Słuchając wczoraj Sławomira Nowaka dowiedziałem się dwóch ważnych rzeczy. Po pierwsze tego, że Barack Obama obiecał przyjechać w przyszłym roku do Polski niezależnie od tego, czy zostanie prezydentem USA czy też nie oraz że lokalizacja elementów tarczy antyrakietowej na terytorium Litwy jest rozwiązaniem tak samo dobrym, jak rozmieszczenie ich w Polsce.
Wiadomość o wizycie znamienitego gościa ucieszyła mnie bardzo, bo choć odległa na pewno zrekompensuje fochy Condoleezzy Rice, która bawiąc w nieodległych Czechach jednak do Krainy Cudów nie zawita.
Łaski nie robi i mówi się trudno, bo Obama ma wszak podobny kolor skóry i chociażby z tego tylko powodu jest dla zaściankowych ludków nadwiślańskich równie atrakcyjny i egzotyczny, jak nie przymierzając dla Peruwiańczyków w czapeczce hasający sympatyczny rudzielec.
Tak więc rozumiem zadowolenie Sławomira Nowaka, gdyż per saldo bilans wizyt ważnych czarnoskórych obywateli w Polsce wychodzi na zero, a równowaga to przecież podstawa.
Druga informacja dowodzi głębokiej roztropności i proNATOwości obecnej ekipy rządzącej. Trauma po nie tylko antyeuropejskich, ale też (nie bójmy się tego słowa) nacjonalistycznych wybrykach Kaczyńskich jest bowiem nadal silna, tym bardziej powinna cieszyć otwartość na interes ogólnonarodowy w ogóle i sąsiedzki w szczególe miłościwie nam teraz władzę sprawujących liberałów.
Wprawdzie interes NATO, który według Sławomira Nowaka zostałby zabezpieczony dzięki umieszczeniu na Litwie elementów tarczy, niekoniecznie jest bezpośrednio tożsamy z interesem Unii, to czy przypadkiem nieumieszczenie imperialistycznych zabawek w Polsce nie jest już z tym interesem wprost tożsame? Nie wiemy tego, ale możemy się domyślać czyje dobro podkreślający swą miłość do UE rząd ma w pierwszym rzędzie na uwadze.
Poza tym podejście takie świadczyłoby o mądrości godnej biblijnego Salomona, gdyż wilk pozostałby syty, a i owca cała. Gdy bowiem przypomnimy sobie, że Litwa to w sumie to samo co Polska (czyż można przekreślać trwającą kilkaset lat unię między naszymi krajami oraz to, że teraz wspólnie należymy do rodziny miłujących się narodów unijnoeuropejskich), nikt nie powinien mieć już wątpliwości, że symboliczny gest zrzeczenia się tarczy na rzecz małego sąsiada ma wymiar tylko i wyłącznie symboliczny, bo per saldo znów wychodzi na to samo.
W ten oto sposób, dzięki mądrości głosami inteligencji wybranej ekipy, Polska osiągnęła wreszcie tak potrzebną jej równowagę. I to nie tylko w sprawach tak ważkich jak bezpieczeństwo, ale też prozaicznych z pozoru, rasowych.
Gdyby jeszcze tylko udało się wygrać wybory prezydenckie i może jeszcze symbolicznie aresztować symbolicznego ministra Zero, byłoby wręcz idealnie - cały kraj stałby się nie tylko zrównoważony, ale tak optymistycznie różowy.
A czyż nie o to nam chodziło?



Komentarze
Pokaż komentarze (7)