Podejmując jakąkolwiek - nawet najzwyklejszą i na pozór niewinną czynność warto być przezornym, bo skutki mogą okazać się niespodziewane i w dodatku dotkliwe; to żadne odkrycie, ale bywa, że tę prawdę uświadamiamy sobie w wyniku całkiem banalnego wydarzenia. Coś takiego właśnie mi się przydarzyło, a rzecz miała się następująco:
Wybrałem się na przechadzkę i większość znajdujących się na mojej drodze jezdni przekroczyłem bez najmniejszego problemu, bo trzymam się przepisów - a i kierowcy, z którymi się w tych okolicznościach spotykałem, okazywali się podobnie prawomyślni i ostrożni; wszyscy - z wyjątkiem jednego, który śmignął przez przejście niemal po czubkach moich butów. Nie zidentyfikowałem osobnika za kółkiem i nie mogę twierdzić, że był to Minister Sprawiedliwości - ale wkluczyć tego także nie jestem w stanie, zwłaszcza, że od niedawna wiedza o tym, jak on się potrafi zachować na zebrze, jest powszechna.
No, dobra - szczęśliwie nic się nie stało, ale mogło! Przypuśćmy, że zostałbym potrącony; czekam na karetkę, a kiedy ona przyjedzie i czy w ogóle - to ostatnimi czasy nie jest całkiem pewne. Załóżmy jednak, że przyjeżdża i to w rozsądnym czasie, a więc tego dożywam; trafiam wtedy na SOR - i nie jest on zbyt odległy, bo pobliski szpital szczęśliwie nie został jeszcze - mimo dziury w NFZ - zamknięty. Ale na SOR - niespodzianka w postaci rodzącej kobiety, a może i dwóch; skutek dla mnie - przybierający postać konieczności czekania - oczywisty. Bądźmy jednak optymistami: wychodzę z tego wszystkiego obronną ręką, a po rekonwalescencji skarżę sprawcę uszczerbku na moim zdrowiu i uzyskuję korzystny dla mnie wyrok; wspaniale - ale ten wspomniany wyżej optymizm może okazać się nieco na wyrost, bo raptem wyjdzie na jaw, że wśród orzekających zaplątał się neosędzia. Powiedzieć, że kicha - to będzie najbardziej trafne.
Albo inaczej: za kierownicą siedział nie byle kto; nie twierdzę, że wspomniany minister - bo, jak zaznaczyłem, nie mógłbym tego dowieść. Może ktoś inny - np. Najsztub lub Cimoszewicz, ale to też tylko luźne przypuszczenie wywołane tym, że i oni mieli podobne przygody. I co wtedy? Sprawą zajmuje się sędzia z jakichś powodów nie wylosowany, lecz wyznaczony; czy przypuszczenie, że jednym z tych powodów mogłoby być usytuowanie tego sędziego wśród tzw. zaufanych - zasługuje na natychmiastowe odrzucenie? To poddaję pod rozwagę ewentualnym czytelnikom.
To, co powyżej - nie wyczerpuje wszystkich możliwości. Jestem osobnikiem krewkim i tuż po opisanym zdarzeniu miałem na końcu języka okrzyk: tfu - zgiń, przepadnij! Szczęśliwie jednak zmilczałem, bo podobnie, jak ta Pani Emerytka z Torunia - jak nic, mógłbym mieć w domu o 6 rano policję, a potem - po zawarciu przelotnej znajomości z zaufanym sędzią - wyrok. Nic wtedy nie pomogłoby odwoływanie się do Mickiewicza, który tych samych słów użył w jednej ze swych ballad; to szczęście dla niego, że już nie może być za to ścigany z 212 czy innego paragrafu. Tak, tak... najbłahsze nawet zdarzenie może zaowocować skutkami niespodziewanymi, a bolesnymi; takie są realia naszego czasu i naszego miejsca między Bugiem i Odrą... Miałem się wybrać na jeszcze jeden spacer, ale chyba odpuszczę - bo czy wobec możliwych, wyżej opisanych konsekwencji byłoby to przezorne? Raczej popatrzę w telewizor, a tam - rozpromieniony Premier chwali się załatwieniem dla Polski 44 miliardów ojro i ani słowem nie wspomina, że to tylko pożyczka; pożyczyć - i to na takich warunkach, jakie przy tym ustalono - to i głupi potrafi, a w dodatku to jego rozpromienienie zaczyna budzić obawę, iż rzecz nam - jak i przy innych jego działaniach - na dobre nie wyjdzie; podejrzenie, że za wspomnianą pożyczkę wreszcie kupimy te Caracalle - narzuca się najoczywiściej.
Na spacer wyjść - niebezpiecznie, gapić się w telewizor - też nienajlepiej; nieuchronnie pojawia się uzasadnione w takich razach pytanie: - co robić? Marcina Możdżonka lubię słuchać i staram się nie przegapiać jego obecności w telewizji; dziś powiedział on m.in., że Polacy mogą wyjść na ulice; jako odpowiedź na wyżej postawione pytanie - wypada to nienajgorzej. Jestem jak najbardziej za, ale jeśli z drugiej strony na rzecz spojrzeć - to jak wyjdą, ten dwukrotnie przeze mnie wspomniany minister może ich przejechać.





Komentarze
Pokaż komentarze (5)