polega również na tym, że dla dobra ogółu konieczne jest pewnych spraw nomen-omen poświęcenie.
Przy tej okazji warto zauważyć jakich wyrzeczeń wymaga tolerancja od katolików i zastanowić się, czy aby dla świętego spokoju tej większości nie warto jednak zawiesić wszędzie krzyża i błogosławić wszystko co możliwe. Szczególnie, że komfort psychiczny obywatela jest teraz jednym z priorytetów, które powinny przyświecać działaniom wrażliwości społecznej krzewicieli.
Kończąc już i podsumowując - naprawdę, szczęściem naszym mało nestety docenianmy jest to, że w Polsce mamy aż tylu katolików i chociażby tylko tolerancja dla obojętnych niewierzącym krzyży daje niejako automatycznie całą masę zadowolony obywateli. A obywatel zadowolony, jak w grze Cywilizacja Sida Meyera, nie burzy się i co najważniejsze do popierania władzy jest skory.
Tak więc panie Napieralski, radzę przemyśleć jeszcze raz tę sprawę, bo kto wie czy nie jest przypadkiem tak, że zdejmując ze ścian krzyże wyhoduje pan sobie hordy pozbawionych pogody ducha frustratów, którzy zamiast radować się z postępu postępów, nie tylko na SLD nie zagłosują, ale jeszcze będą wręcz chcieli urwać panu głowę ;-)



Komentarze
Pokaż komentarze (3)