28 obserwujących
355 notek
301k odsłon
584 odsłony

Jak wyleczyć nieuleczalne?

Trader21
Trader21
Wykop Skomentuj1

Drodzy Czytelnicy,

dzisiejszy wpis będzie totalnie inny niż każdy, jaki napisałem w przeciągu 6 lat istnienia bloga. Nie będzie on bowiem odnosił się ani do ekonomi ani geopolityki ani finansów. Będzie on dotyczył problemu stwardnienia rozsianego.

Mianowicie, prawie dekadę temu ktoś z mojej rodziny zachorował na stwardnienie rozsiane. Od wielu lekarzy - specjalistów z medycyny akademickiej usłyszeliśmy iż, jest to nieuleczalna choroba o podłożu autoimmunologicznym. W uproszczeniu, układ odpornościowy jest za silny i atakuje zdrowe komórki doprowadzając do stopniowego wyniszczenia układu nerwowego. Dostępne lekarstwa mogły co najwyżej spowolnić postęp choroby. To, co mówią lekarze przyjęliśmy za pewnik. Po trzech miesiącach „cudownej” terapii lekami immunosupresyjnymi okazało się że „lekarstwo” zabije cię szybciej niż choroba. Wszystkie leki czy zalecenia poszły w odstawkę. 

Zacząłem czytać, czytać i czytać. Szybko natknąłem się na terapię komórkami macierzystymi, które błyskawicznie usuwają uszkodzenia rdzenia czy mózgu, ale nie rozwiązują problemu. Spróbowaliśmy, działa, ale co z tego skoro komórki mogą tylko kupić trochę czasu. Dalej szukałem przyczyny. 

W 2010 roku trafiłem na wpis człowieka, u którego udrożniono zwężone w nienaturalny sposób żyły szyjne, w efekcie czego natychmiast cofnęło się wiele symptomów. Aby dotrzeć do jego wiedzy (mówiąc wprost) kupić jego wiedzę i kontakty zapłaciłem za kolejną operację, na którą bezskutecznie zbierał środki. Po kilku dniach miałem dostęp do 3 specjalistów z Austrii, Włoch i USA, którzy badali temat. Procedurę udrażniania żył u pacjentów z MS nazwano CCSVI. 

Efekty stosunkowo prostego zabiegu angioplastyki były w niektórych przypadkach na tyle spektakularne, że pacjenci, dla których wcześniej nie było nadziei uwierzyli, że może jednak wyjdą z tego bagna. Niestety, jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać kliniki udrażniające żyły szyjne, traktując pacjentów jako dojne krowy. Dwudziesto minutowy zabieg w znieczuleniu miejscowym i następny proszę. Nikt się nie zastanawiał czy problemem są wyłącznie żyły szyjne czy może coś więcej. Co gorsza, były kliniki które niszczyły ludziom zastawki doprowadzając do pogorszenia stanu zdrowia. Po 3 latach metoda ta miała tylu zwolenników ilu przeciwników. Niektórzy widzieli w niej nadzieję. Inni próbowali jej zabronić. Ostatecznie sprzedaż leków, które co najwyżej mogą spowolnić postęp SM (jednocześnie wywołując inne problemy) jest bardzo dochodową gałęzią. Z drugiej strony, ciężko się dziwić negatywnemu nastawieniu środowiska medycznego do procedury niesprawdzonej w badaniach (za które niewiadomo kto miałby zapłacić), a które jednocześnie mogłaby dowieść, że pacjentów z MS leczono w niewłaściwy sposób przez ostatnie 30 lat. 

Na zabieg w najbardziej znanych polskich klinikach się nie zdecydowaliśmy ze względu na wątpliwości co do jakości procedury oraz ryzyka. Po pewnym czasie pomogliśmy uruchomić program CCSVI w szpitalu Medicover w Warszawie. Poddaliśmy się operacji. Lekarz prowadzący mimo ewidentnych wskazówek z MRI (rezonans magnetyczny) nie znalazł problemów z odpływem krwi z mózgu. Tak widocznie miało być. Innym ta procedura pomogła w mniejszym lub większym stopniu. Najbardziej spektakularną zmianą było odzyskanie wzroku u 25-letniej pacjentki.

 Fragment dokumentacji Anny B…..

„12 godzin po zabiegu obudziłam się w nocy i jakby ktoś zdjął zasłonę z mojego oka, mogłam czytać w telefonie tym chorym okiem. Po tygodniu od zabiegu oko całkowicie było zdrowe. Okulista z czeterdziestoletnim stażem był w szoku, nie chciał wierzyć, że nie przyjmowałam sterydów”  

W każdym razie mój przyjaciel z Austrii (laureat złotego medalu INSDV za pionierskie badania nad przewlekłą mózgowo-rdzeniową niewydolnością żylną i jej związkiem z SM), stwierdził jasno: to nie jest tak, że deformacji nie ma. Lekarze wykonujący zabieg po prostu ich nie znaleźli. Kilka dni później pomógł mi umówić zabieg w Nowym Jorku.


Różnica drastyczna. W Polsce, jak i praktycznie we wszystkich klinikach tego typu na świecie, podawano płyn kontrastowy i przez kilkanaście sekund obserwowano jak krew odpływa z mózgu. W USA przez 3 godziny Prof Sclafani sondą z kamerą badał każdą żyłę od szyi w dół. Nie dziwi więc, że znalazł kilka deformacji, nie tylko w żyłach szyjnych, ale i w żyle nerkowej. Po zbalonowaniu feralnych miejsc i przywróceniu prawidłowego krążenia krwi natychmiast zniknęło 80% symptomów. Ktoś, kto przed zabiegiem mógł przejść 50-100 m, następnego dnia przeszedł 4 km. Przez kolejne 1,5 roku stan nieustannie się poprawiał, po czym niektóre symptomy zaczęły wracać.

Przyjaciel z Austrii na bazie MRI wypowiedział się jednoznacznie. Mamy do zoperowania deformacje, ale w żyłach wewnątrzczaszkowych. Problem jest taki, że nie operuje się tego nigdzie na świecie. Sal z NY wykonuje zabiegi na najwyższym poziomie, ale wyłącznie od podstawy czaszki w dół. Poza tym IVUS (usg wewnątrznaczyniowe) daje niezły obraz wnętrza żyły, ale kluczem do rozwiązania CCSVI jest zbadanie całego układu żylnego od zatok żylnych wewnątrzczaskowych po żyły nerkowe wraz z pomiarem ciśnienia, bo to co kamera przeoczy na pewno wychwycą czujniki ciśnienia.  

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości