Aktor Zdzisław Maklakiewicz opowiadał w teatralnym bufecie: "Wychodzę z Teatru Starego, idę do Kameralnego, oglądam się odruchowo. Patrzę...idzie. No to przyspieszyłem kroku. Przechodzę przez rynek i staram się zgubić w Sukiennicach, ale oglądam się i widzę, że nadal idę. No to jeszcze bardziej przyspieszam kroku. Biegnę prawie. Idzie. Cały czas za mną idzie. Dochodzę do świateł, przebiegam na czerwonym, oglądam się, idę. Wchodzę do Kameralnego. Idzie. Dasz wiarę? Tak, dzisiaj za mną gorzała chodziła”.
Kiedy byłem w Kanadzie, słyszałem o tragicznej śmierci Maklakiewicza, ale nie wiem, czy to prawda. Znaleziono go wieczorem leżącego w pobliżu Bristolu. Był już martwy. Podobno został dotkliwie pobity.
Odszedł, mając tylko 50 lat.
Jego kreatywne, często improwizowane role uczyniły go wyjątkową postacią w historii polskiego kina.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)