Pani rzecznik rządu Agnieszka Liszka, osoba rozpoznawalna w mniej więcej takim stopniu jak Józef Morgiel - Mistrz Świata w Rzucie Beretem z 2007 roku, opuściła ekipę cudotwórców, ale jej duch pozostał. Świadczy o tym wczorajsza wypowiedź Premiera Wszystkich Inteligentów, która pełna była pijarowsko-marketingowych bon motów typu: „Mówię z całą odpowiedzialnością", „zrozumiały niepokój", „jesteśmy poruszeni", czy nieśmiertelne „Głęboko wierzę".
Piszę o jej "duchu" bowiem wolę myśleć, że tego rodzaju konstrukcje zdaniowe są zasługą pani Agnieszki, bo jednak niefajnie byłoby mieć samego z siebie tak powtarzalnego premiera bez polotu.
W każdym razie wszystkie to frazesy miały uzmysłowić społeczeństwu, że ratyfikacja traktatu leży w polskim interesie, a ociągający się z jego podpisaniem prezydent szkodzi pozycji Polski w Europie. Gdyby ktoś miał wątpliwości, że tak jest faktycznie, w sukurs Tuskowi przychodzi Sarkozy mówiący: „Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto negocjował Traktat i podpisał się pod nim, zakwestionował własny podpis."
W ten oto prosty sposób dyskusja o konieczności przyjęcia traktatu lizbońskiego przeniosła się na wygodny dla młodej i dynamicznej inteligencji obszar à la Kontaktlinsen dywagacji.
Przywoływane są wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o tym, że kształt TL jest jego wielkim sukcesem i jak w takim razie (tożsamy z nim przecież) jego brat bliźniak może w ogóle mówić o bezprzedmiotowości jego podpisania? W domyśle: Kaczyński jest niekonsekwentny i przeczy sam sobie, bo oczywistym jest, że jako ojciec ponoć wyśmienitego kompromisu, powinien wręcz stanąć na głowie, byle tylko go zdyskontować.
Warto w tym miejscu dodać, że traktatofile na wszelki wypadek wolą jednak nie przypisywać sobie tego wielkiego sukcesu, podświadomie chyba czując, że niekoniecznie po jego ratyfikacji musi być super sielankowo i lepiej mieć kozła ofiarnego w zapasie. Nie zaszkodzi więc również przypominać, że zdaniem premiera Tuska jesteśmy zdeterminowani, aby Traktat Lizboński został podpisany i aby wszedł w życie, a posłowie PO gremialnie głosowali za jego przyjęciem.
Ale to tylko uwaga na marginesie, bo puentą zapoczątkowanej wczoraj debaty jest to, że Traktat trzeba ratyfikować i basta. To, że Irlandia w referendum go odrzuciła i tym samym traktat nie może wejść w życie, wydaje się mieć w opinii zwolenników ratyfikacji marginalne znaczenie. Żyją w przekonaniu, że był to tylko wypadek przy pracy i prędzej czy później Zieloną Wyspę do rodziny państw roztropnych się przywróci.
Najgorsze jest to, że raczej mają rację, ale w niczym nie zmienia to absurdalności apelu o ratyfikowanie czegoś, co formalnie nie może wejść w życie. To trochę tak, jak gdyby ktoś długo negocjował najlepszą możliwą lokalizację swojego przyszłego domu na planowanym do zabudowy osiedlu i osiągnął pewien sukces, a później okazało się, że z inwestycji nic nie będzie, a mimo wszystko wymaga się od niego podpisania umowy. Moim zdaniem bez sensu.
Abstrahując już od analogii - nawoływanie do podpisania czegoś, co w świetle prawa nie może zacząć obowiązywać jest nieracjonalne. Jeżeli więc jednak bez skrępowania głośno się do tego nawołuje może to oznaczać tylko jedną z dwóch rzeczy - że robią tak oderwani od rzeczywistości ignoranci, albo wręcz przeciwnie - czynią to stąpający twardo po ziemi cynicy zdeterminowani, by to co zostało już ustalone nie uległo zmianie, nawet gdyby trzeba było złamać prawo i pozory demokracji.
Osobiście przychylam się ku drugiemu wyjaśnieniu z tym tylko zastrzeżeniem, że cynikami są rządzący, a popierający ich elektorat to tylko pożyteczni idioci. Wiem, że to niewesoły wniosek, ale takie są moim zdaniem fakty.
PS Zupełnie zapomniałem sie pochwalić, że w nowym numerze Wprost jest fragment wpisu z mojego blogu. To nic, że to tylko fragment i pod zmienionym tytułem. Istotne, że Pan Igor Janke będzie chyba musiał przygotowac dla mnie osobną podkategorię bladoróżowych, bo prawie że już znanych blogerów ;-)
*Wołałbym, aby to było jak najszybciej, bo nie chce się budzić każdego ranka z niepokojem, co jeszcze ktoś może powiedzieć na ten temat [Donald Tusk].



Komentarze
Pokaż komentarze (15)