
Bawiąc się w analizy szans wyborczych PiS i PO /Koalicja Obywatelska/ napisałem wczoraj:
„[W Polsce] nie da się wygrać wyborów bez poparcia środowisk gminno-parafialnych kompletnie pogubionych w wyżej wymienionych problemach zupełnie niedostrzeganych, a sympatie wyborcze lokujących wyłącznie na PiS za swojskość postaw obyczajowych, mocno krytycznych wobec polityczno-obyczajowych akcji LGBT oraz obfitości subwencji socjalnych kierowanych do najliczniejszych odbiorców obecnych właśnie w środowiskach gminno-parafialnych”
https://www.salon24.pl/u/foltynowicz/966312,polskie-wybory-2019-na-linii-startu
Notka nie tyle wyrażała niechęć do PiS, co krytykowała beznadziejną kampanię wyborczą PO nadmiernie koncentrującą się na europejskiej poprawności politycznej w sferze kulturowo obyczajowej, bliskiej inteligenckim środowiskom miejskim i zupełnie obojętne wymienionym przeze mnie środowiskom gminno parafialnym, od poparcie których będzie zależeć jesiennych wyborów.
Ten mój krytycyzm umocnił się jeszcze, kiedy wsłuchałem się w debaty telewizyjne polityków głównych nurtów politycznych, konkurentów wyborczych, gdzie z powagą godną zmartwień klimatycznych dyskutowano o słowach Rzecznika Praw Dziecka, który „chlapnął”, że klaps dany dziecku „w pupę” - choć naganny - nie jest jeszcze biciem. Słuchając przedstawicieli PO /Koalicji Obywatelskiej/ bardzo zmarkotniałem ich bezradnością w wyważaniu wagi problemów społecznych na tle prawdziwych polskich dramatów, np. w oświacie po „deformie” pani Zalewskiej, afery podsłuchowej Falenty, czy miażdżenie przez TSUE innej pseudo reformy sądownictwa, czy też samo kompromitacji się komisji śledczej w sprawie VAT albo zaniechań rozwojowych w przemyśle okrętowym /sławetna stępka promowa/: (Młodzi Demokraci z młodzieżówki PO przyszli do siedziby PiS, aby wręczyć tort dla premiera Morawieckiego. Z przypomnieniem, że od położenia stępki pod prom w stoczni szczecińskiej mija dokładnie rok i nic się nie dzieje.pod prom w stoczni szczecińskiej mija dokładnie rok i nic się nie dzieje).
Z zacięciem godnym wielkiej sprawy „wagi państwowej” politycy opozycji zupełnie zapomnieli, że polski elektorat gminno parafialny dokładnie rozróżnia bicie dziecka od „klapsa”, który choć trochę zaboli biciem na pewno nie jest.
Zaniepokojony kampanijną bezradnością opozycji powtórzę konkluzję mojej wczorajszej notki:
„Gdybym był spin doktorem moich wyborczych faworytów - czyli Komitetu Obywatelskiego - to bym im doradzał wyciągnięcie wniosków z cytowanych tutaj krytyk i refleksji ze strony osób o dobrej znajomości filozofii i psychologii tłumów, które (tłumy) przecież w wyborach powszechnych dominują. Subtelności intelektualnych refleksji ów tłum nie słucha, a przede wszystkim nie jest ich ciekaw. Czas zejść na ziemię!
Bardzo mnie swędzi ręka, żeby opozycyjnym dywagantom klapsowym dać dla otrzeźwienia właśnie solidnego klapsa.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)