25 marca, lubelscy przewodnicy turystyczni zorganizowali, promocję książki Roberta Kuwałka „Obóz zagłady w Bełżcu”. Ukazała się nakładem Państwowego Muzeum na Majdanku.
Autor opisał całą historię obozu – do decyzji o jego powstaniu, poprzez funkcjonowanie, likwidację, oraz losy tego miejsca pamięci po wojnie.
Informacje o sprawcach gigantycznego ludobójstwa w Bełżcu, pochodzą z archiwów niemieckich, dotychczas nieznanych w Polsce. Są również nowe ustalenia liczby ofiar.
Spotkanie z autorem, było kopalnią wiadomości dla wszystkich osób zainteresowanych historią.
Wydarzenia związane z historią zagłady Żydów, autor przedstawił jako doskonale przemyślaną, metodyczną akcję. Najpierw były to decyzje. Potem budowa gett. Następnie zagłada polskich Żydów, zgromadzonych w tych gettach, żeby „zrobić miejsce” dla transportów z zachodu i południa Europy. Już 13 marca 1942 r, przybył do Izbicy transport Żydów z czeskiego Terezina.
Deportacja Żydów z Kraśnika była własną inicjatywą miejscowego, okupacyjnego starosty. Po prostu chciał przenieść siedzibę starostwa ze zniszczonego Janowa Lubelskiego.
I potrzebował lokali.
Robert Kuwałek ciekawie omówił też historię likwidacji lubelskiego getta, jego podział na część A i B i ich granice. O tym, kto w jakiej części się znalazł, decydował fakt, czy ma pracę czy nie. Bywały sytuacje, że Żydzi z lubelskiego getta dobrowolnie zgłaszali się do transportów, jadących do Bełżca. Sądzili, że jadą do obozu pracy. Niemcy określali Bełżec jako ‘stacja celu końcowego”. Ponura prawda wyszła na jaw dopiero po jakimś czasie.
Aby nie wzbudzać podejrzeń u przybyłych do obozu, zamontowano nawet atrapy pryszniców. O przeznaczeniu urządzeń budowanego obozu nie mieli pojęcia polscy robotnicy, zatrudnieni przy pracach budowlanych. Pod koniec 1941 roku zostali odesłani do domu. Ich miejsce zajęli Żydzi z Lubyczy Królewskiej, którzy potem zginęli w obozie.
Sztab deportacji z lubelskiego getta, mieścił się w restauracji przy Lubartowskiej, należącej…do Żyda. Autor pokusił się o dotarcie do przedwojennych książek telefonicznych. Wśród spisu abonentów nie było właściciela owej restauracji. Znaczy to, że telefon został założony później, prawdopodobnie specjalnie na potrzeby deportacji. Deportacja odbywała się w sposób niezwykle brutalny. Tą brutalnością byli zszokowani nawet oficerowie Abwehry, którzy obserwowali akcję. Z lubelskiego getta, podczas jego likwidacji, wywieziono 26 tysięcy ludzi. Dalsze 1,5 tysiąca, według szacunków lubelskiego podziemia, zastrzelono podczas akcji. Codziennie do Bełżca wyjeżdżał z Lublina transport 1400 – 1500 osób.
Jedną z „inicjatyw” kierownictwa bełżeckiego obozu, było skonstruowanie atrapy samochodu pocztowego. Tak naprawdę była to komora gazowa, w której wykorzystano spaliny. W ten sposób wymordowano osoby niepełnosprawne, w tym Ukraińców z okolic Bełżca.
Załogę wartowniczą Bełżca stanowiło kilkuset ukraińskich i białoruskich wachmanów. Załoga SS to ok. 20 osób. Wśród wachmanów zdarzały się bunty i dezercje. W tej strasznej, obozowej rzeczywistości miały miejsce…mecze, rozgrywane między SS – manami a więźniami.
Wydanie ksiązki Roberta Kuwałka zbiegło się w czasie z publikacją „Złotych żniw” Jana Tomasza Grossa.
Ale to po prawdziwie historyczną publikację Kuwałka warto sięgnąć. Zamiast po bzdety Grossa.
Polecam!
Inżynier Obserwator
Robert Kuwałek
„Obóz zagłady w Bełżcu”
Państwowe Muzeum na Majdanku, Lublin 2010




Komentarze
Pokaż komentarze (10)