We wczorajszej „Rzeczpospolitej" Marek Migalski opublikował artykuł „Rządy plastikowego ludka" w którym porównał kawalera orderu „Słońce Peru" i pryncypała Janusza Palikota w jednym do Barbapapy.
Dowiedziałem się o tym od Janiny Paradowskiej słuchając w drodze do pracy jej audycji. Właścicielka strojów typu zapinana pod szyję żółta bluzka z wiskozy z kokardą oraz posiadaczka głosu przyprawiającego o szybsze bicie serca miłośników garderoby z poprzedniej epoki, wydawała się być zniesmaczona tym porównaniem.
Być może tylko wyczerpała na ten moment swój asortyment ochów i achów komplementując prześcigającego się w ochach i achach na temat Geremka Wałęsę z dzisiejszej „Wyborczej", a może po prostu znudziło ją (wątpliwe) przyjmowanie tonu zblazowanej pensjonarki, w każdym razie barbapapa nie przypadła jej do gustu.
Wielka to szkoda, bo gdyby pani Paradowska znała język w którym żona Sarkozyego śpiewa swoje piosenki, nie byłaby może tak krytyczna. Rozumiałaby, że nazwa ta wywodzi się od waty cukrowej, a ta przecież tak nostalgicznie kojarzy się z czasami znacznie przyjemniejszymi niż mroczna czwarta RP - uroczymi latami młodości pani Janiny, gdy bluzki nie tylko z kokardą były rarytasem, przyszłe ofiary lustracji wymyślały zabawne historyjki do swoich teczek, a przyjeżdżający swoją syrenką na place zabaw i za pomocą silnika z pralki nawijający na patyczek lepkie słodkości pan Zdzisiek był nie biznesmenem lecz prywaciarzem i szkodnikiem.
Tak, wybitna dziennikarka ewidentnie nie dostrzegła głębi porównania zastosowanego przez Marka Migalskiego. Nie jestem nawet pewien czy sam autor zauważył. A przecież to nasuwa się samo przez się: Premier jest nie tylko plastyczny jak ludki z bajki Barbapapa, ale co równie ważne, jak wata cukrowa słodki.
Gdy dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że skrzypiącą w zębach substancję nawija się na patyk identycznie jak obietnicami wyborcę, nie mamy już wątpliwości: Nie Leming, a Barbapapa powinna być symbolem Polityki Miłości! ;-)



Komentarze
Pokaż komentarze (10)