65 obserwujących
1249 notek
1237k odsłon
  133   0

W Dzień Nauczyciela min. Czarnek, jak Tusk, ucieka do Berlina

Pamiętam, że za dawnych czasów Dzień Edukacji Narodowej, zwany popularnie Dniem Nauczyciela był niemalże świętem państwowym. Uroczystości szkolne, gale, przemówienia ministra transmitowane przez radio i telewizje, programy w państwowej telewizji. Z czasem święto to coraz bardziej traciło swoją rangę, ale zawsze interesował się nim przynajmniej minister oświaty wygłaszający przemówienia w mediach ogólnopolskich, przekazujący listy itp. itd.

Jak to święto wygląda dziś w przedostatnim roku rządów II PiS?

Ano przed gmachem ministerstwa przedstawiciele 2 związków nauczycielskich protestują przeciw pauperyzaji i degradacji roli społecznej zawodu, Minister Edukacji Narodowej, I Nauczyciel RP, prof. KUL P. Czarnek  ucieka do Berlina gdzie zabawia rzeczami, które może zrobić każdego innego dnia (co zdaje się szczególnie uderzające, wydawało się dotąd, że filozofia zarządzania PiS polega m.in. na tym, że w momentach ważnych przywódca jest razem ze swoimi ludźmi, a nie ucieka od nich - jak Tusk do Brukseli), Premier Morawiecki, który otwierając 1 września rok szkolny w jednej ze szkół składał serdeczne życzenia uczniom, rodzicom ale jakoś zapomniał o nauczycielach cały dzień miał wypełniony obowiązkami, dopiero na parę godzin przed północą ktośtam sobie coś przypomniał i wrzucono na facebooku zwyczajowe życzenia ze starym zdjęciem. Jedynie prezydent zdobył się na trud napisania listu i zilustrowania go zdjęciem - być może nawet wcześniej niepublikowanym - ale wiadomo, żona nauczycielka

Wszystkie te elementy są tylko odpryskami szerszego procesu jakim jest deprecjacja edukacji, szkolnictwa w III RP w ogóle, za rządów PiS w szczególności. O skali tej deprecjacji za rządów PiS świadczą liczby: Gdy Prawo i Sprawiedliwość rozpoczynało rządy pensja zasadnicza nauczyciela dyplomowanego była o 1000 zł. niższa niż średnia krajowa, a pensja stażysty wyższa od minimalnej o 33%. Od stycznia rząd planuje by na poziomie minimalnej krajowej były pensje zasadnicze 40% nauczycieli (poczatkujący i mianowani - ale też duża część młodych naukowców na uniwersytetach) a pensja zasadnicza dyplomowanych była od minimalnej wyższa właśnie o jakieś 900zł czyli nawet mniej niż 1/3 - widać więc, że rząd dąży do deklasacji nauczycieli. 

W ciągu 7 lat rządów PiS dochody budżetu wzrosły o ponad 100%, w tym czasie pensje nauczycieli wg rządu wzrosły o 36%. Czyli z tej części budżetu, którą początkowo rząd Beaty Szydło przeznaczał na kształcenie młodzieży, rząd Morawieckiego zabrał jakieś 2/3 na inne cele. (Dodajmy jeszcze, że owo 36% to wzrost nominalny, bez odliczenia inflacji, ta zaś do 2022 wyniosła - dodawana nominalnie, bez kumulacji - 13,08%, jeśli w bieżącym roku inflacja ta wyniesie  15% i podobni w przyszłym to realne podwyżki za czasów PiS będą na minusie, tym bardziej, że dochodzi jeszcze bezpłatna godzina czarnkowa.)

Te dwie wyżej przytoczone wartości mówią nam jak niską wagę w rzeczywistości przykładają rządy Prawa i Sprawiedliwości do kształcenia polskiej młodzieży w Polsce. Ucieczka ministra Czarnka przed nauczycielami w Dzień Nauczyciela jest jedynie smutnym dopełnieniem tej rzeczywistości (niewiele zmienia to akademia w przeddzień święta, szczątkowo relacjonowana przez ministerstwo na facebooku).

Podstawowe pytanie brzmi jednak dlaczego? Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość oralnie tak mocno akcentujące rozwój i wzrost siły Polski i Polaków tak silnie deprecjonuje polską edukację? Może chodzi o to, że pieniądze dla szkół, na kształcenie dzieci, to de facto pieniądze dla samorządów z PO? Może o to by możliwie gładko wprowadzić do PL edukację włączającą którą wdrożenia podjął się resort min. Czarnka, a która zredukuje program nauczania w podstawówkach do poziomu osób z głęboką niepełnosprawnością (na poziomie 3-latka o czym alarmuje Radio Maryja)? Może o to, że nauczyciele to w większości nie jest elektorat PiS więc po co go futrować? 

Ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, może jednak ktoś z Państwa będzie umiał to zrobić.

 

Na koniec inskrypcja z jednego uniwersytetów z RPA krążąca po necie jak mem:

Zniszczenie jakiegokolwiek narodu nie wymaga użycia bomb atomowych czy rakiet dalekiego zasięgu. Wystarczy obniżyć jakość kształcenia i pozwolić uczniom oszukiwać na egzaminach.

Pacjenci umierają przez takich lekarzy

Budynki rozpadają się przez takich inżynierów

Pieniądze są marnowane przez takich ekonomistów i księgowych

Sprawiedliwość nie istnieje prze takich prawników i sędziów

System upada przez takich ustawodawców.

Upadek oświaty to upadek narodu.

 

 

PS

W miasteczku ZNP był też Donald Tusk razem z prezesem Broniarzem. Wygłosił przemówienie, potem jedna z nauczycielek spytała co PO robi dla nauczycieli bo ona wsparcia ze strony PO nie odczuwa. Tusk odpowiedział, że samorządy chcą ale są w bardzo trudnej sytuacji. Gdy inni nauczyciele chcieli zadać mu pytania Tusku uciekł. Tak samo jak Czarnek.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo