38 obserwujących
504 notki
505k odsłon
  1384   5

Tusk wstrzyma topnienie lodowców

     Lodowce topnieją, co DT widział na własne oczy - i powiada, że jeśli się tego procesu nie zatrzyma, to czająca się za węgłem katastrofa klimatyczna nas dopadnie;  świadomość tego jest w Polsce przy obecnej władzy żadna i dlatego wyżej wspomniany wraca do kraju.  No, prawdę mówiąc - nie tylko dlatego, ale to był konkret, który najmocniej przemówił mi do wyobraźni - wyobraźni człowieka "wolnego od dylematów filozoficznych" i przez to myślącego prosto;  to, wedle słów samego przewodniczącego Partii Ludowej  (czy jak tam), nagabywania ze strony takich właśnie osobników skłoniły go do powrotu.  A ten wypadł, jak na mój gust - tak sobie.  No, bo tak: po tym całym szumie wokół powrotu uzasadnione było  spodziewanie, że będzie trochę jak u Babla: "on mówi smacznie. Jak on coś powie, to człowiek chciałby, żeby on jeszcze coś powiedział!".  I żeby było na koniec, jak w znanym wierszu: tata wrócił - i "ot, rozynki w koszyku!"  Rozynków i w ogóle niczego smacznego nie było, ale audytorium wyglądało na usatysfakcjonowane;  kolejny raz się pokazało, że co ja tam wiem o głębiach i meandrach zbiorowego platformianego intelektu...  Nie chcę więc moich oczekiwań rozciągać na fanów DT:  na nich zapewnienie, iż nie ma nic ważniejszego od walki z PiS - a więc że będzie, jak było - podziałało zapewne ożywczo.  Aha, było jeszcze, że program nie jest najważniejszy - byle tylko PiS-owi odebrać władzę;  te dwie kwestie mają najwyraźniej podkreślać trwałą ciągłość polityki PO, nie mającą ulegać żadnym zachwianiom także w przewidywalnej przyszłości.  Do tego padło parę zwyczajowych, a więc nie nowych napomknień o rozkradaniu wspólnego dobra przez rozbestwiony PiS, zdziwienie - że cud, iż wskutek niedołęstwa władzy nie wymarliśmy wszyscy - oraz wytknięcie szefowi rządzącej partii niezawiązanego buta.  Nie można też pominąć zapewnień. że jak o niego, znaczy - Donalda  Tuska chodzi, to on zasypia i budzi się z myślą o Polsce  (czy to nie nienormalne?), a włosów ma teraz mniej, bo je sobie w trosce o nią co rusz wyrywa.

   Jak do tego dodać wynurzenia Borysa Budki, że niby - sondaże PO wyglądają niewesoło, bo czas zarazy nie sprzyjał uprawianiu polityki  i wymagał raczej skupienia na obronie obywateli  (gdyby nie to - to ho, ho!) - to obraz tego zgromadzenia wydaje się być dość kompletny, a Budka swoją gołym okiem widoczną porażkę zamienia w sukces:  to zgodnie z jego inicjatywą Tusk wraca!   Jak by to powiedział stary góral:  - demiurg jaki, cy co?

    Znużony płynącymi z tego wszystkiego doznaniami przysnąłem w fotelu - i miałem sen;  "miałem sen!":  - sapiąc i dysząc drepcę, żeby zdążyć do roboty, a nie idzie  mi to łatwo:  osiemdziesiątka blisko, a to jest to, czego muszę doczekać, żeby zasłużyć na emeryturę.  A wcześniej, połykając w pośpiechu śniadanie - skromne, bo zgodnie z doktryną Tuska nie możemy zarabiać dużo, aby utrzymać konkurencyjność - posłyszałem w radiu o negocjacjach prowadzonych przez Radka Sikorskiego w sprawie zwrócenia Niemcom ziem, cośmy im bezprawnie zabrali;  pierwszym krokiem w tym kierunku było zasypanie tunelu w Świnoujściu i oddanie Niemcom wyspy, co od ręki rozwiązało tamtejsze problemy. Przy okazji Baltic Pipe podłączono do Nord Stream i to stamtąd będziemy mieli gaz. A nie dalej, jak wczoraj obejrzałem w TVN  (TVP już nie ma)  filmik pokazujący roboty wykonywane na Mierzei przez rosyjską firmę  (umowy dopilnował zaprawiony w rozmowach bez tłumacza Tomasz Arabski), polegające na zasypywaniu tego, czego natura nie chciała;  ech, jak w wierszyku z dzieciństwa: - ekskawator typ BM ryje ziemię twardym łbem!   Tak, tak - niewiele było trzeba czasu, aby po powrocie Tuska i przejęciu władzy wszystko wróciło do normy.  I nie jest tak, że dokonania PiS odrzucano bez zastanowienia - takie np. 500+ pozostawiono - tyle, że w formie dostosowanej do okoliczności:  ponieważ piniędzy znowu nie ma, co jest przecież normą,  to teraz rodzice wypłacają te 500zł od łebka państwu.

    Otarłszy pot z czoła tęczowym szalikiem  (noszenie tego jest teraz obowiązkowe, a za brak _ mandat!)  dobrnąłem do drzwi mojego zakładu pracy, a w progu - łup!  Nie schyliłem się wystarczająco przed zawieszoną na nadprożu plakietką z waginą i czerwoną zygzakowatą strzałką (to też obowiązkowe) - i przebudzenie, ale przebudzenie łagodne, bo to chyba natura litościwie spowodowała ocknięcie uznając, że koszmarów na jedno przedpołudnie dosyć.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka