eri eri
174
BLOG

Śmierć Jezusa. Muszę się mierzyć z prawdziwą "fortecą warowną"...

eri eri Rozmaitości Obserwuj notkę 54

Wnioski do jakich doszedłem w moich rozważaniach, muszą zmierzyć się z prawdziwą „fortecą warowną” dotychczasowych błędnych interpretacji wydarzeń mających miejsce podczas męki i śmierci Jezusa na Krzyżu.

Oto fragment jednego z licznych opracowań (link poniżej):

„Z punktu widzenia nauk medycznych ostatniej fazie życia towarzyszy całkowita nieprzytomność. Ewangeliści świadczą, że Jezus umierał przytomnie i to głośno wołając, co było możliwe tylko w stanie uniesienia ciała na krzyżu. I ten stan jest najwyraźniej utrwalony na Całunie.

Na proces umierania Chrystusa trzeba spojrzeć przede wszystkim w świetle wiary:

„Miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję aby je potem znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca" (J 10 17-18).

Chrystus miał więc moc oddać swe życie w momencie przez siebie wybranym. Wiedząc, że Jego ludzka natura już nic więcej w cierpieniu dać z siebie nie jest w stanie mocą swej Boskiej natury świadomie odłączył duszę od ciała i odszedł do Ojca.

Żołnierzom nawykłym do widoku śmierci ten moment skonania wydał się niezwykły. „Setnik zaś, który stał naprzeciw widząc że w ten sposób oddał ducha rzekł: Prawdziwie ten człowiek był Synem Bożym" (Mk 15 39).

Syn Boży przyjął naszą ludzką naturę by służyła Mu za narzędzie naszego zbawienia. Nad swoim życiem panował do końca i rozstał się z nim, kiedy uznał to za stosowne. Ofiara Chrystusa była do końca świadoma, była więc doskonała”

http://www.parafiarydzyna.pl/asp/meka-i-smierc-jezusa-wedlug-swiadectwa-calunu-i-dzisiejszej-medycyny,6,artykul,1,113

Ta wykładnia została przyjęta jako właściwa. Dziwię się dlaczego!

Po pierwsze, przytoczone słowa Jezusa (J 10, 17 – 18) należy odczytywać w kontekście okoliczności ich wygłoszenia. Skierowane zaś one zostały do faryzeuszów po uzdrowieniu niewidomego od urodzenia. Niezwykle istotnym jest tutaj użyty przez Syna Bożego czas teraźniejszy! Zabieg ten powoduje, że owe „oddawanie życia” przedstawiane jest jako „czynność”, proces ciągły, odbywający się tu i teraz (ówcześnie) a także w najbliższej przyszłości. I w tym właśnie kontekście należy rozumieć słowa: „Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję.”  

Jezus przekazuje tutaj, że praktycznie wszystko, co czyni i co będzie czynił do momentu swej zapowiadanej śmierci, jest właśnie owym „oddawaniem życia”, temu „oddawaniu”  jest podporządkowane, co stanowi wierne wypełnienie woli Ojca.

Oto Francisco F. Carvajal pisze:

„Jezus na Krzyżu całkowicie ulega woli Ojca (…) W każdej chwili swego ziemskiego życia Jezus w sposób doskonały utożsamiał się z wolą Ojca, ale na Kalwarii to oddanie się Syna osiąga swój najwyższy wyraz. „Bolesna śmierć Chrystusa nie była owocem przypadku, zbiegu nieszczęśliwych okoliczności. Należy ona do tajemnicy zamysłu Bożego, jak wyjaśnia Żydom w Jerozolimie św. Piotr w swojej pierwszej mowie w dniu Pięćdziesiątnicy: Jezus  został wydany z woli, postanowienia i przewidzenia  Bożego” (KKK, 500)” (Francisco F. Carvajal „Rozmowy z Bogiem” t. II, s. 214, 215)

Dodać jedynie należy, że proroctwa „Kość Jego nie będzie złamana” oraz „Będą patrzeć na Tego, którego przebili” są słów św. Piotra zapowiedzią i przyszłą realizacją…

Po drugie, jeśli nawet przyjąć, że „Chrystus miał więc moc oddać swe życie w momencie przez siebie wybranym”, to ten moment następuje wcześniej, niż się to podaje. 

Przytoczone w Ewangelii Św. Jana słowa Jezusa (J 10, 17-18) nie dotyczą, jak się twierdzi powszechnie momentu rzekomej śmierci Jezusa, lecz należy je rozumieć w odniesieniu do momentu PODJĘCIA przez Niego DECYZJI wywołującej całą sekwencję wydarzeń doprowadzających do wypełnienia Ofiary Odkupienia: Męki i Śmierci na Krzyżu, a następnie Zmartwychwstania! ( o tym w dalszej części). 

Św. Jan Ewangelista opisuje ten moment: „To powiedziawszy Jezus doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: <<Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was mnie zdradzi>> (J 13, 21) I dalej: „Jezus zaś rzekł do niego (Judasza – przyp. mój): <<Co chcesz czynić, czyń prędzej!>>(J 13, 27)

A owa „moc oddania życia”, dotyczy Mocy właśnie PODJĘCIA  DECYZJI dobrowolnego oddania życia z Miłości przez człowieka niewinnego i bez grzechu!

Po trzecie, setnik wygłasza znamienne słowa: „Prawdziwie ten człowiek był Synem Bożym" (Mk 15, 39) pod wpływem obserwowanych nadprzyrodzonych i kosmicznych zjawisk, które w tym momencie nastąpiły, nie zaś bo „moment skonania wydał się niezwykły”!

Nota bene to te zjawiska skłoniły go do powzięcia przekonania (fałszywego), że w tym momencie nastąpiła śmierć Jezusa! Nie tylko zresztą jego skłoniły…

Po czwarte, jeśli nawet, wobec powyższego, uznać twierdzenie, że „(Jezus) Nad swoim życiem panował do końca i rozstał się z nim, kiedy uznał to za stosowne.” za uprawnione, to należy je, jako wynikające ze słów: „Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca" (J 10, 18).  rozumieć inaczej. Tak, jak to przedstawiłem powyżej.

Idźmy jednak dalej.

Oto fragment (przybliżone tłumaczenie z angielskiego) kazania ks. bp. Mar Mari zgodny z obowiązującą interpretacją Kościoła, przedstawioną w powyżej przytoczonym opracowaniu, a nawet rozszerzający ją:

„Kluczowy dla rozważań fragment Ewangelii Św. Jana Rozdz 19 (28-30): 

<<28 Potem Jezus świadom że wszystko się dokonało, aby wypełniło się Pismo, rzekł Pragnę.
29 stało tam naczynie pełne octu, nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust mu podano.
30 A gdy Jezus skosztował octu, rzekł "wykonało się i SKŁONIWSZY GŁOWĘ ODDAŁ DUCHA>>.

Precyzyjnie dobrane przez Jana słowo: „skłoniwszy” wskazuje na świadomy gest Chrystusa, który sam zadecydował kiedy nastąpi śmierć.

Słowo: „skłoniwszy” lub: „skłonił” istnieje w różnych przekładach i nigdzie nie ma słów, że głowa mu opadła czy coś podobnego. Jako Bóg-człowiek (bezgrzeszny) Jezus nie podlegał śmierci, śmierć nigdy nad Nim nie miała władzy.

To On miał władzę nad śmiercią, która (cytując Księgę Mądrości 2,23-24 ) „weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej Ci, ktorzy do niego należą”.

Chrystus nie był ofiarą rzymskiej egzekucji, był ofiarą MIŁOŚCI. Nie zabrano Mu życia On je oddał, ofiarował.” 

Muszę przyznać, kazanie sugestywne! Łatwo jednak znaleźć potwierdzenie rodzących się wątpliwości. 

Po pierwsze,  Św. Paweł w swym liście do Rzymian pisze tak:

„Otóż, jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.” (Rz 6, 3-4. 8-11)
Zwracam uwagę na słowa: „śmierć nad Nim nie ma już władzy.”! A więc do momentu Zmartwychwstania miała!

Po drugie, cała powtórzona w kazaniu kwestia wyboru przez Jezusa momentu śmierci została już przeze mnie wyjaśniona (sprostowana). A ta, głoszona oficjalnie przez Kościół jest moim zdaniem efektem nadinterpretacji wydarzeń wynikającej z błędnego właśnie odczytania momentu jedynie utraty przytomności przez ukrzyżowanego Jezusa, jako momentu Jego zgonu. 

Po trzecie, przeanalizujmy przywołany cytat z Księgi Mądrości (Mdr 2, 23-24). W całości, w tłumaczeniu z Biblii Tysiąclecia brzmi on:
„(23) Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności.
(24) A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.”

Fragment ten wyjaśnia, że człowiek z natury powołany był do życia wiecznego na podobieństwo Stwórcy, a cierpienie i śmierć zostały zapoczątkowane w świecie przez działanie szatana. 

W tym fragmencie chodzi przede wszystkim o śmierć duchową i wieczne potępienie, a nie o sam koniec życia biologicznego.
Cały rozdział drugi opisuje perspektywę ludzi bezbożnych. Bezbożni uważają, że życie kończy się na ziemi i nic po nim nie ma. Tym czasem Śmierć, której "doświadczają ci, którzy należą do diabła" (wers 24), to ostateczna utrata Boga.

Wers 23 mówi, że Bóg stworzył człowieka dla nieśmiertelności. Nie chodzi o nieśmiertelność ciała, bo sprawiedliwi też umierają fizycznie. Chodzi o wieczne trwanie w miłości z Bogiem. Prawdziwą śmiercią jest więc zerwanie tej więzi, czyli piekło.

Przywoływanie więc przez ks. Mar Mari cytatów z Księgi Mądrości w odniesieniu do śmierci fizycznej jest błędem!

Jeśli zaś chodzi o cały dokonany w kazaniu wywód związany ze „skłonieniem głowy przez Jezusa”, ja twierdzę, że był to przejaw szacunku dla Trzeciej Osoby Trójcy Świętej, okazany przez Drugą Osobę Trójcy Świętej – Syna, w momencie oddania Ojcu Ducha Świętego (Ową zgodę Jezusa na ogołocenie z boskości ze względu na nas, teolog Gisbert Greshake, upatruje w skłonie głowy anioła stojącego z prawej strony, na ikonie „Trójca Święta” Andrieja Rublowa (za ks. Tomaszem Jaklewiczem).
                        ***

Wziąwszy to wszystko pod uwagę widzimy więc, że obowiązująca dzisiaj interpretacja najzwyczajniej nie klei się z logicznym przebiegiem przyczynowo-skutkowym wydarzeń przedstawionym w moich rozważaniach! Jedynym całkowitym i logicznym przebiegiem!

Powróćmy jednak jeszcze na chwilę do zacytowanego na początku fragmentu zalinkowanego tekstu o Całunie Turyńskim.

Kolejny wywód, zamykający się w przytoczonych tam słowach (ale nie w przedstawionym kontekście): „ Ofiara Chrystusa była do końca świadoma, była więc doskonała”, można uznać za słuszny, jedynie w odniesieniu do Ofiary Chrystusa w ujęciu Akwinaty, co wielokrotnie przytoczyłem wcześniej w rozważaniach i jednocześnie przy oczywistym zastąpieniu słowa: „doskonała” słowem: „pełna”. 

Idźmy dalej.

Fragment: 

„Z punktu widzenia nauk medycznych ostatniej fazie życia towarzyszy całkowita nieprzytomność. Ewangeliści świadczą, że Jezus umierał przytomnie i to głośno wołając, co było możliwe tylko w stanie uniesienia ciała na krzyżu. I ten stan jest najwyraźniej utrwalony na Całunie.”, 

jest ewidentnym pomieszaniem faktów i płynących z nich fałszywych wniosków, co owocuje sprzecznością (ale tylko pozorną) pomiędzy zdaniem pierwszym a następnymi dwoma..

Jezus bowiem głośno wołał przed utratą przytomności, nie tuż przed skonaniem! I właśnie wtedy uniósł się na krzyżu! Natomiast rzeczywiście  „ostatniej fazie Jego życia towarzyszy całkowita nieprzytomność” (w momencie uderzenia włócznią był nieprzytomny!), co „z punktu widzenia nauk medycznych” jest faktem…

Ponadto Jezus był przecież prawdziwym człowiekiem! A jeśli tak, Jego śmierć musiała być fizycznie i fizjologicznie prawdziwie ludzka! Nie może być sprzeczności pomiędzy punktem widzenia nauk medycznych, a patrzeniem „na proces umierania Chrystusa przede wszystkim w świetle wiary”! To nie był zaaranżowany na potrzeby widowni spektakl nadprzyrodzony!

Pozostaje kwestia, opisana w części 3 Rozważań (tekst ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego, teologa i socjologa, kierownika Katedry Katolickiej Nauki Społecznej w Uniwersytecie Papieskim JPII w Krakowie, pt. „Męka Jezusa”, który ukazał się w marcowym numerze miesięcznika „Egzorcysta”, nr 3/2021). Zdaniem patomorfologów, Jezus w momencie przebicia włócznią był niewątpliwie martwy! Powrócę do tej kwestii w części 13. Rozważań. 

Tutaj zwrócę jedynie uwagę na argument następujący. Na jakiej podstawie patomorfolodzy orzekli, że Jezus w chwili uderzenia włócznią był martwy? Bo badający Całun Turyński, swe twierdzenie, że Jezusowi w „ostatniej fazie Jego życia towarzyszy całkowita nieprzytomność” opierają na dowodzie materialnym! Całunie Turyńskim!


eri
O mnie eri

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (54)

Inne tematy w dziale Rozmaitości