65 obserwujących
1233 notki
1223k odsłony
  508   2

Ostatni dzień roku szkolnego

Wydaje się, że opisana zapaść finansowa w oświacie jest zdarzeniem trwałym, z którego wyjście - w dającej się przewidzieć przyszłości - jest niemożliwe. Po pierwsze możliwie wysokie mrożenie płac budżetówki jest jedną z podstawowych metod zwalczania przez rząd inflacji. Po drugie rządy PiS utrwaliły drabinę płac w budżetówce. Nauczyciele i urzędnicy państwowi znajdują się na dole tej tabeli. Jakakolwiek trwała podwyżka dla nich oznaczać musi proporcjonalnie wyższe podwyżki dla grup wyższych w hierarchii i jeśli rząd będzie się od tego migał, to grupy te potrafią postawić go do pionu, jak niegdyś policjanci ministra Brudzińskiego. A jak wygląda ta hierarchia? Spójrzmy, poniżej pensje zasadnicze:

pielęgniarka po szkole średniej od lipca: 5300 brutto,

szeregowy WP: 4560 zł brutto (żołnierze nie płacą ZUS)

policjant rozpoczynający pracę 4509 zł netto

nauczyciel dyplomowany u szczytu kariery: tymczasowo, do grudnia 4224 zł brutto. 

Wszystkie te zawody mają trzynastki, godziny nadliczbowe dodatki (za wykształcenie, rangi, warunki itp.) tak że stosowany przez MEiN wybieg z pensjami średnimi nie ma tutaj racji bytu.

W tej sytuacji wydaje się, że jedynym nominalnym. bo nie realnym podniesieniem pensji w oświacie jest zaproponowany przez min. Czarnka kanibalizm, czyli włączenie godzin nadliczbowych - których ostatnio przybyło - do pensum oraz zwolnienie części nauczycieli i przejęcie ich godzin przez koleżanki i kolegów. Rząd miałby wtedy mniej wstydu, ale problem pozostałby nierozwiązany. Póki co rząd PiS nie czuje się wystarczająco silny, by - wbrew nauczycielom - zmiany takie przeforsować, ale nie miejmy złudzeń, po wyborach, niezależnie od tego kto sformuje rząd, taki manewr zostanie przeprowadzony, choć będzie on bardzo trudny, jeśli bowiem zwalniać będą dyrektorzy to zwolnią najmłodszych - a tych i tak jest mało. Jeśli rząd, to wyrzuci najstarszych, co może skończyć się lokalnymi dramatami, zwłaszcza na prowincji. Jeśli jednak państwo będzie utrzymywało zarobki nauczycieli na poziomie robotników niewykwalifikowanych to cudów nie ma. Musi to oznaczać spadek poziomu nauczania, który już następuje, bo w szkołach zaczyna brakować kompetentnych nauczycieli matematyki, informatyki, języków, fizyki, chemii, biologii, a to przedmioty decydujące o sile i jakości gospodarki. Współczesna gospodarka idzie albo w taniość - co w UE jest niemożliwe - albo w wysokie technologie, a to wymaga kompetentnych szkół. Bez silnej, wymagającej od ucznia szkoły średniej, przynajmniej kilku mocnych uniwersytetów jedyną drogą rozwojową dla PL jest Mitteleuropa  - czyli rola dostawcy części, podzespołów, zdrowej żywności, prostych robotników i kobiet dla Niemiec. I przyznać trzeba, że aktualny rząd - pod hasłami suwerenności, niepodległości i silnego państwa - wytrwale w tym kierunku zmierza. Urzędnicy decydują bowiem o sile państwa w codziennych czynnościach. Szkoły i system edukacyjny o jakości kadr i tzw. duchu narodowym, czyli przywiązaniu do własnego państwa, narodu innymi słowy o tożsamości obywateli. Utrzymywanie w tych kluczowych sektorach kadr na poziomie płacy niewykwalifikowanego robotnika, nawet jeśli dojdą do tego 13-tki, godziny nadliczbowe, fundusze nagród oznaczać będzie nic innego jak stopniowy uwiąd i rozkład państwa polskiego.

Rządowi PiS przyznać trzeba, że zdaje się ten problem dostrzegać, rozwiązanie jednak jakie, wydaje się, próbuje wcielić w życie jest mocno kontrowersyjne. IMO jego istotę wyłuszczył prof. Nalaskowski w jednym z radiowych felietonów:  dzisiejsza szkoła jest niereformowalna, należy ją zniszczyć, zaorać i na surowym korzeniu zbudować nową strukturę. I zdaje się, że taką misję powierzono prof. Czarnkowi, którego działania - wsparte pomocą całego rządu - zmierzają do rozwalenia nauczycielskich związków zawodowych, jeszcze większego skłócenia i rozbicia środowisk edukacyjnych a przede wszystkim zniszczenia resztek prestiżu nauczyciela w społeczeństwie.  Czy to powiedzie się? Biorąc pod uwagę wszystkie ostatnie wielkie projekty PiS: Nowy Polski Ład, olbrzymie pieniądze z UE w ramach KPO, Mieszkanie Plus, domy bez zezwolenia, reformy sprawiedliwości, słowem każdy wielki program gdzie próbował zbudować coś pozytywnego, to szanse są mizerne. Ale na zbudowanie sensownej struktury. A jeśli chodzi o rozwalenie czegoś co istnieje? Kto wie? Pewnie w perspektywie 3-4 lat przekonamy się o tym. Gdybym miał przewidywać jak zakończy się trwająca właśnie krucjata PiS przeciw szkole to stawiałbym, że zakończy się to znaczącym osłabieniem szkoły publicznej na rzecz szkół prywatnych, w których uczyć będą się dzieci zamożnych rodziców. Oznaczać to będzie, że w trwającej ponoć walce III pokolenia AK z III pokoleniem UB, Prawo i Sprawiedliwość zapewni zwycięstwo IV pokolenia UB. Bo IV pokolenie AK wygrać może jedynie gdy zaistnieje silna, niezależna, wymagająca średnia szkoła publiczna. 


Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo