Blog
Zobacz jak kłamie Ewa Kopacz
foros
50 obserwujących 1037 notek 996503 odsłony
foros, 26 marca 2018 r.

Kto suwerenem w PL? Obywatele? Konstytucja? A może prawnicy?

306 4 0 A A A

Poniższa notka jest kontynuacją polemiki na temat konstytucji i jej faktycznego znaczenia a rolą obywateli jako suwerena. Konkretnie zaś jest to odpowiedź na pytanie użytkownika o nicku Johnny99. W związku z faktem, że trochę przekracza ramy twita publikuję na blogu.
link do dyskusji: https://twitter.com/Johnny9985...(link is external)

image

image

Konstytucja nie jest takim samym bytem co obywatele, ponieważ obywatele są żywym podmiotem sprawczym. Prawa są wyrazem ich woli. Prawa te mogą być spisane, przyjmują wtedy formy ustaw, uchwał, konstytucji, regulaminów. Mogą też być nie spisane a jednak obowiązujące, przykładem prawo zwyczajowe, wiece plemienne, ale i dzisiejsze funkcjonowanie wielu nieżyciowych regulaminów w różnych instytucjach, tudzież tzw. prawa martwe.
Inny przykład to ostatnie referendum przeciw odwołaniu HGW, wówczas na ok. miesiąc przed terminem nieformalnie Straż Miejska dostała nakaz nie wystawiania mandatów, który ponoć respektowała.  Kolejny przykład to wyroki TK które nie wchodzą w życie mimo ich ogłoszenia. Jest takich wyroków kilkadziesiąt.
Przykłady powyższe dowodzą, że to nie zapis jest prawem. Prawem jest to co jest stosowane przez ludzi. I to jest zasadnicza różnica między obywatelem a zapisem prawnym (np. konstytucją). Takie są fakty. Czy to stan pożądany czy nie? Odrębna dyskusja. Najistotniejsze jest, że fakty ale należy respektować.

Nie jest też konstytucja "najwyższym głosem suwerena". Gdyby tak było to oznaczałoby, że jej zapisy byłyby bezwzględnie szanowane. Tymczasem tak nie jest. Obowiązuje tutaj zasada opisana wyżej: to jest konstytucją co aktualnie zadecydują siły sprawcze w państwie. I w imię interesów tej siły jej elementy uprawomocniały prawa sprzeczne z konstytucją jako konstytucyjne.
Przykłady:
a. wyrok TK w sprawie komisji bankowej
b. wyrok TK w sprawie aborcji.
Nie są to jedyne przykłady ale najbardziej uderzające: 
- w przypadku komisji bankowej TK stwierdził - wbrew woli suwerena, który nic takiego nie zapisał - że NBP to instytucja niezależna od władzy sejmu.
- w przypadku aborcji TK stwierdził, że sejm złożony gł. z antychrześcijańskiej i proaborcyjnej lewicy (SLD, UW, UP) zakazał w PL aborcji.
Pod rządami jednego i tego samego prawa mamy więc do czynienia z dwiema sprzecznymi ze sobą interpretacjami, jak się okazuje obiema prawidłowymi.
Czego to dowodzi? Mianowicie tego, że konstytucja żyje. Ściślej zaś, że konstytucją nie jest to co jest w niej zapisane, lecz to co postanowią jej interpretatorzy głównie sędziowie + wysocy urzędnicy władzy wykonawczej od których  zależy wykonanie wyroków. I to oni są tak na prawdę konstytucją jak i suwerenem. 

Jeśli chodzi o wysokich urzędników władzy wykonawczej to obywatele maja na nich jakiś wpływ przez wybory. Dlatego to wybory są "najwyższym głosem suwerena" i suweren jest suwerenem.

 Jeśli jednak chodzi o sędziów kontrola najwyższego suwerena nad nimi jest praktycznie żadna, z wyjątkiem TK, gdzie jakąś pośrednią kontrolę społeczeństwo ma (wybór sędziów przez sejm). Sędziowie w PL to odrębny stan praktycznie w ogóle ze społeczeństwem nie związany: nie podlegają prawu powszechnemu (immunitet) mają własne sądownictwo, sami decydują o przyjęciu i wykluczeniu ze stanu poprzez mechanizm kooptacji. Do niedawna też sami decydowali o awansach, zakresie i kształcie władz stanowych (2/3 KRS to sędziowie wybierani przez sędziów w systemie kurialnym - czyli reszta władz ma w KRS do powiedzenia tyle co opozycja wobec Orbana na Węgrzech). 

Dodajmy też, że władza sądownicza ogółem dotąd wielokrotnie łamała zasadę trójpodziału władzy m.in. wchodząc w buty władzy ustawodawczej. Jaskrawym przykładem jest tutaj zasada, że w PL oskarżony ma prawo kłamać przed organami. Takiego prawa nie uchwalił żaden sejm. Wynika ono wyłącznie z interpretacji SN, której kulisy wyłuszczył niedawno sędzia Zabłocki: otóż była ona reakcją SN na zauważone nadużycia władzy wykonawczej w przesłuchaniach świadków. I tutaj pytanie czy władza sądownicza ma legitymację do wprowadzania takich zmian? Zgodnie z trójpodziałem nie. Skoro stwierdzono wadliwość przepisów powinna się tym zająć władza ustawodawcza bądź wykonawcza. Sądy nie mogą zmieniać przepisów. A jednak to robią. Bo de facto kodeksy też są warte jedynie tyle co papier, na którym je wydrukowano. Prawdziwymi kodeksami są prawnicyProkuratorzy i sędziowie, którzy decydują co w kodeksie jest napisane. Nie jest to może władza 100% - bo ramy wyznacza sejm -  ale mieści się w niej np. winny i niewinny oraz wymiar kary. A to już bardzo dużo. Jaskrawym przykładem sędziowskiej samowoli jest sprawa Kamińskiego et. cons., w której sąd wbrew obowiązującej zasadzie prawa materialnego wprowadził zasadę owoców zatrutego drzewa - dotąd w PL nie stosowaną i nie uchwaloną przez sejm. W ten sposób sądy - de facto Sąd Najwyższy - postawiły się - nie pierwszy raz - ponad władzą ustawodawczą. I władza ta nie ma żadnych instrumentów by to zmienić. Bo sędziowie każdy przepis mogą zinterpretować tak jak jest im wygodnie. Ew. pominąć go czy dojść do wniosku, że nie został naruszony. Przykład: zabranie przez sędziego 50 zł starszej kobiecie - SN stwierdził, że czyn ten nie był kradzieżą a sędzia który się go dopuścił nadal będzie orzekać.

Opublikowano: 26.03.2018 15:20.
Autor: foros
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie














free counters </ script> WAU_small ('33nm7mbknmq3 ") </ script > a counter

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Trwa jeszcze SD i pewnie będzie trwać
  • Skąd przekonanie, że Rostowski będzie coś mówił? Komisja wystosowała przeciw niemu...
  • @Amstern thx

Tematy w dziale Polityka