9 obserwujących
144 notki
131k odsłon
924 odsłony

Czy dzieci w szkołach powinny uczyć się różnych treści na pamięć?

Wykop Skomentuj78

Zanim odpowiem na to pytanie, dowcip o policjantach (w oryginale to nie był dowcip o polskich policjantach).

Sierżant wchodzi na posterunek i widzi, jak dwu jego podwładnych skacze sobie do oczu, wymyślając wzajemnie od durniów i idiotów.

- Co jest?!

- A bo ten kretyn twierdzi, że woda wrze w 90 stopniach Celsjusza, a przecież woda wrze w 100!

- W jakich 100? Przecież wszyscy wiedzą, że w 90!

- I po co ta awantura - przerywa sierżant. - Rok temu przysłano nam specjalny komputer z bazami danych, encyklopedią i co tam jeszcze, a w dodatku podpięty pod ogromne zewnętrzne bazy danych, po to, abyśmy w każdej chwili mieli dostęp do potrzebnych informacji. I zamiast się kłócić, należy sprawdzić w komputerze i koniec sprawy.

Siadamy, wstukujemy w klawiaturę "temperatura wrzenia wody" i "enter" i już mamy odpowiedź...

Woda w normalnych warunkach wrze w temperaturze stu stopni ...

- No to co wrze w temperaturze dziewięćdziesięciu stopni ... - smutno pyta przegrany.

- Zaraz wpiszę "90 stopni" i "enter" ... i jest odpowiedź: "kąt prosty"! Czyli w 90 stopniach wrze kąt prosty!

Ten dowcip ma jednak bardzo ważne przesłanie: aby znaleźć poszukiwaną informację, trzeba najpierw dokładnie wiedzieć, czego się szuka. Jak piszą różni mądrzy ludzie to nie jest tak, że MY znajdujemy jakąś informację w Internecie. Ta informacja jest nam PODSYŁANA! Ona czeka na serwerach, aby zostać nam przesłana, gdy tylko zainteresujemy się podobnym tematem. Coraz więcej ludzi szukając ważnych dla siebie informacji, np. gdzie kupić uszczelkę do nietypowego złącza, ale nie zna nazwy producenta, musi przebić się przez wiele stron, bo dostał pół miliona wyników, w nieskończoność wyrażać (albo i nie) zgodę na "ciasteczka", kasować reklamy, cofać się, bo wyszukiwarka skierowała go na płatny serwis (albo przynajmniej wymagający zarejestrowania się) itd. itp. Internet coraz bardziej przypomina Demona Drugiego Rodzaju stworzonego przez genialnego Stanisława Lema.

Ale koniec końców, jeżeli dana uszczelka jest gdzieś przez kogoś oferowana, to na podstawie zdjęcia i/lub wymiarów, możemy się domyśleć, że jest to akurat ta, której szukamy. Ale jeśli nie jesteśmy specjalistą materiałoznawcą to ktoś może nam wcisnąć towar, który nie będzie spełniał naszych oczekiwań. Podobnie pewna moja znajoma podesłała mi tekst o "ukrywanej prawdzie" o sposobach leczenia zarażonych Covid19. Przeczytałem. Tekst proponował leczenie poprzez odkwaszanie organizmu (czego ten wirus nie lubi) i podawał tabelę różnych produktów spożywczych wg pH. W pewnym miejscu jak byk stało "awokado pH 15,6", a obok "mniszek lekarski pH 22,7"! Od razu wykasowałem tekst - chociaż wzywał do jego upowszechniania. Pytanie: ilu potencjalnych czytelników wykuło kiedyś na blachę definicję pH, aby wiedzieć, że podana wartość jest absurdalna? Raczej niewielu, reszta będzie łykać podawane tam treści jako 'prawdy objawione'. A co dopiero z tematami bardziej ogólnymi? Filozofia, sztuka, literatura, muzyka. Czy kwestiami tak fundamentalnymi jak wiara i światopogląd. Jeśli za młodu nie "wkujemy" zespołu bazowych wiadomości, w każdej chwili możemy znaleźć się na manowcach. Jak to onegdaj usłyszałem w wystąpieniu arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, który zwrócił uwagę na bardzo istotne zagrożenie dla młodego pokolenia: są dosłownie zanurzeni w Internecie, zalewani przez tysiące informacji, które są im w najlepszym wypadku całkowicie zbędne, a często gęsto nieprawdziwe i/lub szkodliwe. I ten stan powoduje totalny brak zrozumienia między młodymi ludźmi, a ich rodzicami czy nauczycielami. Jest to dokładnie sytuacja opisana w powieści "Rok 1984". Brak wspólnych definicji pojęć (te definicje przez starsze pokolenia zostały "wykute na blachę", a pokolenie młode ich nie zna) utrudnia lub wręcz uniemożliwia porozumienie. Jeśli młodzież nie uczy się religii katolickiej, to nie rozumie sensu takich pojęć, jak jabłko Ewy, uczta Baltazara czy syn marnotrawny. I wątpliwe, czy zechce tego szukać w google'ach. Raczej wzruszy ramionami i dalej będzie się emocjonować hashtagami dnia ...

Jakiś czas temu w pociągu słuchałem rozmowy licealistów. Zastanawiali się, po co nauczyciel każe im wkuwać nazwy stolic państw europejskich. Przecież można je znaleźć w internecie. A jak się znajdą w kinie na seansie filmu szpiegowskiego i będą słyszeć taki dialog:

- Jestem już w Lubljanie, a ty gdzie jesteś?

- W Helsinkach, Andrzej ponoć już czeka na kontakt w Kłajpedzie...

To co? Będą szukać na smartfonach gdzie leżą te miasta, aby zrozumieć, którzy z bohaterów filmu mogą się nazajutrz spotkać podróżując samochodem, a którzy będą musieli podróżować samolotem?

Po co przytaczam te oczywiste (mam nadzieję!) prawdy? Bo otóż jeden z poważniejszych kandydatów na urząd prezydencki powiedział (cytuję za Salonem24):

Wykop Skomentuj78
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo