58 obserwujących
1091 notek
1062k odsłony
577 odsłon

Skąd patologie w dzisiejszej szkole w PL?

Wykop Skomentuj19

Świetny tekst jednego z nauczycieli z polskiej podstawówki/gimnazjum zastanawiający się m.in. nad tym jak to się stało, że zabójstwo w szkole w Marysinie Wawerskim było możliwe:


PYTAM. #ZATRZYMANIA

Siedzę przy kawie. Za oknem deszczowy majowy poranek. Patrzę na niusa, który właśnie wyświetlił mi się w telefonie i przypomina mi się D. D przyszedł do szkoły rejonowej i zawitał do mojej klasy wychowawczej. Dość szybko zorientowałam się, że ów osobnik dysponuje inteligencją w zakresie IQ 1-20, w zależności od bodźców behawioralnych. Nic więc dziwnego, że na zajęciach siedział jak na tureckim kazaniu. Rekompensował sobie stratę czasu bardzo intensywnym życiem towarzyskim. Tak więc rozwalał każdą lekcję, wagarował, wdawał się w bójki, zastraszał młodszych uczniów, pobierał haracze. Ku chwale ojczyzny D został objęty opieką psychologa i pedagoga, wyprodukowano tonę papierów opisujących od prawej do lewej "specyficzne trudności w nauce", założono obywatelowi specjalną teczkę, w której rzeczony kompletował imponujące portfolio dokumentujące własną demoralizację. Nawiązano także specjalny kontakt z Rodzicami, spisano kontrakty, udzielono porad pedagogicznych. D trafił także "za karę" do klasy równoległej. Komentarz dla niewtajemniczonych:dyrektor nie ma prawa zawiesić ucznia ani wyrzucić go ze szkoły. W nowej klasie szybko stał się gwiazdą. Koledzy z zapartym tchem śledzili jego kolejne akcje i totalną bezsilność dorosłych. Wszystkie możliwe organy szkoły nieustająco zaangażowane były w edukację D, a dni bez kolejnej "atrakcji" zaczęto poczytywać za świąteczne. D rozwijał się bardzo dynamicznie uzupełniając CV coraz nowszymi doświadczeniami. Pojawiły się więc problemy z nauką, akty wandalizmu, akcje z używkami - papierosy, alkohol, dopalacze, "maryśka" - którymi D bardzo życzliwie dzielił się z kolegami, zwłaszcza młodszymi, pobierając za to stosowną opłatę. Komentarz dla niewtajemniczonych: nauczyciel nie ma prawa przeszukać ani plecaka, ani rzeczy osobistych ucznia. Takie prawo ma tylko policja. Wyobraźmy sobie komendę policji, która każdego ranka wysyła swoich pracowników do wszystkich szkół w rewirze, by przeszukali plecaki potencjalnie "podejrzanych" o wnoszenie na teren szkoły używek, niebezpiecznych narzędzi, trujących substancji, urządzeń nagrywających itp. Paraliż służby mundurowej gwarantowany. A gdzie są Rodzice? - zapytacie. Otóż rodzice na każdym kroku nam pomagają i wyjątkowo kreatywnie troszczą się o bezpieczeństwo swoich ukochanych "bąbelków". Tu krótka uwaga. Podane niżej przykłady są w 100% autentyczne i wcale nie dotyczą szkoły w środowisku patologicznym. Pewna zapobiegliwa mamusia, obawiając się prześladowania swojego syneczka, zakupiła mu kij baseballowy, który oczywiście dzieciątko przemyciło do szkoły i "dla żartu" wypróbowało na piszczelach kolegi. Troskliwy tatuś kupił synkowi nóż bojowy, którym to latorośl postanowiła rzucać na boisku szkolnym. Myśląc o bezpieczeństwie córki, pewien uroczy ojczulek zakupił dziewczynce gaz pieprzowy. Ta oczywiście postanowiła zademonstrować jego działanie koleżankom. Dbając o karierę naukową dziecka, mamusia zakupiła synkowi arsenał, którego pozazdrościłaby niejedna pracownia chemiczna. Chłopczyk wraz z innymi nasto-geniuszami postanowili uruchomić w szkolnej łazience linię produkcyjną gazów bojowych. Efekt był spektakularny - rozpirzony w drobny mak pisuar, niedoszli chemicy ranni, a na osłodę ewakuacja szkoły i interwencja straży