W świecie amerykańskiej polityki widzieliśmy już wiele, ale Donald Trump potrafi zaskoczyć nawet najbardziej doświadczonych komentatorów. Na zakończenie konwencji w Dallas były prezydent USA przesunął granicę politycznego show, zamieniając wiec wyborczy w religijne ślubowanie. Jeżeli ktoś uważał, że standardowa zachęta do pójścia na wybory wystarczy, polityk udowodnił, iż gra toczy się o znacznie wyższą stawkę, sięgającą wręcz kwestii zbawienia duszy.
Podczas finałowego przemówienia w Teksasie Donald Trump postanowił osobiście upewnić się, że jego zwolennicy nie zostaną w domach. Zamiast tradycyjnych apelów o poparcie nakazał zgromadzonemu tłumowi podnieść prawe ręce i powtarzać za sobą słowa bezwarunkowej przysięgi. Formuła prepared przez polityka nie grzeszyła skromnością, ponieważ zgromadzeni w Dallas zwolennicy powtarzali słowa przyrzeczenia składanego najlepszemu prezydentowi w historii, który kocha ich do utraty tchu. Trump, mówiąc w imieniu swoich sympatyków i odnosząc się do samego siebie w trzeciej osobie, stworzył rzadko spotykany w nowoczesnych demokracjach spektakl absolutnej personalizacji władzy.
Sama przysięga lojalności to jednak za mało, by zagwarantować pełną frekwencję, dlatego potrzebny był jeszcze mocny motywator. Trump postanowił sięgnąć po retorykę metafizyczną i bez ogródek oświadczył zebranym, że stawka tych wyborów wykracza poza ziemską politykę. Dodał przy tym, że osoby unikające głosowania trafią prosto do piekła. To mocne ostrzeżenie idealnie wpisuje się w strategię budowania atmosfery politycznego Armagedonu, którą były prezydent z powodzeniem stosuje od lat. Dla jego twardego, często głęboko religijnego elektoratu takie słowa brzmią jak wezwanie do świętej wojny o przyszłość kraju.
Wystąpienie w Teksasie to kolejny dowód na to, że Trump nie prowadzi zwykłej kampanii wyborczej, lecz buduje ruch oparty na emocjach, wierze i bezgranicznym zaufaniu do lidera. Nadchodzące wybory zadecydują o układzie sił w Kongresie, ale dla jego sympatyków mają być przede wszystkim testem lojalności wobec człowieka obiecującego powrót do wielkości. Choć straszenie piekłem i wymuszanie przysiąg może odstraszyć umiarkowanych wyborców, w tej grze chodzi o maksymalne podgrzanie emocji wśród najwierniejszych zwolenników.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)