289 obserwujących
1723 notki
14159k odsłon
  2320   0

Reparacje wojenne od Niemiec

Dla zwykłego obywatela sprawa jest prosta – zbrodniarze hitlerowscy mordowali, niszczyli, rabowali, tu nie ma żadnych wątpliwości. Niestety, w świetle międzynarodowego prawa rzecz wygląda już ciut inaczej.

Po pierwsze – dostaliśmy ziemie zachodnie, wcześniej część państwa niemieckiego. I nikogo nie obchodzi, że Stalin to załatwił, żeby mieć gdzie wywalić ludność z Kresów. Aliant sobie życzył, aliant dostał. Polska się nie liczyła, bo powstał rząd lubelski i tym samym wszelkie zobowiązania wobec polskiego rządu na uchodźstwie poszły w dym. Bardzo wygodne.
Po drugie – temat reparacji został zamknięty w ramach uzgodnień aliantów po wojnie, naszą kasę wzięli Sowieci i mieli się z nami podzielić. Nie tylko się nie podzielili, ale jeszcze, znowu za zgodą aliantów, wyszabrowali nasze nowe ziemie zachodnie i wyłapali ludzi tam pozostałych (Ślązaków) do pracy w Sowietach. To wszystko było UZGODNIONE!
W świetle powyższego reperacje od Niemiec to ładny chwyt propagandowy i tyle, zresztą pani Merkel już położyła na stole negocjacyjnym Nord Stream II.

Czy jesteśmy całkiem bez szans? Absolutnie nie, ale nie w temacie „reparacje”. Mamy szanse i to spore, ale musimy się starać o odszkodowania nie za straty wojenne, a za działania w czasie okupacji. Podam przykład, mocno upraszczając:
Skutki bombardowania Warszawy we wrześniu 1939 to straty wojenne, bo Warszawa się broniła w trakcie działań wojennych. Zniszczenie Warszawy po Powstaniu (także mordowanie ludności cywilnej poza obszarem walk) to nie straty wojenne, tylko zwykłe zbrodnie władzy przeciwko ludności i za to należą się odszkodowania. Państwo polskie nie występuje tu samo z siebie, tylko w imieniu poszkodowanych. Co to zmienia? A to proste!

Po pierwsze – państwo działa wówczas jako pełnomocnik swoich obywateli, a więc nie może „przehandlować” odszkodowań za inne korzyści, po drugie – uzyskane kwoty idą do poszkodowanych, a nie do skarbu państwa. Jeżeli państwo polskie wystąpiłoby w imieniu obywateli, to także obywateli pochodzenia żydowskiego, których mienie w przeważającej części też zostało zrabowane przez Niemców (poza nieruchomościami). Musiałoby też wystąpić w imieniu obywateli wyrzuconych z Kresów i pozbawionych swojego mienia. Czyli przedstawiamy rachunki nie za wojnę, tylko za skutki grabieży i mordów na obywatelach polskich w czasie okupacji, kiedy to formalnie żadnej wojny z Polską już nie było, a to, co się działo, było działaniem władzy na terenach włączonych do Rzeszy lub przez nią administrowanych.
Takie postawienie sprawy uniemożliwia negocjacje „coś za coś”, to jest wystawienie rachunku przez Polaków. Oczywiście Niemcy natychmiast powrócą do tematu ziem zachodnich, ale to nie nasz problem. Niech wystawią rachunek aliantom czy Rosji za takie, a nie inne rozstrzygnięcia terytorialne. Myśmy się nie pchali do Szczecina ani nie rezygnowali ze Lwowa czy Wilna. Załatwiono to za naszymi plecami grubo wcześniej, zanim nawet powstała atrapa w postaci rządu lubelskiego.
-----------------------------------------------------------------------------------------

Mamy Brexit, a w przyszłym roku zaczynają się rozmowy dotyczące następnej „perspektywy finansowej” UE, po roku 2020. Czyli zaczynają się twarde negocjacje o kształt finansowania, podział kasy itp. Nasz sztandarowy projekt hubu komunikacyjnego pod Warszawą w ogóle nie istnieje w planach rozwoju UE, a trzeba wiedzieć, że plany te są uzgadniane w ramach wspólnej polityki transportowej, tzw. TN-T. Przekopania Mierzei Wiślanej, czyli nowej drogi wodnej, też raczej tam nie ma. Idę o zakład, że Niemcy zrobią wszystko, żeby to zablokować ze względu na własny projekt rozwoju metropolii berlińskiej i „autostrady wodnej” do Petersburga *.

Co to ma wspólnego z reparacjami? Ano to, że ktoś wymyślił, że mogą być metodą nacisku na Niemcy w ramach UE – ale nie będą, bo prawnie się tego nie da ruszyć. Jeśli naprawdę chcemy dostać kasę i jeszcze dobrze wszystkich postraszyć, trzeba iść metodą odszkodowań – ale wtedy nie ma już negocjacji, tylko sądy międzynarodowe.

Rzeczywistą metodą odpowiedzi na naciski Niemiec (i Rosji) jest hub gazowy dla Trójmorza oraz końcówka Jedwabnego Szlaku pod Łodzią, realizowane poza finansowaniem z UE. Czyli spokojne przyjęcie do wiadomości, że stara Europa chce wydzielić w ramach UE dwie prędkości i zamiast się z nimi spierać, trzeba pracować nad wzmocnieniem tej drugiej części, czyli byłych demoludów. Niech się Niemcy i Francja kotłują ze strefą euro, z imigrantami itp., ich problem. My zajmijmy się sobą, a im wystawmy rachunki obywatelskie za zbrodnie i rabunek w latach 1939/45.

Brzmi dobrze? Oczywiście – ale wymaga spójnej i bardzo inteligentnej gry na forach międzynarodowych. Przez dwa lata prezydent Duda znakomicie poruszał się w tym obszarze, błyskawicznie zdobywając zaufanie i wiążąc różne, misterne niteczki. W tym samym czasie premier Szydło ślicznie odgrywała na salonach UE szczerą, zatroskaną i przyjazną. A Waszczykowski urobił się jak wół, przygotowując to wszystko, uzgadniając wizyty, pilnując zaplecza. I co? Ano stał się jednym z pierwszych atakowanych ministrów.
W następnym etapie Macierewicz próbował przejąć uzgodnienia międzynarodowe z USA, nie tylko w zakresie obronności -  i wygryźć z tego Dudę, na końcu Kaczyński zaczął dyktować Beacie metody działania w UE. I co się zrobiło? Ano bardak do kwadratu. Teraz Morawiecki ma wszystko ponaprawiać, bo tak zdecydował Naczelnik.

Oby się nie skończyło tak samo jak z traktatem lizbońskim - dużo patriotycznego wrzasku, a potem i tak nas żarli bez popitki...


*https://www.salon24.pl/u/eska/398538,szukajcie-a-znajdziecie-res-publica-cd

*https://youtu.be/AuBbTeTx-4Q

Lubię to! Skomentuj62 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka