6 obserwujących
80 notek
81k odsłon
  3646   0

Uniwersytety elitarne w Polsce ? - Wolne żarty, Mocium Panie

Collegium Maius UJ
Collegium Maius UJ


Kongres Kultury Akademickiej, krytyka Gazety Wyborczej


Świetnie pamietam wystąpienie minister Bobińskiej kilka lat temu na krakowskim Kongresie Kultury Akademickiej. Było ono nieprawdopodobne i całkiem do rzeczy, mimo tego że prof. Bobińska reprezentowała (po odsunięciu min. Kudryckiej) ówczesny rząd PO. A jednak. W tym czasie ukazało się szereg opinii, podobnych w sensie jej wystąpienia, o dziwo, również ze strony Gazety Wyborczej. Wygląda więc na to, ze GW miała się wtedy ostro zabrać za establishment UJ. [Widać nie poznano sie jeszcze na walorach jego prawników :-) - JK]


  1. wywiad w Gazecie Wyborczej z prof. Maciejem Żyliczem, prezesem Fundacji na rzecz Nauki z 9 sierpnia 2014: "Uczelnie nie zatrudniają młodych, świetnych naukowców, bo etaty blokują ci, którzy tylko pozorują pracę naukową ... W światowych rankingach jesteśmy na 22. miejscu. Są dziedziny, w których jesteśmy silni. …system uprawiania nauki w Polsce jest tak skonstruowany, że ci zdolni nie mogą się przebić. Polski system uprawiania nauki jest niedrożny. Nie stworzyliśmy mechanizmu eliminującego z instytucji naukowych te osoby, które tylko pozorują pracę. Znam dziesiątki przypadków, kiedy świetny naukowiec chce wrócić do Polski po latach zdobywania doświadczeń na świecie i nie ma dokąd. Poprzedni rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Karol Musioł poprosił kiedyś wydziały swojej uczelni, żeby zaproponowały własne wskaźniki oceny naukowców. - Okazało się, że jedna trzecia naukowców ma rzeczywiste wyniki, jedna trzecia pracuje przeciętnie, a jedna trzecia nie robi kompletnie nic." 
  2. A teraz fragmenty pięciu wystąpień w dyskusji opublikowanych wtedy (równocześnie) przez GW: - "Głównym problemem jest to, ze przy NORMALNYCH (a nie pojedynczo czy krotkotrwale rozbuchanych supergrantem) pensjach tylko desperaci (świadomi przeciętnosci) albo idealiści zostają [w kraju - JK]." - i dalej: "Sednem problemu jest organizacja pracy. Przecież ci sami ludzie, którzy tutaj biją głową w ścianę, po wyjeździe na Zachód dają sobie radę, niczym nie odstają od swoich zachodnich kolegów? Wracają do kraju, a tu - Czarna Dziura". - "...pensja jaką oferuje uczelnia w Polsce dla młodego naukowca jest ŚMIESZNA" - "A słyszeli Państwo Profesorowie i Politycy, że UE wprowadza zasadę ograniczania możliwość pobiera wynagrodzeń uzupełniających z grantów? Bo zakłada, ze naukowiec jest godziwie wynagradzany w zatrudniającej go instytucji. A do tego Polsce jak do nieba …" - "od 40 lat słucham tej samej dyskusji…Wyjechałem mając 30 lat. W Polsce nigdy nie będzie nauki stosowanej bo nie ma przemysłu, który finansuje takie badania. Na uczelniach powinno się pozostawić tylko niezbyt kosztowne badania podstawowe, o ile maja przyzwoite wyniki, …". I tak dalej.  
  3. A teraz smaczki z wywiadu z prof. Andrzejem Jajszczykiem (udanym szefem Narodowego Centrum Nauki - polskiej rozdajni grantów). Z Gazety Wyborczej (26 lipca 2013): "Chciałbym, żeby nakłady publiczne na badania podstawowe i stosowane były (w Polsce) choć równoważne! - Zacytuję słynnego astrofizyka, noblistę George’a Smoota: Gdybyśmy finansowali wyłącznie badania stosowane, to produkowalibyśmy jedynie coraz lepsze dzidy. To badania podstawowe odsłaniają ludzkości nowe horyzonty. Garstka polskich uczonych to poziom światowy, sporo jest przeciętnych i niemało bardzo słabych. Tym ostatnim nie dałbym pieniędzy na badania." - Ja także :-)
  4. Na koniec znów Gazeta Wyborcza, nieco później bo z 24 stycznia 2015. Mówią dwie humanistki, dr Nicole Dołowy-Rybińska i dr Agnieszka Pasieka: "Jak długo można powtarzać, iż najlepsi nie znajdują w Polsce miejsca i wyjeżdżają? Mobilność, hasło odmieniane przez wszystkie przypadki przez Unię Europejską i innych grantodawców, jest w gruncie rzeczy ściśle związana ze stabilizacją. Dużo łatwiej wyjechać na rok lub dwa ludziom, którzy wiedzą, że mają do czego wracać; dla których wyjazd na zagraniczne stypendium oznacza jedynie konieczność wzięcia urlopu naukowego i podnajęcia mieszkania, nie zaś pakowanie na rok lub dwa lata całego życia. Dużo łatwiej wyjeżdżać, jeśli ma się do czego wracać. -To właśnie od obrotnego promotora pracy doktorskiej zależy na polskich uczelniach wiele: najpierw jakieś tam zajęcia, potem pół etatu; profesor radzi cierpliwie czekać, albowiem wiadomo, że X. z jego zakładu będzie odchodził na emeryturę za parę lat, no więc proszę się przemęczyć te dziesiąt miesięcy i zwolni się etacik. -Tyle że polscy naukowcy woleliby wreszcie zacząć normalnie zarabiać, a nie dorabiać, przeznaczając pieniądze z grantów na badania, zakup sprzętu i książek, a nie na dokładanie do pensji lub wyjazd dziecka na wakacje. Woleliby też móc myśleć, że bez grantu badań co prawda nie zrobią, ale regularna pensja pozwoli ich rodzinie normalnie funkcjonować, im zaś realizować przynajmniej podstawowe zadania badawcze". - Przypominam, że to wszystko w temacie upadku nauki polskiej w czasach PO pochodziło z Gazety Wyborczej. 


Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo