Unijna Europa szczytowała. Według premiera Donalda Tuska z umiarkowanym sukcesem, a zdaniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego na czwórkę z minusem. Faktem jest, że politycy spotkali się w Brukseli i udało im się ustalić, że UE zareaguje ostrzej jeżeli Rosja nie wycofa się z Gruzji.
Ponieważ jednak nie do końca wiadomo, co Rosja uważa za Gruzję, a ona sama, zależnie od wersji, raz leży w Azji, a raz w Europie, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że ani Unia nie będzie musiała reagować stanowczo, ani Rosja wycofywać się z „Gruzji".
Byłby to niewątpliwie najpełniejszy sukces unijnych demokratów, bo najważniejsze jest przecież by się miłować, a słowo „ostro" brzmi tak jakoś nienowocześnie i jednak zbyt stanowczo.
Poza tym trudno ocenić, co w języku eurokratów zwrot ten w ogóle oznacza, ale nie ulega wątpliwości, że Miedwiediew na pewno powinien wystraszyć się mocno.
Wprawdzie niekoniecznie bardzo - raczej tak, jak Ananiasz z Przygód Mikołajka, który na widok listu podpisanego „Nie można drwić sobie bezkarnie z Bandy Mścicieli!" zaniósł się śmiechem, lecz najważniejsze przecież są intencje i otoczka, a cała reszta jak gdyby mniej się liczy.
Dla mnie znamienitym aspektem wczorajszego szczytu było to, że odbył się w rocznicę wybuchu Drugiej Wojny Światowej. Wojny, która była przecież w jakimś stopniu konsekwencją równie spolegliwej polityki wyrozumiałości i uśmiechu sprzed blisko wieku. Wprawdzie wtedy inicjatorem były Niemcy, ale w sumie co to za różnica, skoro Rosja do tej zabawy w mordowanie dołączyła szybko i ochoczo?
Zresztą historia, choć w gruncie rzeczy podobnie, to jednak za każdym razem trochę inaczej rechocze, więc wystarczy tyle, że obliczu nowoczesnego zagrożenia ze wschodu, europejskie państwa znów pełne są frazesów o umiłowaniu pokoju i zapewnień, że nic złego nie może ich zaskoczyć. A to moim zdaniem, by snuć analogie, podobieństw jednak dosyć.
W każdym razie mamy teraz dwudziesty pierwszy wiek i nadzieję na to, że podśmiewująca się skrycie z groźnej Unii Ameryka nie wybierze na swojego prezydenta kochającego wszystkich czarnego odpowiednika naszego Tuska i przetrzymując kryzys umocni swoją pozycję w Europie.
Wynik wczorajszego szczytu pokazuje bowiem wyraźnie, że bez tak zwanej tarczy antyrakietowej i patriotów, możemy zapomnieć o tym, by w razie jakiegokolwiek konfliktu ktokolwiek z unijnych tuzów kiwnął palcem widząc, że kawałek Śląska czy ściany wschodniej jest nadal częścią Polski, ale już tylko na mocno nieaktualnej mapie.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)