Rynek najdroższy w historii w stosunku do PKB
Czy amerykańska giełda jest przewartościowana? Jeden z najczęściej cytowanych wskaźników sugeruje, że tak.
Chodzi o relację kapitalizacji indeksu Wilshire 5000 (najszerszego indeksu amerykańskiego rynku akcji, obejmującego niemal wszystkie notowane spółki) do nominalnego PKB Stanów Zjednoczonych. Ten wskaźnik, spopularyzowany przez Warrena Buffetta jako prosty test wyceny całego rynku, pokazuje, ile wart jest rynek akcji w relacji do wielkości gospodarki, którą te spółki obsługują.
Na wykresie poniżej widać, jak ta relacja zmieniała się od 1970 roku. Na początku lat 70. wskaźnik wynosił około 82%, po czym spadł do 35% podczas bessy lat 1973–1974. W kolejnych dekadach rósł i spadał wraz z cyklami na giełdzie: w szczycie bańki internetowej w 2000 roku sięgnął 143%, by po jej pęknięciu zjechać do 71%. Podobny schemat powtórzył się przed kryzysem finansowym z 2008 roku. Dziś skala jest jednak znacznie większa. Na koniec II kwartału 2026 roku wskaźnik sięgnął 234%, czyli najwyższego poziomu w historii i znacznie powyżej szczytu bańki internetowej.

Coraz większą część indeksu stanowi dziś garstka spółek technologicznych takich jak Nvidia, Microsoft, Apple, Alphabet, Amazon i Meta. Firmy te mają dużo wyższe marże niż przeciętna spółka giełdowa sprzed 30 czy 40 lat. Nie potrzebują fabryk ani dużego zatrudnienia, żeby generować zyski w skali globalnej, więc samo porównanie do krajowego PKB przestaje być dobrym punktem odniesienia dla ich wyceny.
Znaczenie ma też rosnący udział inwestowania pasywnego. Coraz więcej pieniędzy trafia automatycznie do funduszy indeksowych, niezależnie od tego, czy dana spółka jest akurat tania czy droga. Napływy z takich funduszy trafiają do spółek proporcjonalnie do ich wielkości, więc sztucznie podbijają wyceny największych graczy.
Do tego przez większość ostatniej dekady stopy procentowe były wyjątkowo niskie, co skłaniało inwestorów do akceptowania wyższych wycen akcji w zamian za brak dobrych alternatyw na rynku obligacji czy depozytów. Nawet mimo podwyżek stóp w ostatnich latach, rynek zdążył się przyzwyczaić do drogich akcji.
CAPEX na sztuczną inteligencję
Ile pieniędzy realnie kosztuje wyścig o sztuczną inteligencję? Odpowiedź daje CAPEX, czyli wydatki inwestycyjne, największych firm technologicznych zwanych hiperskalerami. Chodzi o Amazon, Microsoft, Alphabet i Metę, czyli spółki, które budują własne, gigantyczne centra danych na potrzeby chmury i modeli AI.

Powyższy wykres, opracowany przez Goldman Sachs, pokazuje, jak rosły i mają rosnąć łączne nakłady inwestycyjne tych firm. W 2023 roku CAPEX hiperskalerów sięgał niewiele ponad 150 mld USD rocznie. W 2025 roku było to już ponad dwa razy więcej. Konsensus rynkowy (większość analityków) zakłada, że w 2026 roku wydatki zbliżą się do 750 mld USD, a w 2027 roku przekroczą 900 mld USD.
Analitycy banku uważają jednak, że te szacunki są zbyt zachowawcze. Bank spodziewa się, że w 2027 roku CAPEX hiperskalerów przekroczy 1 bln USD, a w scenariuszu optymistycznym może zbliżyć się nawet do 1,4 bln USD.
W praktyce oznacza to, że w ciągu czterech lat wydatki największych firm technologicznych na infrastrukturę AI mogą wzrosnąć niemal dziesięciokrotnie. To skala, jakiej pojedynczy sektor gospodarki rzadko doświadcza w tak krótkim czasie i jeden z powodów, dla których wskaźniki wyceny amerykańskiego rynku, o których pisaliśmy wyżej, wyglądają dziś tak, a nie inaczej.
Czytaj dalej: Ropa płynie, paliwa brakuje – lipiec 2026 na wykresach
Czym jest wskaźnik CAPE? Jakie są jego wady i zalety?
Autor: Bartosz Piwko


Komentarze
Pokaż komentarze (1)