Na tym polega farmakracja — to symbioza wielkich koncernów z aparatem państwowym. Państwo chce coraz większej władzy nad obywatelem. Urzędnicy chcą większych kompetencji, budżetów i kontroli. Eksperci chcą prestiżu i wpływu. Organizacje pacjentów chcą pieniędzy i miejsca przy stole. Politycy chcą pokazywać, że chronią zdrowie. A Big Pharma chce sprzedawać coraz więcej drogich produktów, najlepiej finansowanych nie przez klienta, lecz przez podatnika.
Interesy wszystkich stron zaczynają się zazębiać. Nie potrzeba wielkiego spisku, wystarczy uruchomić mechanizm, który potem sam się napędza. Mechanizm jest taki: więcej regulacji -> większa biurokracja -> wyższe koszty wejścia -> mniej małych konkurentów -> większa przewaga gigantów -> jeszcze silniejszy lobbying za kolejnymi regulacjami.
Dla małej firmy dodatkowy certyfikat, badanie, obowiązek dokumentacyjny, kontrola, wieloletnie postępowanie albo ryzyko gigantycznej kary może oznaczać bankructwo. Dla Roche, Pfizera czy Novartisu oznacza zatrudnienie kolejnych pięciu prawników i drastyczne zwiększenie zysków.
Jeszcze lepiej, gdy państwo równocześnie staje się klientem. Koncern nie musi przekonać chorego, żeby zapłacił dużo za terapię. Wystarczy przekonać ekspertów, urzędników i organizacje pacjentów, że produkt powinien zostać uznany za standard leczenia i refundowany.
Zysk jest prywatny, a gigantyczny rachunek rozchodzi się na miliony podatników.
Najbardziej wyrafinowany system nie polega na zwykłym przekupywaniu polityków. Polega na wpływaniu na całe otoczenie, które decyduje o tym, co jest chorobą, co jest właściwym leczeniem, jakie badania są potrzebne, jakie standardy obowiązują, które terapie są refundowane, kto może wejść na rynek i kto zostanie z niego administracyjnie wyrzucony.
Koncerny finansują badania, ekspertów, konferencje, edukację, organizacje pacjentów i całe struktury rzecznictwa. Państwo nadaje temu moc prawną. Organizacje społeczne dostarczają moralnej legitymizacji. I każdy może całkowicie szczerze uważać, że działa dla dobra pacjenta. A w istocie rozwija famakratyczną tyranię.
Big Pharma nie musi sterować każdym człowiekiem, nie musi go przekupić. Wystarczy tak ustawić bodźce, żeby urzędnik, ekspert, polityk i działacz instytucji pozarządowej, realizując własny interes, jednocześnie realizowali interes wielkiego koncernu. A potem taki układ produkuje kolejne ustawy zwiększające władzę regulatorów, komplikujące rynek, podwyższające bariery wejścia i eliminujące konkurencję.
To jest złe. Bardzo złe. Ten model biznesowy Big Pharmy doprowadził do Pierwszego Przekrętu Światowego. Koncerny farmaceutyczne na całym świecie zarobiły pierdyliardy, wywołując strach przed niegroźnym przeziębieniem wirusowym o śmiertelności półtora promila, czyli porównywalnym z sezonową grypą.
To była gra o sumie ujemnej. Świat sumarycznie na tym stracił. Miliony firm zbankrutowało, ludzie podupadli na zdrowiu, a przez załamanie się systemu ochrony zdrowia doszło to nadmiarowych zgonów niezwiązanych z wirusem. A wszystko po to, by drastycznie zwiększyć zyski Big Pharmy.
Ustawa Lex Szarlatan to tylko drobny element tej gry, która buduje totalitarne państwo terapeutyczne.
Służba zdrowie jest potrzebna, leki są potrzebne, lekarze są konieczni. Jednak nie potrzebujemy do tego państwa, wielkich koncernów i oligopolu. By się skutecznie leczyć, wystarczą ubezpieczenia, nauka, uczelnie medyczne, lekarze i miliony konkurujących producentów i prywatnych organizatorów służby zdrowia.
__________________
Polityk, który dokładnie wyliczył przyszłość, albo kłamie, albo nie rozumie ekonomii <- poprzednia notka
następna notka ->
__________________
Tagi: gps65


Komentarze
Pokaż komentarze (5)