Jan Bodakowski
Qumran – spisek Żydów i Watykanu
To że pop kultura karmi się sensacją jest zrozumiałe. Sensacyjne opowieści są niezwykle przyjemną odskocznią od trudów dnia codziennego. Dodatkowo świat w którym żyjemy pełen jest niezwykłych i interesujących tematów. Dziwnym trafem twórcy beletrystyki miast wykorzystywać w swojej twórczości jako scenografie niezwykle interesującą prawdę, rzucają swoich bohaterów w świat wykreowany przez kłamliwą lewicową propagandę i antykatolickie irracjonalne frazesy.
Właśnie taki problem jest z dobrze napisaną sensacyjną powieścią Glenna Meade „Drugi Mesjasz” którą wydała Fabryka Słów. Głównym bohaterem powieści jest amerykański archeolog Jack Cane. Jack odkrywa w Qumran nad Morzem Martwym w Izraelu niezwykle cenny manuskrypt. Ćwierć wieku wcześniej takiego samego odkrycia dokonał jego ojciec.
W trakcie akcji okazuje się że Watykan i Izrael zawarły tajną umowę która ma nie dopuścić do publikacji tych manuskryptów które zaprzeczały by dogmatom katolicyzmu czy Izraela. Agenci kościoła i Mossadu dbają o to by trefne manuskrypty nie zostały ujawnione.
Pomysł że jakieś heretyckie idee z manuskryptów jakieś sekty miały by doprowadzić do rewolucji w Kościele jest całkowicie nonsensowny. Od ponad dwu tysięcy lat znane są dziesiątki apokryficznych ewangelii często sprzecznych z nauczaniem kościoła. Co ciekawsze zbiory takich apokryfów wydają wydawnictwa kościelne - jak na przykład wydawnictwo WAM księży jezuitów. I jak dotąd jakakolwiek rewolucja w kościele związana z apokryfami nie miał miejsca.
Autorowi powieści który wpadł na pomysł że żywot Jezusa był odmienny, a Ewangelie sfałszował kościół katolicki, umyka też jeden bardzo ważny fakt. Prócz kościoła katolickiego jest kilkanaście innych kościołów lokalnych o równie starej jak katolicyzm historii. Wszystkie one, pomimo że nie miały ze sobą żadnych związków instytucjonalnych, uznają dokładnie ten sam kanon Ewangelii. Żaden nie ma innego. Żaden nie korzysta z jakiś apokryfów.
Autor powieści kompromituje swoje założenia budujące scenariusz akcji też tak bzdurnymi przekonaniami jakoby siła rewolucyjna manuskryptów tkwiła w tym że nie ma dowodów naukowych na historyczność postaci Jezusa. To bzdurne założenie autora powieści jest całkowicie sprzeczne z faktem że Ewangelie są napisane przez świadków wydarzeń kilkadziesiąt lat po wydarzeniach, a obecnie posiadamy pełne odpisy Ewangelie z pierwszych wieków – kiedy to kroniki historyczne do dziejów Grecji i Rzymu są nam znane tylko z późnośredniowiecznych odpisów.
Równolegle z przygodami archeologa czytelnicy śledzą losy nowo wybranego papieża. Nowy papież z Ameryki wpada na oryginalny pomysł – ujawnienie Tajnych Archiwów Watykanu w których kościół katolicki ma ukrywać swoje rzekome wstydliwe sekrety. Ujawnienie to ma skończyć z rzekomymi kłamstwami i obłudą. Zmienić kościół na dobre. Problem z wiarygodnością wydarzeń w powieści polega na tym że w rzeczywistości Tajne Archiwum Watykanu wcale nie jest tajne. Naukowcy mogą korzystać z niego bez przeszkód od 1881 roku – co roku korzysta z tego około 1200 badaczy. Funkcjonuje od 400 lat. Przechowywane są w nim dokumenty pochodzące z ostatnich dwunastu wieków historii kościoła. Akta Kurii Rzymskiej i innych instytucji Kościoła, dyplomacji papieskiej, osób i rodzin związanych z papiestwem, niektórych zakonów i organizacji katolickich, dwu ostatnich soborów i w dużej części Soboru Trydenckiego, dokumenty ważne dla historii Kościoła. Długość półek z dokumentami przekracza 85 km.
Wielce charakterystyczne jest też to jak autor powieści pozytywnie naznacza cechy nowego papieża. Jest on Amerykaninem bo jak mamy się podświadomie domyślać w duchu amerykańskiego mesjanizmu tylko Amerykanie są zdolni do przeprowadzania niezbędnej rewolucji. Po drugie nowy papież chce by kościół był ubogi, więc wyprowadza się z Watykanu – jak możemy się domyślać udostępni on swoje apartamenty na nowy bar szybkiej obsługi dzięki czemu dzieci w Afryce przestaną głodować.
Niezwykle zabawne, i świadczące o szokującej ignorancji autora, są opinie szefa ochrony Watykanu który na kartach powieści twierdzi że „Czerwone Brygady (…) składały się w większości z prawicowych katolików”. Dla nie zorientowanych Czerwone Brygady składały się z ateistów o skrajnie lewicowych poglądach.
Jan Bodakowski
![]()


Komentarze
Pokaż komentarze (6)