pożarnej. Ale najlepszy był epilog. Mamusia nie tylko nie poniosła "odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez dziecko", ale jeszcze złożyła skargę do kuratorium, że szkoła nie zapewniła bezpieczeństwa jej synowi. Komentarz dla niewtajemniczonych: za bezpieczeństwo uczniów w czasie zajęć odpowiada szkoła i jej pracownicy. Wyobraźcie sobie, jak ogromną odpowiedzialność poniósłby nauczyciel dyżurujący na boisku, gdyby nie zauważył zabawy nożem i ten zamiast w drzewo wbiłby się w czółko innego dziecka. Spróbujcie na boisku zaludnionym przez 1000 osób wyczaić wszystkich autorów kretyńskich pomysłów i tych, którzy właśnie postanowili w trybie natychmiastowym odwiedzić szpital. Powodzenia. Ale wracając do Rodziców naszego bohatera. Ich nienawiść i ataki na szkołę rosły wprost proporcjonalnie do zwiększającego się kalibru wyczynów synka. A chłopak rozwijał się błyskawicznie. Uznał, że właściwie jest mu w szkole bardzo dobrze, że pasuje mu fame - noooo, nie było takiego, który nie słyszał o D. Tak więc zatruwał wszystkim krew, dwa lata z rzędu nie dając nauczycielom szans na wypromowanie go do kolejnej klasy. W międzyczasie pojawiły się sprawy karne, kurator, pisma do sądu pisane przez pedagoga, jakaś rozprawa i wyrok. Negocjacje z rodzicami, by posłali D do ośrodka socjoterapii nic nie dały, bo przecież to "takie dobre dziecko". Pedagog stanął na uszach i gdy tylko D skończył 16 lat, załatwił mu miejsce w OHP. Co z tego, jeśli rodzice zdecydowanie odmówili takiego rozwiązania. Tak więc chcąc nie chcąc bawiliśmy się dalej - D. dokonywał coraz bardziej spektakularnych czynów, my usiłowaliśmy minimalizować straty i chronić własny tyłek. Szkoła zrobiła wszystko, na co prawo jej pozwalało, aby się gościa pozbyć. Tymczasem rodzice rozsyłali skargi do urzędu i kuratorium, a przerośnięty o dwa lata dryblas jakby nigdy nic zasuwał korytarzem między maluchami, demoralizował coraz młodsze dzieci i notorycznie stwarzał sytuacje zagrażające innym. W końcu D z czteroletnim poślizgiem, w wieku lat 17, w wielkich bólach, dzięki nieprzyzwoitemu wysiłkowi wszystkich nauczycieli dotarł do ostatniej klasy i ...przestał uczęszczać na lekcje. Ale żeby było zabawniej - przychodził do szkoły. Tak więc przez kolejne miesiące wszyscy byli postawieni w stan pełnego pogotowia i czujności. Zamiast zajmować się ważnymi sprawami, ciągle monitorowaliśmy, gdzie jest aktualnie D i co robi. O zaciągnięciu go na lekcje nie było w ogóle mowy. Rodzice twierdzili, że w czasie lekcji to nasz problem, policja także była bezsilna. O ile nie łamał prawa - mógł przebywać na terenie szkoły. Poszły kolejne pisma o nierealizowaniu przez D obowiązku szkolnego. Zamiast reakcji sądu i nałożeniu kary na rodziców, D. otrzymał...nauczanie indywidualne. Tym sposobem za dodatkowe pieniądze podatników D. zyskał 6. prywatnych korepetytorów. Zabawa trwała dalej - my przyjeżdżaliśmy na dodatkowe lekcje, D się nie zjawiał. My byliśmy zajęci innymi sprawami (np. wycieczką z klasą) D. radośnie pojawiał się w szkole. W końcu po wielu burzliwych rozmowach z rodzicami, D. postanowił mieć frekwencję minimalną do zaliczenia przedmiotów. Uffff... Udało się gościa jakimś cudem sklasyfikować i wypchnąć ze szkoły na dobre. Możecie wierzyć lub nie, ale prawie całowaliśmy próg szkoły, gdy D dumnie wymaszerował z budynku ze świadectwem. Jakby ktoś jeszcze nie zauważył praca nauczyciela w ogóle nie jest stresująca, a odpowiedzialność zawodowa "porównywalna z odpowiedzialnością pani na kasie w butiku". Pełen lajcik.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale