Z punktu widzenia fizyki ruchu i teorii kolejek, suwak ma trzy miażdżące zalety:
- Maksymalizuje przepustowość: zamiast tworzyć jeden gigantyczny sznur aut i marnować kilometry asfaltu na sąsiednim pasie, rozkładamy tę samą liczbę pojazdów na dwa potoki. Kolejka jest fizycznie krótsza.
- Likwiduje chaos: koncentruje moment łączenia strumieni w jednym, ściśle zdefiniowanym punkcie. Koniec z falowym hamowaniem i przypadkowym wciskaniem się na dziesiątki metrów przed zwężeniem.
- Gwarantuje sprawiedliwość: jeśli kierowcy wpuszczają się w stosunku 1:1, system działa przewidywalnie. Każdy pas ma identyczny udział w przepływie przez wąskie gardło.
Przepustowość dyktuje najwęższe gardło, a zator można rozładować wyłącznie przez optymalne wykorzystanie przestrzeni przed nim.
I w ten logiczny układ wkracza bzdurna, plemienna kultura głupoty — z pełnym przeświadczeniem, że wie lepiej. Przez lata, zanim suwak wpisano do kodeksu, wtłaczano kierowcom do głów, by wcześnie opuszczali kończący się pas. Miało to sens przy małym ruchu i wysokich prędkościach, ale nie przy kilometrowych korkach. Do tego doszła prymitywna intuicja moralna rodem z peerelowskiego sklepu mięsnego: „kto grzecznie stoi w ogonku, ten jest uczciwy, kto omija kolejkę, ten cwaniak”. W efekcie w umysłach zakorzeniła się patologiczna „kultura wczesnego zjazdu”: zobaczyłem znak — od razu odbijam na otwarty pas. Czuję się szlachetny, kulturalny, a na każdego, kto mija mnie pustym pasem, patrzę z moralną wyższością jako na chama, który robi mnie w balona. Nawet jeśli to on jedzie zgodnie z fizyką i prawem.
Z punktu widzenia socjologii to podręcznikowy przykład toksycznej normy fałszywej. Badania są bezlitosne: wbrew logice, ludzie wcale nie uczą się tego, co realnie skraca im czas przejazdu. Uczą się tego, co głaszcze ich ego i pasuje do urojeń o sprawiedliwości. Kierowca, który zjechał za wcześnie, widzi, że pas obok jedzie szybciej. Jednak zamiast przyznać: „moja strategia to idiotyzm”, okopuje się w swojej oblężonej twierdzy: „świat promuje cwaniactwo, ale ja będę cierpiał za swoją uczciwość”. To klasyczny, potężny dysonans poznawczy. Gdy przez dekady budowałeś swoją tożsamość na byciu „porządnym”, przyznanie, że twoja porządność to w rzeczywistości ordynarne sabotowanie ruchu, boli bardziej niż tkwienie w korku. I dlatego ta norma sama nie zginie. Większość idiotów katuje tych, którzy próbują jeździć mądrzej: trąbią, blokują, zajeżdżają drogę, stygmatyzują. Aż w końcu racjonalny kierowca, dla świętego spokoju, zaczyna jeździć jak idiota — byle tylko dopasować się do stada.
Suwak staje się testem cywilizacyjnym. Inżynieria, twarde dane i przepisy mówią jedno: dojeżdżanie do końca poprawia bezpieczeństwo i skraca zatory. Jeśli mimo to większość wciąż traktuje to jak cwaniactwo, to problemem nie jest brak edukacji. Problemem jest to, że ludzie wyżej cenią własne dobre samopoczucie moralne niż rozum i realne korzyści dla siebie i ogółu. Suwak obnaża prawdę: kultura głupoty potrafi przetrwać zmianę prawa i dostęp do wiedzy, o ile tylko daje masom złudzenie bycia „dobrym człowiekiem”. Nawet jeśli w imię tego złudzenia kradnie się czas i nerwy tysiącom innych.
I dokładnie tę samą cywilizacyjną aberrację obserwujemy przy urnach w demokratycznych wyborach. Wyborcy, zarówno w teorii, jak i w bolesnej praktyce, widzą, że partia, której oddali głos, partaczy absolutnie wszystko i forsuje destrukcyjną ideologię. A jednak z tępym uporem głosują na nią dalej. Dlaczego? Bo tak się przyzwyczaili. Bo wdrukowano to w nich za młodu. Bo zbudowali na tym swoje bezmyślne, rzekomo „moralne” przekonanie o własnej wyższości i racji. To właśnie dlatego ten festiwal głupoty trwa tak długo i nie da się go zatrzymać żadnym logicznym argumentem. Żeby cokolwiek się w tym systemie zmieniło, pokolenie utrwalające tę głupotę musi po prostu wymrzeć. Dopiero na jego miejsce może wejść nowe, wolne od tego bagażu, nauczone od podstaw racjonalnych wzorców, wartości i cywilizacyjnych zasad. Kultura głupoty nie zanika, ona może tylko wymrzeć. By cokolwiek w Polsce się zmieniło, musimy niestety poczekać, aż idioci wymrą. Dlatego procesy społeczne trwają tak długo — raz utrwalonej głupoty wyplenić się nie da. Ja to nazywam społeczną inercją.
__________________
Dlaczego to rynek, a nie państwo, powinien budować autostrady? <- poprzednia notka
następna notka ->
__________________
Tagi: gps65


Komentarze
Pokaż komentarze (8)