Autor notki „Anatomia kłamstw Onetu w sprawie tajności rozprawy z Nawrockim” opisuje rzeczywistą sprzeczność, która wymaga wyjaśnienia. Jeżeli Onet najpierw wnosił o wyłączenie jawności, a później domagał się jej przywrócenia, powinien uczciwie przedstawić czytelnikom powody zmiany stanowiska. Przemilczanie wcześniejszego wniosku byłoby nierzetelne.

Jeden wódz, jedna partia, jedna prawda — i ani jednego niewygodnego komentarza.
Na tym jednak kończy się analiza, a zaczyna typowa pisowska agitacja.
Autor nie ogranicza się do krytyki postępowania Onetu. Bez przedstawienia dowodów buduje całą partyjną opowieść: Onet ma wspierać Tuska, niszczyć Nawrockiego, manipulować sądem, a wszyscy wyborcy KO mają bezmyślnie „łykać kit”. Winni zostali wskazani, motywy odgadnięte, a wyrok wydany jeszcze przed zakończeniem procesu.
To nie jest dochodzenie do prawdy, lecz dopasowywanie faktów do wcześniej przyjętej tezy. Każda wątpliwość działa na korzyść Nawrockiego, każde działanie Onetu zostaje uznawane za spisek, a ludzi o innych poglądach sprowadza się do roli „ciemnego ludu”.
Charakterystyczne jest również blokowanie możliwości komentowania osobom, które mogłyby zakwestionować tę narrację. Najwyraźniej autor chętnie oskarża innych o manipulowanie debatą, ale sam woli debatę bez niewygodnych głosów.
Onet powinien odpowiedzieć na pytania dotyczące jawności procesu. Autor notki powinien natomiast wyjaśnić, dlaczego zamiast trzymać się dokumentów, zamienił sprawę sądową w kolejny partyjny wiec poparcia dla Nawrockiego.
Propaganda nie przestaje być propagandą tylko dlatego, że jej autor nazywa ją „anatomią kłamstwa”.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)