58 obserwujących
1091 notek
1062k odsłony
1727 odsłon

I blamaż nowego szefa MEN?

Wykop Skomentuj67

Minister Dariusz Piontkowski zorganizował dziś swą pierwszą konferencję prasową. Tematem głównym była rekrutacja do szkół średnich. Minister uspokajał rodziców, żę dla każdego ucznia znajdzie się miejsce w szkole średniej. Na pytanie dziennikarza Polsatu skąd różnice między stanowiskiem ministerstwa a np. tym co mówił prezydent Warszawy R. Trzaskowski, który twierdził, że brakuje 7 tysięcy miejsc.

Oto odpowiedź ministra Piontkowskiego:

Zgodnie z polskim prawem samorządy mają możliwość uczniowi złożenie aplikacji co najmniej do 3 szkół średnich. Część samorządów takich jak Warszawa nie wprowadziły żadnych ograniczeń, uczniowie mogą więc składać podania nawet do kilkudziesięciu szkół, to powoduje, że każdy uczeń w systemie rekrutacyjnym, także w Warszawie występuje w kilkunastu, nawet kilkudziesięciu miejscach. Jeżeli pan prezydent przyjmuje, że każde to zgłoszenie oznacza konieczność zapewnienia miejsca dla każdego z tych uczniów to się po prostu myli, ponieważ wszyscy wiemy, że ostatecznie wszyscy ci uczniowie wybierają tylko jedną szkołę, jeden oddział, jedną klasę, w której się będą uczyli. My ze swoich informacji, gdy porównujemy liczbę absolwentów szkół podstawowych i gimnazjów i liczbę miejsc w szkołach ponadgimnazjalnych i ponadpodstawowych widzimy, że miejsc dla absolwentów jest więcej.Stąd uważamy że nie będzie problemów.

Tak się składa, że obsługiwałem warszawski system rekrutacyjny, który od lat się nie zmienia.

Działa on w następujący sposób: uczeń wypełnia podanie i składa je do wybranej szkoły średniej - szkoły pierwszego wyboru. Podanie to uzyskuje unikalny numer identyfikacyjny. W tym podaniu uczeń wymienia do jakich szkół aplikuje, są to szkoły pozostałych wyborów. W systemie komputerowym uczeń funkcjonuje jako jedna jednostka - jeden rekord. Można go wyszukać po numerze podania, po peselu, po nazwisku i imieniu - ale te się mogą powtarzać. Nie ma jednak takiej sytuacji, że jeden uczeń się multiplikuje. Owszem z pozycji szkoły, jeśli sprawdzi się liczbę chętnych pojawiają się astronomiczne liczby - wszystkich którzy tę szkołę wymienili w podaniu, ale wystarczy zmienić widok na uczniów z pierwszym wyborem i od razu widzi się liczby realne.

I to jest pierwszy blamaż pana ministra. Minister może i nie wiedzieć jak w szczegółach wygląda rekrutacja w Warszawie, ale od czego ma ludzi? I dlaczego wypowiada się akurat o W-wie jeśli nie orientuje się w szczegółach? Od ministra wymaga się dbałości, jeśli już coś obwieszcza, to powinny być to słowa poważne, za które bierze odpowiedzialność, a nie ploty.

II blamaż to poziom umysłowości ministra. Załóżmy, że byłoby jak mówi: każdy uczeń w W-wie liczony byłyby co najmniej 3 razy, a często kilkanaście czy kilkadziesiąt (z reguły uczniowie poprzednio zawsze wybierali kilka szkół). Skoro uczniów jest kilkadziesiąt tysięcy, toż wtedy ci uczniowie liczeni byliby w setkach tysięcy, a nawet Trzaskowski mówił w maju o sumie nieco mniejszej niż 50 tys. Prawda zaś jest taka, że na dziś nie wiadomo ilu uczniów złoży podania do warszawskich szkół. Rok szkolny się nie skończył, nie wiadomo kto zdał, nie wiadomo kto pójdzie do szkół prywatnych i nie wiadomo ilu uczniów z miejscowości podwarszawskich złoży papiery do Warszawy. Na dzień dzisiejszy możemy więc tylko szacować, mniej lub bardziej udanie. Pewności nie może mieć nikt.

Gdyby minister orientował się dobrze w kwestiach oświaty, to powinien takie rzeczy wiedzieć. Jeśli nie zna szczegółów to w ministerstwie powinno być kilka osób, które te kwestie mają w jednym paluszku i powinno to co ja wyżej napisałem jasno nowemu ministrowi wyłożyć.

Bo w tych słowach ministra może być też i ziarno prawdy: mianowicie uczeń z takiej podwarszawskiej miejscowości może złożyć dwa podania, jedno do Warszawy, a drugie np. do Brwinowa. Wtedy 1 osoba może występować podwójnie, raz w systemie Brwinowa, raz z systemie W-wy. Nie wiem czy to systemy rozłączne, ale W-wa widzi tylko W-wę. Samorządy różne firmy wynajmują do robienia rekrutacji. Gdyby to był jeden system byłoby wiadomo ile jest unikalnych peseli, a tak przy rozłącznych systemach...

Ale to też Minister powinien wiedzieć, i wypowiadać się precyzyjnie, bo Minister Edukacji Narodowej nie może kompromitować się brakiem wiedzy, a jeszcze gorzej, błędną wiedzą na konferencjach prasowych. Bo jak inaczej ludzie będą mieć do niego zaufanie? A przecież na wzajemnym zaufaniu cała ta edukacja jeszcze się trzyma.

Przyznam, że po powołaniu Piontkowskiego na ministra byłem raczej optymistą, bo miał opinię dobrego nauczyciela. A teraz, po tym dzisiejszym występie... Potwierdza się tylko jedno: ten PiSowski MEN to najgorszy z dotychczasowych - zawsze kiepskich - MEN-ów.

Jest jeszcze nadzieja, że to ja się mylę, a Minister ma rację, że ostatnio zmienił się system komputerowy w W-wie. Wątpię jednak czy aż tak bardzo. Niestety.

Ale nadzieja jest, bo nikt z wyborczych, tvn-ów, itp. itd. nie pieje jeszcze o wpadce nowego szefa MEN.


UPD

aby być dobrze zrozumianym: nie kwestionuję generalnej myśli ministra: że w końcu każdy uczeń jakąś szkołę znajdzie. To oczywiste, jeśli uczeń nie da rady zrobi to za niego policja czy inny urząd, bo jest obowiązek szkolny do 18 roku życia. Kwestionuję sposób tłumaczenia ministra, świadczący, moim zdaniem o istotnych brakach w wiedzy odnośnie rekrutacji.

Dodajmy, że jeśli prawdą jest to co mówi Trzaskowski, że w W-wie jest o 4 tys. podań więcej niż miejsc to nie jest to wielki problem, bo część osób pójdzie do szkół prywatnych, część zostanie w miejscowościach podwarszawskich. Dużym problemem jednak byłoby gdyby minister przekazywał ludziom fałszywe informacje, albo gdyby nikt w MEN nie rozumiał na czym polega rekrutacja w W-wie. Bo skoro gubią się na tak - sumie mało trudnych - kwestiach, to co z tymi skomplikowanymi?

Wykop Skomentuj67
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo