Fryderyk Nietzsche zauważył już dawno temu, że co nas nie zabija, czyni nas silniejszymi oraz że kiedy widzisz, że zwycięża prawda, zawsze pytaj, jakie potężne kłamstwo za nią walczyło.
Gwoli ścisłości muszę też dodać, że to nie jedyne mądrości słynnego antychrześcijanina, który jest również autorem takich między innymi stwierdzeń jak „Chrześcijaństwo, dotychczas było największym nieszczęściem ludzkości.", „Istniał tylko jeden chrześcijanin i ten umarł na krzyżu." czy „"Nie sądźcie!" mówią oni, lecz posyłają do piekła wszystko, co im w drodze stoi.".
Tym niemniej ostatnie trzy cytaty przytoczyłem tylko na wypadek, gdyby ktoś chciał zarzucić mi wybiórcze czerpanie z myśli niemieckiego filozofa, a pierwsze dwa są po prostu na tyle uniwersalne, że zawsze można je zgrabnie w praktycznie dowolny tekst wkomponować i sam to dzisiaj robię chcąc napisać coś o konsekwencjach ujawnienia informacji z przeszłości Lecha Wałęsy i Lesława Maleszki. A w tym kontekście te słowa Nietschego pasują doskonale.
Nie można bowiem nie zauważyć, że zaczyna się standardowe odwracanie kota ogonem i głośne mówienie o złej woli tych, którzy tę przeszłość ujawniają, czy wręcz (i takie też słyszy się głosy), że ci którzy już dawno prawdę znali i ukrywali, są teraz swej humanitarnej dobroci ofiarą.
Zupełnie tak, jak gdyby altruiści owi nie zostali przez okoliczności uniemożliwiające dalsze udawanie, że król jest nagi do takiej szczerości najzwyczajniej przymuszeni i z której strony nie spojrzeć zmienia to diametralnie postać rzeczy i na zdrowy rozum nie powinno być jednak ignorowane.
Gdy jednak weźmie się pod uwagę, że "ofiary ipnu" za stronnika mają szerokie grono klakierów przyzwyczajonych do niekwestionowania ich sądów, wszystko staje się jasne. Tłumy są po ich stronie.
Czy więc wobec tego jeszcze niepełnego, ale jednak znaczącego tryumfu prawdy nie jest zasadne zapytać, jakie potężne kłamstwo za nią walczyło? Szczególnie, że nie ma większych problemów z personaliami oburzonych, tak głośno i bez skrępowania wyraz swej frustracji dają i pozostaje „tylko" policzyć te głosy, by przekonać się, że mówimy o niebagatelnej sile. Kwestią otwartą jest tylko to jak wielkiej, ale już gołym okiem widać, że niemałej.
Gdy powiążemy to teraz ze słowami Nietzschego traktującymi o ożywczej mocy drobnej porażki, konkluzja wyłania się dość nieprzyjemna.
Wygląda bowiem na to, że jeżeli prawdziwa historia najnowsza Polski zostanie teraz z tych czy innych powodów zakrzyczana, to jakakolwiek kolejna szansa na jej ujawnienie nie tylko przesunie się w czasie, ale będzie wymagała znacznie więcej determinacji i poświęcenia.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)