Niezrównany mistrz ciętej riposty i odwieczny konkurent Janusza Palikota w walce o młodą i w sposób kontrolowany zbuntowaną inteligencję, czyli sam Stefan Konstanty Myszkiewicz-Niesiołowski uważa, że winę za brak porozumienia Platformy Obywatelskiej i SLD w kwestii odrzucenia prezydenckiego weta do ustawy medialnej ponosi lewica. Nie precyzuje przy tym którą z wymienionych wyżej partii ma na myśli, ale można przypuszczać, że będąc lojalnym członkiem PO przez lewicę rozumie tę formalną i z nazwy lewicową partię, a nie własną organizację.
W każdym razie współzałożyciel Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego mówi o winie. Nie o rozbieżnościach ideologicznych, nie o różnicach światopoglądowych czy o odmiennym spojrzeniu na rolę telewizji publicznej. Nic z tych rzeczy. Stefan Konstanty bez skrępowania stwierdza po prostu, że w ramach negocjacji z SLD Platforma była gotowa spełnić szereg postulatów, ale i tak dalej i tak dalej coś tam coś tam, trala lala i nie wyszło. Nie potrzeba nawet czytać między wierszami, by zrozumieć co autor stwierdzenia, że Platforma jest przede wszystkim wielką mistyfikacją miał na myśli. Szczerze i prosto z mostu wylewa swoje żale na nowego i lepszego Olejniczaka oczekując chyba, że elektorat PO nie tylko oburzy się na jego podłość, ale też wzruszy.
Na zdrowy rozum wydawać by się mogło, że szczerość Stefana od Motyli jest swojego rodzaju wypadkiem przy pracy, bo bezlitośnie odsłania kuchnię negocjacji, a ta przecież od czasu tak zwanych Taśm Prawdy jest nie tylko wstydliwa, ale też niegodna nowoczesnej i europejskiej Partii Miłości, to jednak okazuje się, że niekoniecznie.
Nikt bowiem nie robi sensacji z tego, że PO targowała się z SLD o ustawę medialną. Ależ gdzie tam. Wstydliwe jest tylko to, że odrzucając propozycję Platformy Sojusz doprowadzić może do tego, że weto prezydenta przejdzie. A to już zbrodnia niesłychana, bledną wobec niej wszelkie wcześniejsze podchody i ustalenia. Tak, larum grają, sojusz PiS z SLD jest faktem i PO uderzyć może w ton antykomunistycznej, pełnej obrzydzenia dla spadkobierców PZPR retoryki.
Obłudne? Być może, ale to przecież nieistotne. Najważniejsze jest bowiem to, że Przekaz Dnia jest jasny i Platforma może z dumą stwierdzić, że bratanie się z postkomunistami brzydzi ją i jest jej obce.
A ja w sumie nie wiem dlaczego, ale coraz mniej wydaje mi się to zabawne.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)