Jan Bodakowski Jan Bodakowski
60
BLOG

Biografia arcybiskupa Lefebvrea promowana nawet w posoborowych mediach

Jan Bodakowski Jan Bodakowski Kultura Obserwuj notkę 0
Dawno dawno temu, w czasach kiedy ludzie czytali i kupowali książki, jedną z form mojej działalności ewangelizacyjnej, patriotycznej i politycznej było kolportowanie książek politycznie niepoprawnych na wszelkich patriotycznych spotkaniach. Zapewne kilkadziesiąt tysięcy pozycji tak upowszechniłem. Wśród nich były też pozycje wydane przez wydawnictwo Te Deum związane z Bractwem Kapłańskim Piusa X założonym przez arcybiskupa Lefebvrea.

Jan Bodakowski
Biografia arcybiskupa Lefebvrea promowana nawet w posoborowych mediach

Dawno dawno temu, w czasach kiedy ludzie czytali i kupowali książki, jedną z form mojej działalności ewangelizacyjnej, patriotycznej i politycznej było kolportowanie książek politycznie niepoprawnych na wszelkich patriotycznych spotkaniach. Zapewne kilkadziesiąt tysięcy pozycji tak upowszechniłem. Wśród nich były też pozycje wydane przez wydawnictwo Te Deum związane z Bractwem Kapłańskim Piusa X założonym przez arcybiskupa Lefebvrea.

Dzięki takiej działalności miałem okazję poznać Sławomira Cenckiewicza, który w tamtych czasach był redaktorem w Te Deum, a dziś jest szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wiernym bractwa jest też szef Ruchu Kontroli Granic Marcin Dybowski. Na msze bractwa swego czasu chodzili Janusz Korwin-Mikke czy Grzegorz Braun (który promując Jabłonowskiego i Piskorskiego chce chyba skompromitować środowisko tradycjonalistów w naszym kraju). Widać więc, że postać arcybiskupa Lefebvrea zrobiła wrażenie na wielu ważnych na scenie politycznej ludziach, a przez to niewątpliwie jego dziedzictwo wpływa na polską scenę polityczną.

Każdy kolejny dzień, w którym hierarchia posoborowa niszczy Kościół katolicki, potwierdza, że opinie arcybiskupa o szkodliwości pseudo posoborowych patologii były słuszne.

Nakładem wydawnictwa Fronda ukazała się 616-stronicowa biografia „Ekscelencja jest szalony! Arcybiskup Marcel Lefebvre i czasy, które przewidział” znanej publicystki mediów katolickich Ewy Polak – Pałkiewicz.

Według wydawnictwa Fronda książka Ewy Polak – Pałkiewicz to pierwsza publikacja napisana przez polską autorkę praca „o arcybiskupie Marcelu Lefebvrze. Jej bohater to dla jednych zdrajca i schizmatyk, dla coraz większej grupy katolików bohater, przywódca i ojciec, dzięki któremu odkryli Tradycję katolicką”.

Zdaniem wydawnictwa Fronda „Ewa Polak-Pałkiewicz, znana z odważnego podejmowania tematów nielubianych przez salon i z ostrego pióra, przedstawia sylwetkę francuskiego hierarchy, stosując oryginalne połączenie szkicu biograficznego, reportażu i eseju historycznego. Pomaga zrozumieć fenomen „Żelaznego biskupa”, przywołując wątki polskie i analogie historyczne. Książka imponuje bogatą faktografią i precyzją wywodu. Zaciera białe plamy w najnowszej historii Kościoła. Pisana z pasją i swadą – może zaboleć, ale i głęboko poruszyć”.

W zapowiedzi książki ks. prof. Robert Skrzypczak przypomniał, że „Bractwo Kapłańskie św. Piusa X, założone przed 50 laty w Szwajcarii za zgodą miejscowego biskupa oraz Watykanu, znalazło się w konflikcie ze Stolicą Apostolską za krytykę oświadczeń Soboru Watykańskiego II. W 1988 r. wyświęcenie przez abp. Lefebvre’a czterech biskupów bez zgody Rzymu doprowadziło do ekskomuniki samego arcybiskupa, jego biskupów i bp. de Castro Mayera, który był obecny podczas konsekracji. Benedykt XVI podjął bardzo ważny krok w celu normalizacji sytuacji. W 2007 r. wydał motu proprio Summorum Pontificum, dając księżom wolność odprawiania Mszy św. w tradycyjnym rycie. Za pontyfikatu papieża Franciszka zostało udzielone kapłanom FSSPX prawo do słuchania spowiedzi na całym świecie, a biskupi i proboszczowie zostali upoważnieni do udzielenia tym kapłanom uprawnień do kanonicznej asystencji przy ślubach. Sytuacja jest zatem coraz bliższa normalizacji i może niebawem zostać rozwiązana, zaś dzieło i myśl abp. Marcela Lefebvre’a może okazać się tym, co służy dobru Kościoła i jego duchowej odnowie”.

Pisząc o czasach przed powstaniem bractwa, autorka zwróciła uwagę, że „aż do późnych lat 40. Marcel Lefebvre był misjonarzem w Afryce Zachodniej, w Gabonie. Zostaje wikariuszem, a następnie delegatem apostolskim na całą Afrykę francuskojęzyczną. Pełni tę funkcję do 1959 roku. Mianowany arcybiskupem Dakaru pozostaje w Afryce do 1962 roku. Odwołanie – a właściwie wymuszona na nim rezygnacja z funkcji delegata – nastąpiło, gdy nie chciał włączyć się w nurt współdziałania ludzi Kościoła z socjalistami na tym kontynencie, co stało się swoistym zwyczajem czy też modą wśród duchowieństwa. I niebawem doprowadziło do upadku krain afrykańskich, gdy uzyskały niepodległość i przestały być koloniami.

Talenty dyplomatyczne były mocną stroną Marcela Lefebvre’a w czasie jego misji afrykańskiej. Był dyplomatą par excellence jako delegat apostolski. Zmuszony jednak został – jako biskup – przeciwstawiać się zarówno generałowi de Gaulle’owi, jak i pierwszemu prezydentowi Senegalu, Léopoldowi Senghorowi, katolikowi wykształconemu we Francji, czarnoskóremu pisarzowi i poecie. Czuł się w obowiązku otwarcie przestrzegać przed konsekwencjami wkroczenia Senegalu na drogę socjalizmu, który szybciej, niż mogłoby się wydawać – jak przewidywał – odda niepodległe kraje Afryki na łup komunizmu. Zniszczy dzieło misjonarzy, rozproszy rodzime katolickie elity, unicestwi kwitnącą cywilizację chrześcijańską tworzoną tu z takim trudem, ale i z wielkimi sukcesami przez wiele dziesięcioleci, zmiażdży instytucje kultury; czarna Afryka stanie się nieuchronnie ofiarą islamu.

Mimo zaufania, jakim darzył go Pius XII, dobrych osobistych relacji z tym papieżem, jego opór wobec polityki otwierania się na lewicową demagogię, którą tętniły już media i gabinety polityków, oraz liczne przestrogi, których nie szczędził ludziom Kościoła i polityki, nie zostały dobrze odebrane ani w Rzymie, ani w Paryżu.

Po przymusowym powrocie do Francji otrzymał niewielką, zaniedbaną diecezję Tulle, co musiało być odczytane jako dość surowy rodzaj upomnienia ze strony Watykanu. Szybko liberalizujący się francuscy biskupi już wtedy uważali arcybiskupa Marcela Lefebvre’a, opromienionego w świecie zachodnim swoistą sławą, za zapiekłego konserwatystę, typ im obcy i szkodliwy. Nie pasował do rozpoczynającego się festiwalu umizgów hierarchii do świata; do całej serii mniej i bardziej czytelnych, a często wręcz skandalicznych kompromisów, które miały, jak twierdzono, skierować Kościół na drogi nowoczesności i zapewnić prawdziwy rozkwit chrześcijaństwu. Chrześcijaństwu ułatwionemu jednak spłaszczonemu, rozbrojonemu, pozbawionemu znamion waleczności w głoszeniu i strzeżeniu pełnej prawdy wiary, która jest warunkiem trwania cywilizacji. Arcybiskup był więcej niż sceptyczny wobec coraz powszechniejszych porywów entuzjazmu dla eksperymentów liturgicznych – choć wbrew opiniom nie był wcale radykalnym wrogiem ograniczonej reformy liturgii – i za chwytów wobec nowych ruchów w Kościele, a także wobec postępów demokracji we wspólnotach zakonnych i kościelnych, co miało rzekomo wyrwać Kościół ze stanu skostnienia.

Przyczepiona mu etykietka człowieka skrajnego, niebezpiecznego radykała była przyznaniem się jej autorów do ugrzęźnięcia w mętnej teologii i filozofii i tak naprawdę określiła ich samych jako rasowych bigotów. Skrajne przekonania są dziś traktowane z dużą ostrożnością – zauważył Gilbert K. Chesterton już sto lat temu – ponieważ panuje opinia, że to one właśnie, zwłaszcza w kwestiach uniwersalnych, były w przeszłości winne czemuś, co nazywa się bigoterią. Ale starczy rozejrzeć się dokoła, by opinia ta zachwiała się w posadach. W prawdziwym życiu największymi bigotami są ludzie nieposiadający żadnych w ogóle przekonań”.





Jan Bodakowski
image


Brzydki. Biedny. Niedoceniony. Nielubiany.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura